02.12.2025, 21:04 ✶
Prawdę mówiąc, Stanley nie miał pojęcia o planach Francisa. Ten stary, poczciwy Czech powiedział tylko, że będzie lepiej jak odpocznie od tego wszystkiego z dala od innych problemów czy incydentów. Zapewnił, że nie ma co się martwić o własny biznes, ponieważ będzie on w dobrych, Francisowych dłoniach.
Borgin był już gotów dopalić papierosa, a następnie udać się na spoczynek. Rany dawały o sobie znak ale były prowizorycznie owinięte, sprawiając, że krwawienie ustało.
Daleko było mu od komfortowego położenia się spać. Było to jednak wystarczająco w tej chwili, wszak zmęczenie brało powoli górę nad jego przemęczonej duszy i ciele.
Widząc jak jakaś istota wchodzi do środka, spiął się, chociaż nie zrobił żadnej akcji. Nie podniósł się, ani nie uniósł różdżki. Gdyby byli to siepacze Moody, mieliby nad nim całkowitą przewagę. Na całe szczęście osoba, która właśnie przekroczyła próg, nie była związana z wymiarem sprawiedliwości, a na pewno nie w stopniu, który mógłby mu zaszkodzić.
Stanley, widząc że to Cynthia, rozszerzył mimowolnie oczy. Myśli od razu podsunęły mu jedno słowo - "żyjesz". Nie wypowiedział ich jednak, a jedynie zamrugał kilkakrotnie z pewnym niedowierzaniem, które nie miało żadnego uzasadnienia. Thia zawsze sobie dawała radę - nie ważne jak wielkie kłody lądowały pod jej nogami.
Flint podeszła i kucnęła przed nim, a Borgin jedynie westchnął. Nie miał nawet siły aby wykrzesać z siebie coś więcej. Zbierał się w sobie. Zbierał resztki sił, które mu zostały po ostatniej nocy, a tych nie było zbyt wiele.
Śmierciożerca pokiwał głową. Nie było wiadome na co się zgadza - na zdjęcie płaszcza, czy na to, że da radę zrobić to sam. Mimo potwierdzenia, nic się nie stało przez dłuższą chwilę, ponieważ zbierał się w sobie do tego, co miało go czekać za chwilę.
Teraz, kiedy Cynthia była bliżej, bez trudu mogła zauważyć jak na prawym rękawie, widać odrobinę zaschniętej krwi, ewidentnie sugerującej, że nie należy ona do osoby postronnej.
Czy dało się wyczuć aurę czarnej magii wokół niego? Pewnie tak - nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiał, a już na pewno nie w tej chwili. To nie był pierwszy raz kiedy skorzystał z tej zbrodniczej dziedziny magii. To nie był najpewniej też ostatni raz, kiedy to zrobił. Dodając do tego fakt udanego użycia avady, unosząca się aura mogła dawać więcej informacji, niż powinna.
Stanley dalej nie zdejmował płaszcza, dopalając papierosa w spokoju. Cynthia ewidentnie nie mogła już dłużej czekać i sama zaczęła próbę pozbycia się odzienia wierzchniego. Z początku szło jej całkiem dobrze, aż do momentu kiedy złapała za drugi guzik. Nogi mężczyzny się zatrzęsły, a z ust wyleciał stłumiony syk bólu. Bez trudu dało się zauważyć wyostrzony wzrok, cięższy oddech i krople potu, które zaczęły spływać po zmęczonej twarzy. Tyle czynników, a to wszystko spowodowane raną ciągnącą się od nadgarstka, przez przedramię, aż do łokcia.
- Cz... - zaczął, łapiąc nadgarstek Thii swoją lewą dłonią - Czekaj, proszę - rzucił wręcz błagalnym tonem, ściskając odrobinę mocniej szorstką dłoń - Chwila, proszę - powtórzył, łapiąc oddech. Z tego wszystkiego zamknął oczy i opuścił swoją głowę. Flint nie musiała robić nic, aby dostrzec ulgę, która zagościła na jego twarzy po przerwaniu próby zdjęcia płaszcza.
- Jeszcze sekunda - poprosił, wypuszczając ciężko powietrze z płuc.
W tym całym zamieszaniu, końcówka papierosa spadła gdzieś na blat ławy, ale na całe szczęście, samoczynnie zgasła i nie spowodowała kolejnego pożaru.
- Powoli - otworzył oczy, przełykając ślinę - Spróbujmy powoli - kontynuował, klarowna jej dłoń i wpatrując się w jej oczy na tej równie zmęczonej twarzy. "Też musiała wiele przejść tej nocy" Był tego pewien, jak tego, że 2+2=4.
Borgin zrzucił najpierw płaszcz z lewego barku, odkrywając kolejną, niemalże szkarłatną plamę na swojej koszuli. Druga rana była gdzieś na wysokości połowy brzucha.
- Na raz, dwa, trzy... - rzucił, zaciskając zęby. Stanley wiedział co się szykuje, a po jego skroni zaczęło spływać kilka dodatkowych kropel potu. Flint mogła zauważyć, że on się po prostu przygotowywał do zdjęcia tego rękawa.
- Raz... - zaczął odliczać - Dwa... Trzy... - doliczył, a następnie ściągnął całkowite swoje odzienie wierzchnie, odkrywając długą na całe ramię czerwony materiał koszuli. To raczej nie był kolor fabryczny, wszak ten był raczej śnieżnobiały.
