02.12.2025, 23:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2025, 23:41 przez Anthony Shafiq.)
Wiemy na kim możemy polegać.
Zaśmiał się. Właściwie skomentował to zdanie bezgłośnym, acz gorzkim parsknięciem, wypuszczonym przez nos powietrzem, upitą whisky i trzykrotnym stuknięciem złotym sygnetem o kryształ. Sygnetem noszącym ciężar i odpowiedzialność wagi.
Głód.
Taki jeździec przypadł mu w dziecięcej zabawie. Takie nadano mu imię. Lecz on nie chciał głodzić. Wręcz przeciwnie.
- Nie zgodzę się z Tobą mój drogi. Rozmawiamy o morderstwie oraz o giełdzie. Zwłaszcza o giełdzie. Chleba i igrzysk! Nie my znaleźliśmy uniwersalne remedium na wszelkie bolączki każdej społeczności. Podział socjologiczny oraz niekorzystna koniunktura, sprawia, że szala przechyla się na naszą niekorzyść. Przemiany społeczne rzadko kiedy są bezbolesne, wielkie rody z trudem przyjmują prawdę o dorobkiewiczach. Wiekowe tradycje nie zawsze przekładają się na wiekowe skarbce. Wiekowe tradycje, nie zawsze przekładają się, na dobre zarządzanie. To co dla Ciebie jest oczywiste, dla innych… Cóż, nazywają to klątwą wiedzy, ale to nie my, ministerialni skarbnicy winniśmy uczyć głowy rodu i ich zastępców jak pomnażać dobra i wpływy, a nie kurczowo zaciskać na nich zasuszone dłonie.
Odchylił głowę, zmuszając mięśnie karku, aby odpuściły zacisk. Własne ciało, tak zdradzieckie. Z pewnym rozrzewnieniem wspominał sierpniowe popołudnia, które mógł poświęcić na treningi, gimnastyki, delektowanie się słońcem i życiem. Pięknem. Tuż przed tym gdy Somnia - jak nazywał pieszczotliwie swojego serdecznego przyjaciela Morpheusa - rozkazał mu wyjść z jaskini i zobaczyć nie cienie, a prawdziwe kolory. I nie były to piękne barwy. Zdecydowanie nie…
- Realnie w ruch zostało wdrożone absolutnie nic. Reaktywne działania. Komisję dopiero precyzują swoje składy, wielu prześciga się w pomysłach, aby zostać nowym faworytem Jenkins. Nie biorę udziału w tym wyścigu, chciałbym dopilnować, aby transport z Kambodży odbył się bez większych rewelacji, a potem pewnie pojadę, prosić MUM o pieniądze, tak by nie narzucili nam karnych ceł. - westchnął ciężko, bo wcale mu się to nie uśmiechało. Czuł do siebie głębokie obrzydzenie, że każdy jego krok może być potraktowany przez Jenkins jako własne osiągnięcie. Wołał sam trzymać nici pajęczyny, niż czuć ich lepkość na własnych przedramionach.
- Ale… Może wyniknie z tego coś dobrego. Liczę na to. Ten ostatni artykuł wzmógł chaos, ale w końcu to przecież z chaosu narodził się świat. Tak mówią. - Znów kwaśny uśmiech, znów przerwa, znów dłoń na barku, próbująca nieudolnie rozmasować stres minionych godzin. Ekstaza, bankiet, uśmiechy i gierki… Dopiero teraz wyszedł z pracy, nie było w tej sytuacji żadnej rozrywki. Zaraz… Czy rzeczywiście wyszedł? Czy nie rozmawiali teraz o komisjach?
- Mam… też prywatny projekt. Oczy ula skierowane są na Londyn, chciałbym tymczasem wesprzeć i utwardzić wyrwę na zachodnim przyczółku. Wiesz o czym mówię Elliottcie? Słyszałeś na Mabon o spalonym jabłku? - Na pewno słyszał, jeśli tylko spędzał Mabon w towarzystwie ojca. Fakt, że na jarmarku sprzedawno przypalone owoce zasuszone popiołem, tylko wzmagał podskórną grozę.
