03.12.2025, 02:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2025, 12:15 przez Astoria Avery.)
Astoria przyjęła jego słowa z krótkim, niemal niedosłyszalnym westchnieniem, jakby lekkie drgnięcie powietrza mogło odpowiedzieć na wszystkie podskórne napięcia, które jeszcze toczyły się w jej organizmie. milczeniu wróciła do porządkowania kolejnej półki - biała, jedwabna suknia wysunęła się spod jej palców niczym wypłowiała skóra dawnego życia. Zapach spalenizny wciąż trzymał się tkaniny jak coś żywego, jak niechciany pasożyt, który wiedział, że nawet magia nie zdoła go całkiem wypłoszyć.
Lubiła w nim to, że akceptował jej decyzje bez zająknięcia. Poza tym, że zgadzali się w wielu kwestiach, to nawet w tych spornych potrafili znaleźć porozumienie. Dzięki temu wiedziała, że może mu powiedzieć wszystko i nie martwić się, że zacznie ją oceniać. W tym wypadku oboje wiedzieli, że zgłoszenie tego zdarzenia nic nie da, nawet jeśli oprawcy wciąż żyli. Zbyt wiele zdarzyło się tamtej nocy, by każdy z winnych został pociągnięty do odpowiedzialności. Za duży chaos, za dużo paniki i dezinformacji.
- Ciężko mi go rozgryźć - przyznała po chwili, niechętnie. Nie chciała o nim mówić, ale też nie chciała unikać go w rozmowach, jakby miała jakiś powód. Wolała udawać, że jest jej całkowicie obojętny. Bo przecież był. Co nie zmieniało faktu, że niezależnie od powodów uratował jej życie i miała wobec niego dług wdzięczności.
Dużo bezpieczniejszym tematem były interesy.
- Magiczną Menażerię? - przekręciła głowę, bo sam pomysł był doskonały. Pytanie, czy na podobny pomysł nie wpadną inni bogacze, gotowi wyłożyć środki. Musiał działać szybko, szczególnie w przypadku znanego lokalu, z niemalże gotową bazą klientów.
- Daj znać, jeśli będę mogła jakoś pomóc - uśmiechnęła się lekko. Zawsze mógł na nią liczyć, nawet jeśli nie do końca znała się na jego branży. Przerwała przerzucanie rzeczy, wyjęła z garderoby kolejną parę butów - skórzanych, z delikatnym paskiem, niegdyś lśniących - i spojrzała na nie, jakby patrzyła na fragment wspomnienia, a nie na przedmiot.
- Tak. Galeria i posiadłość są całe - potwierdziła po chwili. Miała szczęście, że w tym całym zamieszaniu tylko jej mieszkanie ucierpiało - i to przez dym, nie ogień. Mogło być o wiele gorzej. Zaczęła kaszleć przez kilka długich chwil, jakby organizm dawał znaki, że przebywała tu zdecydowanie za długo.
- Zbierajmy się stąd. Dokończę innym razem. Może jak wymyślę sposób na ten przeklęty dym.
Lubiła w nim to, że akceptował jej decyzje bez zająknięcia. Poza tym, że zgadzali się w wielu kwestiach, to nawet w tych spornych potrafili znaleźć porozumienie. Dzięki temu wiedziała, że może mu powiedzieć wszystko i nie martwić się, że zacznie ją oceniać. W tym wypadku oboje wiedzieli, że zgłoszenie tego zdarzenia nic nie da, nawet jeśli oprawcy wciąż żyli. Zbyt wiele zdarzyło się tamtej nocy, by każdy z winnych został pociągnięty do odpowiedzialności. Za duży chaos, za dużo paniki i dezinformacji.
- Ciężko mi go rozgryźć - przyznała po chwili, niechętnie. Nie chciała o nim mówić, ale też nie chciała unikać go w rozmowach, jakby miała jakiś powód. Wolała udawać, że jest jej całkowicie obojętny. Bo przecież był. Co nie zmieniało faktu, że niezależnie od powodów uratował jej życie i miała wobec niego dług wdzięczności.
Dużo bezpieczniejszym tematem były interesy.
- Magiczną Menażerię? - przekręciła głowę, bo sam pomysł był doskonały. Pytanie, czy na podobny pomysł nie wpadną inni bogacze, gotowi wyłożyć środki. Musiał działać szybko, szczególnie w przypadku znanego lokalu, z niemalże gotową bazą klientów.
- Daj znać, jeśli będę mogła jakoś pomóc - uśmiechnęła się lekko. Zawsze mógł na nią liczyć, nawet jeśli nie do końca znała się na jego branży. Przerwała przerzucanie rzeczy, wyjęła z garderoby kolejną parę butów - skórzanych, z delikatnym paskiem, niegdyś lśniących - i spojrzała na nie, jakby patrzyła na fragment wspomnienia, a nie na przedmiot.
- Tak. Galeria i posiadłość są całe - potwierdziła po chwili. Miała szczęście, że w tym całym zamieszaniu tylko jej mieszkanie ucierpiało - i to przez dym, nie ogień. Mogło być o wiele gorzej. Zaczęła kaszleć przez kilka długich chwil, jakby organizm dawał znaki, że przebywała tu zdecydowanie za długo.
- Zbierajmy się stąd. Dokończę innym razem. Może jak wymyślę sposób na ten przeklęty dym.