26.02.2023, 19:08 ✶
Cathal cały dzień spędził nad papierami i książkami. Z jednej strony zapoznawał się z materiałami na temat wioski czarodziejów, do której mieli, najwyraźniej, zaraz się przenieść – i która, jak się okazywało, może nie być tak nudna, jak Cal się obawiał. Z drugiej – poszukiwał informacji o snach, wspólnym śnieniu, o możliwości zrobienia komuś krzywdy w snach.
Nie był fizycznie zmęczony. Ale jego głowa bolała, przepełniona nowymi informacjami, gdy umysł próbował odpowiednio je skatalogować, umieścić w jednej z nieskończenie wielu szufladek pałacu pamięci. Gdy zapadł już zmierzch, Shafiq miał po prostu wszystkiego dość. Poprzedniej nocy poszedł spać bardzo późno, zastanawiając się, czy w snach nie powróci mężczyzna, który próbował zabić Ulyssesa. Teraz był tak zirytowany i wyczerpany psychicznie, że nawet nie zaprzątało to jego myśli.
Błąd.
*
…Hogwart.
Cathal śnił czasem o szkole. O lochach Slytherinu. O uczniach i nauczycielach. O zjadliwym szepcie, rozbrzmiewającym w jego głowie, ilekroć na korytarzu mijały go szlamy. Czasem był to zlepek prawdziwych wspomnień, pozostałych w umyśle na zawsze. Czasem sny były tylko snami: w tych snach niekiedy słuchał głosu, słuchał diabelskich podszeptów, i zaciskał ręce na czyjejś szyi, popychał kogoś, kto stanął zbyt blisko okna, rzucał zaklęcie, kiedy ktoś zbliżał się do schodów…
Nie wiedział, że śni.
Czuł, że coś jest nie tak. Może dlatego, że we śnie był siedemnastoletnim chłopcem i zdawało mu się, że to nie do końca tak powinno wyglądać. Może, bo choć szedł ewidentnie hogwarckim korytarzem, mijając znajome portrety i arassy, a zbroje szczękały, poruszając się, gdy je mijał, dokładnie tak, jak zawsze, drobne szczegóły nie układały się tak, jak powinny. Czy skręcając w tę stronę nie powinien dojść do Wielkiej Sali, zamiast stanąć przy schodach, wiodących do lochów Slytherinu? Zamek znowu płatał mu figle?
Powędrował w dół, i tym razem korytarz był znajomy. Zupełnie pusty, ale to go nie zaniepokoiło: w lochach kręcili się głównie Ślizgoni i osoby idące na eliksiry, a sądząc po tym, że nawet na górze panował półmrok, lekcje o tej porze już się nie odbywały. Ściana, za którą skrywało się wejście do Pokoju Wspólnego rozsunęła się przed nim sama nim jeszcze podał hasło. To też nie zdawało się mu dziwne samo w sobie, raczej dokładało drobny kamyczek do ogólnego poczucia niewłaściwości. Cathal wszedł do pomieszczenia, wypełnionego zielonkawym światłem i skrzywił się, po raz kolejny myśląc, że ktoś, kto wpadł na to, że to doskonały pomysł, aby dzieci mieszkały pod jeziorem, powinien dostać baty.
Niewykluczone, że tym kimś był Slytherin. Nawet spróbował go o to spytać, ale tym razem Salazar uparcie milczał.
Za to ktoś inny krzyknął jego imię.
Leta.
Co znowu? Przypadkiem uwolniła jakąś klątwę, zamiast zdjąć? Albo czarnoksiężnicy ponownie ścigali Jamila?
Te dziwne myśli sprawiły, że na moment zamarł, ale zaraz ściana rozsunęła się, wpuszczając do środka Aletheę. A za nią – mężczyznę, starszego, na pewno żadnego nauczyciela, a jednak w przedziwny sposób znajomego. Sam jego widok, choć Shafiq, wciąż tonący w logice snu, nie rozpoznał go, wywołał w nim wściekłość. A zadyszana Leta, nóż w jego rękach, opowiadały swoją historię…
- CRUCIO! – krzyknął, celując w człowieka, odruchowo, choć siedemnastoletni Cathal nie znał tego zaklęcia. Czar sięgnął go dokładnie w chwili, w której ostrze miało wbić się w plecy Alethei.
