02.12.2025, 23:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2025, 23:40 przez Anthony Shafiq.)
- La cosa più importante, ragazzina, è che tu non venga morsa da un lupo mannaro. Tua cugina non me lo perdonerebbe mai. - słowa popłynęły, niemalże pachnąc pizzą i świeżym espresso. Lśniące srebrem ślepia Anthony’ego na moment osiadły pełne smutku na Jonathanie, bo przecież ich relacja była skomplikowana, a zdecydowanie byłaby jeszcze bardziej skomplikowana, gdyby na fali jakiś eksperymentów po tej pijackiej i bardzo niestosownej prośbie Hannibala postanowił dać się pogryźć wilkołakowi.
Czasem zastanawiał się, czy właśnie dlatego tutaj przyszedł. Żeby cierpieć w sposób możliwie widowiskowy z tą jednoosobową, nieświadomą jednostką, która pełniła w tym momencie funkcję sędziego w sprawie, która nie została bynajmniej przez nikogo przy nim wyartykułowana.
A potem Anthony westchnął, zsunął okulary z nosa i na moment potarł jego nasadę kciukiem i kłykciem wskazującego palca. Nigdy nie lubił zastraszania jako metody perswazji, zdawała mu się taka… nieelegancka. Zamiast tego więc skoncentrował się i podjął próbę ostudzenia nieco emocji tego, który zdawał się być wyznaczony przez struchlałą grupę jako kozioł ofiarny niecodziennych kupców.
Pieniądz nie śmierdzi. Gdzieś w tym mugolu musiało już być pragnienie prowizji, wystarczyło je delikatnie podbić, aby stał się odpowiednio przymilny. Ta drobna machinacja stanowiła i dla niego - w żałosności obecnego położenia - ratunek od myśli o wiele bardzie defetystycznych i jałowych.
- Quando questa farsa sarà finita, potremo parlare delle mie fondamenta? La mela d'oro non starà in piedi da sola se l'oro viene riversato solo nel lusso. - zapytał, może nieco zbyt twardo mimo śpiewności języka, zupełnie nieświadom, że ciągiem skojarzeń, melancholii i tęsknych pieśni wygrywanych w ciasnych weneckich zaułkach mówi do nich językiem, którego żaden nie jest w stanie za bardzo zrozumieć. Choć akurat obaj mogliby poświęcić odrobinę czasu na naukę. Mieli po mieczu mocno włoskie rysy.
Czasem zastanawiał się, czy właśnie dlatego tutaj przyszedł. Żeby cierpieć w sposób możliwie widowiskowy z tą jednoosobową, nieświadomą jednostką, która pełniła w tym momencie funkcję sędziego w sprawie, która nie została bynajmniej przez nikogo przy nim wyartykułowana.
A potem Anthony westchnął, zsunął okulary z nosa i na moment potarł jego nasadę kciukiem i kłykciem wskazującego palca. Nigdy nie lubił zastraszania jako metody perswazji, zdawała mu się taka… nieelegancka. Zamiast tego więc skoncentrował się i podjął próbę ostudzenia nieco emocji tego, który zdawał się być wyznaczony przez struchlałą grupę jako kozioł ofiarny niecodziennych kupców.
Pieniądz nie śmierdzi. Gdzieś w tym mugolu musiało już być pragnienie prowizji, wystarczyło je delikatnie podbić, aby stał się odpowiednio przymilny. Ta drobna machinacja stanowiła i dla niego - w żałosności obecnego położenia - ratunek od myśli o wiele bardzie defetystycznych i jałowych.
- Quando questa farsa sarà finita, potremo parlare delle mie fondamenta? La mela d'oro non starà in piedi da sola se l'oro viene riversato solo nel lusso. - zapytał, może nieco zbyt twardo mimo śpiewności języka, zupełnie nieświadom, że ciągiem skojarzeń, melancholii i tęsknych pieśni wygrywanych w ciasnych weneckich zaułkach mówi do nich językiem, którego żaden nie jest w stanie za bardzo zrozumieć. Choć akurat obaj mogliby poświęcić odrobinę czasu na naukę. Mieli po mieczu mocno włoskie rysy.