02.12.2025, 00:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2025, 00:09 przez Astoria Avery.)
10.09.1972
posiadłość Avery Hall na obrzeżach Londynu
posiadłość Avery Hall na obrzeżach Londynu
Dzień odpoczynku okazał się zbyt krótki, by zmyć z niej skutki dymu i napięcia. Astoria wciąż była słaba; kaszel, najpierw nagły i ostry, przechodził teraz w długie, męczące serie, które ściskały jej klatkę piersiową i zostawiały smak spalenizny na języku. Każdy krok kosztował wysiłek. Matka nie dawała jej spokoju; uporczywie wmuszała w nią eliksiry, napary i maści wyjęte z Czarownicy. Dziewczyna przyjmowała je z uprzejmym skinieniem, wypijając gorzki napar i ściągając z ust porządne, ale sceptyczne myśli - nie wierzyła w te cudowne receptury, które obiecywały natychmiastowe oczyszczenie z dymu; miała nadzieję raczej, że czas i spokój zrobią swoje. Wolała nie iść do Munga teraz, kiedy pacjentów było aż nadto.
Mimo osłabienia pragnienie, by zobaczyć Renigalda, było silniejsze od rozsądku. Chciała mieć pewność, że nie ucierpiał niczym więcej niż reszta miasta. Z tego powodu zaprosiła go na obiad - pretekst równie praktyczny, co osobisty. A skoro jej własne mieszkanie wciąż było nieużywalne, posiadłość rodziców wydawała się więc jedynym rozsądnym miejscem spotkania - bezpiecznym i gotowym przyjąć gościa. Zleciła skrzatom w kuchni przygotowanie potraw, które miały przypaść do gustu Malfoyowi. A sama zajęła się przygotowaniem w mniejszym saloniku na piętrze, tym, który rodzina wykorzystywała na prywatne spotkania. Pomieszczenie było skromne, lecz gustownie urządzone: niskie fotele obite ciemnym aksamitem, nieliczne bibeloty starannie wybrane i ustawione, regał z opasłymi tomami poświęconymi historii sztuki i konserwacji. Z saloniku rozciągał się widok na północną część ogrodu i księżyc - tej nocy, za zasłoną pyłu i chmur, wyglądał bardziej blado niż zwykle. Zadbała, by stół prezentował się nienagannie. Dopiero wtedy mogła zająć się swoim wyglądem, który pozostawiał wiele do życzenia - podkrążone oczy, skóra przygaszona, włosy pozbawione blasku. Sięgnęła po prostą, lecz elegancką szatę z głębokiego granatu. Makijażem poprawiła niedoskonałości, tuszując cienie, aż kontury twarzy wydawały się bardziej wyspane. Usta przyciemniła neutralnym odcieniem. I kiedy na końcu spojrzała w lustro, uznała że wygląda przyzwoicie, jak na to, co przeżyła w ciągu ostatnich dwóch dni.
Dom wydawał się pusty w tej godzinie, głównie przez pożar i jego konsekwencje - nawał pracy spadł ojcu na głowę, a matka zajęła się fundacją i pomocą charytatywną. Czego się nie robi dla reputacji... Sama też byłaby w wirze działania, gdyby zdrowie jej pozwoliło.
Kiedy zgasły ostatnie światła w kuchni, a skrzaty poprzestawiały naczynia, Astoria wstała. Przymknęła oczy na chwilę, zebrała oddech i ruszyła, by przyjąć Renigalda w saloniku. Chciała, by spotkanie było godne, by zobaczył nie tylko kobietę, której płuca paliły dymem, lecz też tę, która potrafiła zachować porządek i smak nawet w czasie katastrofy.
- Dobrze cię widzieć - podeszła powoli, by nie złapać zadyszki i cmoknęła go w policzek. - Niech no cię obejrzę - zaczęła, jakby nie do końca wierzyła, że nic mu się nie stało w tym szaleństwie. Na pierwszy rzut oka nie widziała jednak żadnych ran. - Mam nadzieję, że nie jesteś już na mnie zły?
@Renigald Malfoy