02.12.2025, 11:42 ✶
- Dziękuję - uśmiechnęła się. Nie czuła się winna, że wykorzystywała Richarda do płacenia za zakupy. Po pierwsze: dostanie od niej prezent na Mabon. Po drugie: wiedział o jej sytuacji. I akurat ten Mulciber był jedyną osobą, od której przyjęłaby pomoc. No, była jeszcze Lorien, ale ona wysłała jej sukienki BEZ METEK, a że wiedziała doskonale o jej problemie z matką, to na bank te kiecki były od Rosierów. A Charlotte przysięgła sobie, że nigdy nic już od Rosierów nie założy, chyba że matka postanowi ją przeprosić. Niestety lecz upór odziedziczyła po niej, nie po ojcu: więc istniało ogromne ryzyko, że kobiety nigdy się nie dogadają, nawet jeżeli matka Charlotte będzie leżała na łożu śmierci. Mulciberówna była bowiem bardzo pamiętliwa, nierzadko też złośliwa. Krzywdziła tym nie tylko innych, ale także siebie - nie potrafiła jednak zachowywać się inaczej. - Mam wrażenie, że nie dowiemy się na miejscu niczego.
Odpowiedziała cicho Richardowi, mrucząc pod nosem z niezadowoleniem. Jeżeli to Alexander organizował przyjęcie (oby, kurwa, nie), to podejrzewała, że nie dowiedzą się niczego. Ale może to faktycznie była sprawka Scarlett? Może to córka Richarda chciała zjednoczyć rodzinę z jakiegoś powodu, i wstydziła się powiedzieć o tym ojcu? Albo uznała, że nie wypada. Sama nie wiedziała, co sądzić o kuzynce, której jeszcze nie spotkała.
Gdy wyszli, odebrała torbę z butami i sięgnęła po papierosa. Nie był jej ojcem, nie musiała się kryć z tym, że pali. Poza tym sam palił, a chociaż rodowe hasło Mulciberów brzmiało niech żyje hipokryzja, to podejrzewała, że Richarda guzik będzie obchodziło to, czy kopci czy nie. Sam palił.
- A, tak - mruknęła, odpalając papierosa. Zerknęła na kuzyna uważnie. Dobrą miał pamięć, nie to co ona, bo ona już zapomniała, o czym do niego mówiła jeszcze w sklepie z sukienkami. - Hmmm...
Zastanowiła się głośno, przechodząc nieco na bok, żeby nikomu nie zawadzać. Niby sklep miał być zamknięty za niedługo, ale wolała nie stać w przejściu. Przyzwyczajenie.
- Jaka ona jest? Z charakteru. Cicha, głośna, uparta? Co lubi - malowanie, książki, może taniec? Wiesz, takie rzeczy, które pozwolą mi się zorientować, czy mamy ze sobą coś wspólnego - powiedziała w końcu, bo tak po prawdzie nie chciała wiedzieć o Scarlett wszystko. Chciała wiedzieć, czy będą miały jakikolwiek punkt zaczepienia w rozmowie, która na pewno się wywiąże między nimi w Mulciber Manor.
@Richard Mulciber
Odpowiedziała cicho Richardowi, mrucząc pod nosem z niezadowoleniem. Jeżeli to Alexander organizował przyjęcie (oby, kurwa, nie), to podejrzewała, że nie dowiedzą się niczego. Ale może to faktycznie była sprawka Scarlett? Może to córka Richarda chciała zjednoczyć rodzinę z jakiegoś powodu, i wstydziła się powiedzieć o tym ojcu? Albo uznała, że nie wypada. Sama nie wiedziała, co sądzić o kuzynce, której jeszcze nie spotkała.
Gdy wyszli, odebrała torbę z butami i sięgnęła po papierosa. Nie był jej ojcem, nie musiała się kryć z tym, że pali. Poza tym sam palił, a chociaż rodowe hasło Mulciberów brzmiało niech żyje hipokryzja, to podejrzewała, że Richarda guzik będzie obchodziło to, czy kopci czy nie. Sam palił.
- A, tak - mruknęła, odpalając papierosa. Zerknęła na kuzyna uważnie. Dobrą miał pamięć, nie to co ona, bo ona już zapomniała, o czym do niego mówiła jeszcze w sklepie z sukienkami. - Hmmm...
Zastanowiła się głośno, przechodząc nieco na bok, żeby nikomu nie zawadzać. Niby sklep miał być zamknięty za niedługo, ale wolała nie stać w przejściu. Przyzwyczajenie.
- Jaka ona jest? Z charakteru. Cicha, głośna, uparta? Co lubi - malowanie, książki, może taniec? Wiesz, takie rzeczy, które pozwolą mi się zorientować, czy mamy ze sobą coś wspólnego - powiedziała w końcu, bo tak po prawdzie nie chciała wiedzieć o Scarlett wszystko. Chciała wiedzieć, czy będą miały jakikolwiek punkt zaczepienia w rozmowie, która na pewno się wywiąże między nimi w Mulciber Manor.
@Richard Mulciber