Zaśmiał się. Właściwie skomentował to zdanie bezgłośnym, acz gorzkim parsknięciem, wypuszczonym przez nos powietrzem, upitą whisky i trzykrotnym stuknięciem złotym sygnetem o kryształ. Sygnetem noszącym ciężar i odpowiedzialność wagi.
Głód.
Taki jeździec przypadł mu w dziecięcej zabawie. Takie nadano mu imię. Lecz on nie chciał głodzić. Wręcz przeciwnie.
- Nie zgodzę się z Tobą mój drogi. Rozmawiamy o morderstwie oraz o giełdzie. Zwłaszcza o giełdzie. Chleba i igrzysk! Nie my znaleźliśmy uniwersalne remedium na wszelkie bolączki każdej społeczności. Podział socjologiczny oraz niekorzystna koniunktura, sprawia, że szala przechyla się na naszą niekorzyść. Przemiany społeczne rzadko kiedy są bezbolesne, wielkie rody z trudem przyjmują prawdę o dorobkiewiczach. Wiekowe tradycje nie zawsze przekładają się na wiekowe skarbce. Wiekowe tradycje, nie zawsze przekładają się, na dobre zarządzanie. To co dla Ciebie jest oczywiste, dla innych… Cóż, nazywają to klątwą wiedzy, ale to nie my, ministerialni skarbnicy winniśmy uczyć głowy rodu i ich zastępców jak pomnażać dobra i wpływy, a nie kurczowo zaciskać na nich zasuszone dłonie.
Odchylił głowę, zmuszając mięśnie karku, aby odpuściły zacisk. Własne ciało, tak zdradzieckie. Z pewnym rozrzewnieniem wspominał sierpniowe popołudnia, które mógł poświęcić na treningi, gimnastyki, delektowanie się słońcem i życiem. Pięknem. Tuż przed tym gdy Somnia - jak nazywał pieszczotliwie swojego serdecznego przyjaciela Morpheusa - rozkazał mu wyjść z jaskini i zobaczyć nie cienie, a prawdziwe kolory. I nie były to piękne barwy. Zdecydowanie nie…
- Realnie w ruch zostało wdrożone absolutnie nic. Reaktywne działania. Komisję dopiero precyzują swoje składy, wielu prześciga się w pomysłach, aby zostać nowym faworytem Jenkins. Nie biorę udziału w tym wyścigu, chciałbym dopilnować, aby transport z Kambodży odbył się bez większych rewelacji, a potem pewnie pojadę, prosić MUM o pieniądze, tak by nie narzucili nam karnych ceł. - westchnął ciężko, bo wcale mu się to nie uśmiechało. Czuł do siebie głębokie obrzydzenie, że każdy jego krok może być potraktowany przez Jenkins jako własne osiągnięcie. Wołał sam trzymać nici pajęczyny, niż czuć ich lepkość na własnych przedramionach.
- Ale… Może wyniknie z tego coś dobrego. Liczę na to. Ten ostatni artykuł wzmógł chaos, ale w końcu to przecież z chaosu narodził się świat. Tak mówią. - Znów kwaśny uśmiech, znów przerwa, znów dłoń na barku, próbująca nieudolnie rozmasować stres minionych godzin. Ekstaza, bankiet, uśmiechy i gierki… Dopiero teraz wyszedł z pracy, nie było w tej sytuacji żadnej rozrywki. Zaraz… Czy rzeczywiście wyszedł? Czy nie rozmawiali teraz o komisjach?
- Mam… też prywatny projekt. Oczy ula skierowane są na Londyn, chciałbym tymczasem wesprzeć i utwardzić wyrwę na zachodnim przyczółku. Wiesz o czym mówię Elliottcie? Słyszałeś na Mabon o spalonym jabłku? - Na pewno słyszał, jeśli tylko spędzał Mabon w towarzystwie ojca. Fakt, że na jarmarku sprzedawno przypalone owoce zasuszone popiołem, tylko wzmagał podskórną grozę.