Nie był fizycznie zmęczony. Ale jego głowa bolała, przepełniona nowymi informacjami, gdy umysł próbował odpowiednio je skatalogować, umieścić w jednej z nieskończenie wielu szufladek pałacu pamięci. Gdy zapadł już zmierzch, Shafiq miał po prostu wszystkiego dość. Poprzedniej nocy poszedł spać bardzo późno, zastanawiając się, czy w snach nie powróci mężczyzna, który próbował zabić Ulyssesa. Teraz był tak zirytowany i wyczerpany psychicznie, że nawet nie zaprzątało to jego myśli.
Błąd.
*
…Hogwart.
Cathal śnił czasem o szkole. O lochach Slytherinu. O uczniach i nauczycielach. O zjadliwym szepcie, rozbrzmiewającym w jego głowie, ilekroć na korytarzu mijały go szlamy. Czasem był to zlepek prawdziwych wspomnień, pozostałych w umyśle na zawsze. Czasem sny były tylko snami: w tych snach niekiedy słuchał głosu, słuchał diabelskich podszeptów, i zaciskał ręce na czyjejś szyi, popychał kogoś, kto stanął zbyt blisko okna, rzucał zaklęcie, kiedy ktoś zbliżał się do schodów…
Nie wiedział, że śni.
Czuł, że coś jest nie tak. Może dlatego, że we śnie był siedemnastoletnim chłopcem i zdawało mu się, że to nie do końca tak powinno wyglądać. Może, bo choć szedł ewidentnie hogwarckim korytarzem, mijając znajome portrety i arassy, a zbroje szczękały, poruszając się, gdy je mijał, dokładnie tak, jak zawsze, drobne szczegóły nie układały się tak, jak powinny. Czy skręcając w tę stronę nie powinien dojść do Wielkiej Sali, zamiast stanąć przy schodach, wiodących do lochów Slytherinu? Zamek znowu płatał mu figle?
Powędrował w dół, i tym razem korytarz był znajomy. Zupełnie pusty, ale to go nie zaniepokoiło: w lochach kręcili się głównie Ślizgoni i osoby idące na eliksiry, a sądząc po tym, że nawet na górze panował półmrok, lekcje o tej porze już się nie odbywały. Ściana, za którą skrywało się wejście do Pokoju Wspólnego rozsunęła się przed nim sama nim jeszcze podał hasło. To też nie zdawało się mu dziwne samo w sobie, raczej dokładało drobny kamyczek do ogólnego poczucia niewłaściwości. Cathal wszedł do pomieszczenia, wypełnionego zielonkawym światłem i skrzywił się, po raz kolejny myśląc, że ktoś, kto wpadł na to, że to doskonały pomysł, aby dzieci mieszkały pod jeziorem, powinien dostać baty.
Niewykluczone, że tym kimś był Slytherin. Nawet spróbował go o to spytać, ale tym razem Salazar uparcie milczał.
Za to ktoś inny krzyknął jego imię.
Leta.
Co znowu? Przypadkiem uwolniła jakąś klątwę, zamiast zdjąć? Albo czarnoksiężnicy ponownie ścigali Jamila?
Te dziwne myśli sprawiły, że na moment zamarł, ale zaraz ściana rozsunęła się, wpuszczając do środka Aletheę. A za nią – mężczyznę, starszego, na pewno żadnego nauczyciela, a jednak w przedziwny sposób znajomego. Sam jego widok, choć Shafiq, wciąż tonący w logice snu, nie rozpoznał go, wywołał w nim wściekłość. A zadyszana Leta, nóż w jego rękach, opowiadały swoją historię…
- CRUCIO! – krzyknął, celując w człowieka, odruchowo, choć siedemnastoletni Cathal nie znał tego zaklęcia. Czar sięgnął go dokładnie w chwili, w której ostrze miało wbić się w plecy Alethei.