03.12.2025, 00:57 ✶
Szlachetne czy nie - akurat nad tym Lyssa specjalnie się nie zastanawiała. Szlachetność bowiem, nie leżała zanadto w obszarze cech jej charakteru. Oczywiście, mogła docenić i dostrzec tego typu gesty, ale zwykle samo słowo kojarzyło jej się i było synonimem rycerskości. Czegoś, co wiązało się raczej z mężczyznami, którzy zachowywali się jak należy i próbowali tym samym wygrać względy swojej księżniczki. Najlepiej jej. Nie posiadała też złudzeń, że w działalności The Globe, szlachetność nie znajdowała się zbyt wysoko w rankingu tego o co chodziło w całym przedsięwzięciu. Przede wszystkim liczył się zysk i to, by nie płacili z własnej kieszeni, a jednocześnie wciąż byli w stanie prosperować bez potknięć. Było to tak samo wyrachowane jak i zwyczajnie przemyślane. Do tego należało doliczyć dobrą prasę, jaką mogli na tym sobie zrobić.
- Ciężko żeby było inaczej, kiedy płonęło dosłownie wszystko. Chociaż czy rzeczywiście wszyscy? Połowa wysp, albo nawet ich większość, pozostała przecież nienaruszona - zauważyła mimochodem. Ucierpieli ci, którzy mieszkali na drodze Zadrapania. Londyn, Little Hangleton, Dolina Godryka - i wszystko inne na wschodnim i południowym wybrzeżu. Ale reszta? Stała jak wcześniej, nienaruszona i ciesząca się dobrobytem. Więc wszyscy, którzy nie gnieździli się w mieszkankach i posiadłościach we wspomnianych miejscach wciąż mieli pełne sakiewki. Mogliby zatem pomóc - tylko po co?
- Powiedz mi więc potem, co nich myślisz. W więcej jak trzech zdaniach - uśmiechnęła się do niego uroczo, zanim zrobił zamówienie.
- Nie - odpowiedź była krótka, ze szczyptą wywrócenia oczami. - Jest parę wersji, ale chyba wszystkie sprowadzają się do samej nazwy. Dachshund - kiedy wynajdywano parówki, była to jedna z ich nazw. Tak się też składa, że jest to jednocześnie nazwa jednej z ras psów, jamników. Dla skrócenia, lepszego, chwytliwego powiedzonka, lub przez zwykłe zapominalstwo, zostało to przekonwertowane na hot dogi. No bo parówki są gorące w tej bułce - wyjaśniła pokrótce. Wersji było co prawda parę, każda trochę inna, ale nie chciała zanadto się teraz nad tym wszystkim rozwodzić. Ważne, że te parówki nie były per se z psa. To byłoby obrzydliwe. Przyjęła w międzyczasie swoje jedzenie i rozejrzała się. - Możemy usiąść. - zawyrokowała, zajmując jedno z miejsc. - Bo nie je się na stojąco. Ani w pośpiechu.
- Ciężko żeby było inaczej, kiedy płonęło dosłownie wszystko. Chociaż czy rzeczywiście wszyscy? Połowa wysp, albo nawet ich większość, pozostała przecież nienaruszona - zauważyła mimochodem. Ucierpieli ci, którzy mieszkali na drodze Zadrapania. Londyn, Little Hangleton, Dolina Godryka - i wszystko inne na wschodnim i południowym wybrzeżu. Ale reszta? Stała jak wcześniej, nienaruszona i ciesząca się dobrobytem. Więc wszyscy, którzy nie gnieździli się w mieszkankach i posiadłościach we wspomnianych miejscach wciąż mieli pełne sakiewki. Mogliby zatem pomóc - tylko po co?
- Powiedz mi więc potem, co nich myślisz. W więcej jak trzech zdaniach - uśmiechnęła się do niego uroczo, zanim zrobił zamówienie.
- Nie - odpowiedź była krótka, ze szczyptą wywrócenia oczami. - Jest parę wersji, ale chyba wszystkie sprowadzają się do samej nazwy. Dachshund - kiedy wynajdywano parówki, była to jedna z ich nazw. Tak się też składa, że jest to jednocześnie nazwa jednej z ras psów, jamników. Dla skrócenia, lepszego, chwytliwego powiedzonka, lub przez zwykłe zapominalstwo, zostało to przekonwertowane na hot dogi. No bo parówki są gorące w tej bułce - wyjaśniła pokrótce. Wersji było co prawda parę, każda trochę inna, ale nie chciała zanadto się teraz nad tym wszystkim rozwodzić. Ważne, że te parówki nie były per se z psa. To byłoby obrzydliwe. Przyjęła w międzyczasie swoje jedzenie i rozejrzała się. - Możemy usiąść. - zawyrokowała, zajmując jedno z miejsc. - Bo nie je się na stojąco. Ani w pośpiechu.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.