03.12.2025, 11:18 ✶
Potwierdzam tożsamość, wchodzę i piję wręczony eliksir
Z reguły unikał przyjęć, jednak tego konkretnego uniknąć nie mógł. Podejrzewał, że skoro na wejściu rezydencji ochrona sprawdzała ich tożsamości, to w jakiś sposób jego rodzina odhaczała, kto pojawi się na balu, a kto nie. Nie miał pojęcia, że to będzie tak wyglądało, ale decyzja o przyjściu okazała się słuszna. Być może nie należała w 100% do niego (i nie chodziło tu wyjątkowo o ojca, ale głównie o matkę, której słowa musisz być i się pokazać, muszą wiedzieć, że trzymamy się razem wciąż odbijały się echem w jego głowie), lecz to już nie miało znaczenia. Przyszedł sam, chociaż liczył, że uda mu się pochwycić sylwetkę jednej osoby, na której mu zależało. Był na czas, jak zwykle, jako jeden z pierwszych, więc będzie miał szansę zająć odpowiedni punkt obserwacyjny. Czy jednak pozna Astorię pod maską? Czy jej zapach, sposób chodzenia oraz sylwetka na tyle wryły mu się w pamięć, że odgadnie ją bezbłędnie?
Uchylił na wejściu maskę oraz okazał zaproszenie. Stojący przy drzwiach ochroniarz kiwnął głową i odsunął się lekko, a drzwi otworzyły się, by wpuścić Rodolphusa do środka. Nie podejrzewał, że tak szybko zjawi się ponownie w rezydencji, ale nie miał prawa narzekać. Dzisiejszego wieczoru miał wyjątkowo mało praw. Gdzieś za nim lub przed nim pewnie byli jego rodzice, gdzieś kręciła się reszta rodziny, więc ani słowo nie mogło wymsknąć się spomiędzy jego warg. Lestrange wszedł do środka, a jego uwagę niemal od razu przykuł stolik z eliksirami. Podszedł do niego i wziął buteleczkę. Kobiety w maskach uśmiechnęły się zachęcająco, a on wątpił w to, co miał za chwilę zrobić.
Ubrany był w białą koszulę i garnitur, tak jak zawsze. Założył jednak dodatkowo czarny krawat, którego na co dzień unikał. Uznał, że skoro stroje mają być dostosowane do okazji, to może się chwilę przemęczyć - w końcu nie planował zostawać tu długo. Maska, którą miał założoną na twarz, była śnieżnobiała, wykonana ze sztywnego materiału. Jeden oczodół był czarny, w klasycznym kształcie, wokół którego przyklejono niewielkie kryształki, odbijające światło żyrandolu. Czarna jak smoła farba tworzyła proste, równe kreski i kropki. Drugi oczodół był w kształcie serca. Miejsce na usta również zostało pociągnięte czernią. Ironia? Być może, ale liczył na to, że nikt nie skojarzy go z tego typu wyborem. Co prawda Cynthia mówiła, że jego oczy potrafiły go zdradzić, lecz czy ktoś będzie chciał podejść na tyle blisko?
Uniósł maskę na moment i wypił wręczony przez kobiety eliksir. Nie ufał ludziom, ale rodzina była innym tworem. Czymś, dla którego warto było ryzykować. Wierzył, że nie stanie się tu nic podobnego, jak na weselu Blacków. Żadnych kapibar, żadnych bójek.
!eliksiry