- Żyje - ledwo wysapał, opierając swoje czoło o czoło Thii. Tkwił tak przez kilka sekund. Cynthia mogła słyszeć jak powtórzył kilkakrotnie te słowo pod nosem, a następnie osiadł na kanapie, odchylając się do tyłu.
Borgin był już gotów dopalić papierosa, a następnie udać się na spoczynek. Rany dawały o sobie znak ale były prowizorycznie owinięte, sprawiając, że krwawienie ustało.
Daleko było mu od komfortowego położenia się spać. Było to jednak wystarczająco w tej chwili, wszak zmęczenie brało powoli górę nad jego przemęczonej duszy i ciele.
Widząc jak jakaś istota wchodzi do środka, spiął się, chociaż nie zrobił żadnej akcji. Nie podniósł się, ani nie uniósł różdżki. Gdyby byli to siepacze Moody, mieliby nad nim całkowitą przewagę. Na całe szczęście osoba, która właśnie przekroczyła próg, nie była związana z wymiarem sprawiedliwości, a na pewno nie w stopniu, który mógłby mu zaszkodzić.
Stanley, widząc że to Cynthia, rozszerzył mimowolnie oczy. Myśli od razu podsunęły mu jedno słowo - "żyjesz". Nie wypowiedział ich jednak, a jedynie zamrugał kilkakrotnie z pewnym niedowierzaniem, które nie miało żadnego uzasadnienia. Thia zawsze sobie dawała radę - nie ważne jak wielkie kłody lądowały pod jej nogami.
Flint podeszła i kucnęła przed nim, a Borgin jedynie westchnął. Nie miał nawet siły aby wykrzesać z siebie coś więcej. Zbierał się w sobie. Zbierał resztki sił, które mu zostały po ostatniej nocy, a tych nie było zbyt wiele.
Śmierciożerca pokiwał głową. Nie było wiadome na co się zgadza - na zdjęcie płaszcza, czy na to, że da radę zrobić to sam. Mimo potwierdzenia, nic się nie stało przez dłuższą chwilę, ponieważ zbierał się w sobie do tego, co miało go czekać za chwilę.
Teraz, kiedy Cynthia była bliżej, bez trudu mogła zauważyć jak na prawym rękawie, widać odrobinę zaschniętej krwi, ewidentnie sugerującej, że nie należy ona do osoby postronnej.
Czy dało się wyczuć aurę czarnej magii wokół niego? Pewnie tak - nigdy się nad tym szczególnie nie zastanawiał, a już na pewno nie w tej chwili. To nie był pierwszy raz kiedy skorzystał z tej zbrodniczej dziedziny magii. To nie był najpewniej też ostatni raz, kiedy to zrobił. Dodając do tego fakt udanego użycia avady, unosząca się aura mogła dawać więcej informacji, niż powinna.
Stanley dalej nie zdejmował płaszcza, dopalając papierosa w spokoju. Cynthia ewidentnie nie mogła już dłużej czekać i sama zaczęła próbę pozbycia się odzienia wierzchniego. Z początku szło jej całkiem dobrze, aż do momentu kiedy złapała za drugi guzik. Nogi mężczyzny się zatrzęsły, a z ust wyleciał stłumiony syk bólu. Bez trudu dało się zauważyć wyostrzony wzrok, cięższy oddech i krople potu, które zaczęły spływać po zmęczonej twarzy. Tyle czynników, a to wszystko spowodowane raną ciągnącą się od nadgarstka, przez przedramię, aż do łokcia.
- Cz... - zaczął, łapiąc nadgarstek Thii swoją lewą dłonią - Czekaj, proszę - rzucił wręcz błagalnym tonem, ściskając odrobinę mocniej szorstką dłoń - Chwila, proszę - powtórzył, łapiąc oddech. Z tego wszystkiego zamknął oczy i opuścił swoją głowę. Flint nie musiała robić nic, aby dostrzec ulgę, która zagościła na jego twarzy po przerwaniu próby zdjęcia płaszcza.
- Jeszcze sekunda - poprosił, wypuszczając ciężko powietrze z płuc.
W tym całym zamieszaniu, końcówka papierosa spadła gdzieś na blat ławy, ale na całe szczęście, samoczynnie zgasła i nie spowodowała kolejnego pożaru.
- Powoli - otworzył oczy, przełykając ślinę - Spróbujmy powoli - kontynuował, klarowna jej dłoń i wpatrując się w jej oczy na tej równie zmęczonej twarzy. "Też musiała wiele przejść tej nocy" Był tego pewien, jak tego, że 2+2=4.
Borgin zrzucił najpierw płaszcz z lewego barku, odkrywając kolejną, niemalże szkarłatną plamę na swojej koszuli. Druga rana była gdzieś na wysokości połowy brzucha.
- Na raz, dwa, trzy... - rzucił, zaciskając zęby. Stanley wiedział co się szykuje, a po jego skroni zaczęło spływać kilka dodatkowych kropel potu. Flint mogła zauważyć, że on się po prostu przygotowywał do zdjęcia tego rękawa.
- Raz... - zaczął odliczać - Dwa... Trzy... - doliczył, a następnie ściągnął całkowite swoje odzienie wierzchnie, odkrywając długą na całe ramię czerwony materiał koszuli. To raczej nie był kolor fabryczny, wszak ten był raczej śnieżnobiały.
- Żyje - ledwo wysapał, opierając swoje czoło o czoło Thii. Tkwił tak przez kilka sekund. Cynthia mogła słyszeć jak powtórzył kilkakrotnie te słowo pod nosem, a następnie osiadł na kanapie, odchylając się do tyłu.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972