03.12.2025, 13:52 ✶
Cały czas uwierała Helloise pokusa opowiedzenia Leviathanowi o wszystkim, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Nie rozumiała wciąż sensu tamtych wydarzeń. Nie wiedziała, co dokładnie robiła, po co, z kim. Dlaczego ten człowiek próbował powoływać się na śmierciożercze alterego Leviego? Jak ją znalazł? Czy powinna zacząć się go bać, czy też mogła mu ufać? Chciała zrzucić całą historię na Leviathana, żeby on zrozumiał to wszystko za nią — Śmierciożercy to było jego towarzystwo, nie jej. Jej brakowało kontekstów i informacji, nie czuła się pewnie. Gdyby on powiedział, czy dobrze zrobiła, wiedziałaby przynajmniej na czym stoi. W tamtej chwili — gdy była nadal wytrącona z równowagi wizytą Louvaina i przestraszona widmami — tliła się w Helloise myśl, że wolałaby, aby Rowle nią wprost pokierował i powiedział, co ma robić dalej. Nie chciała zostać z tymi wątpliwościami sama, wolałaby skorzystać z jego protekcji, dostać jakiekolwiek wyjaśnienie czy zapewnienie od kogoś, komu ufała.
Odsunął się, zanim się zorientowała. I nagle nie czuła go już przy sobie, wyplątał się z jej rąk. Była zbyt zmęczona, żeby go ścigać.
Szukanie u Leviathana komfortu wymagało siły. Czy i na ten problem nie spojrzałby z góry z politowaniem i łaską, z jakimi potraktował jej panikę nad plamą krwi? Nie była gotowa na kolejną porcję osądzenia czy oskarżeń. Nie chciała przebijać się przez tę ścianę jego przekonania, że Hela wymyśla sobie problemy na siłę i męczy go nieuzasadnioną histerią. Ze wszystkich wad, jakie miała, nie była przecież histeryczką. Nie chciała tak się czuć. A wiedziała, że poczuje się źle, jeśli czarodziej zaatakuje ją w świeżym temacie, z którego jeszcze nie do końca się otrząsnęła. Nie tak dawno ostygły szkła laboratoryjne, a tuż przed przyjściem Leviathana czarownica upewniała się znów, czy aby na pewno nie pozostała już na niej ani kropla plugawej czarnej krwi Zimnego. Wszystko było zbyt żywe. Widma, Louvain, halucynacje. Helloise potrzebowała łatwego poczucia bezpieczeństwa, a najprostszą ucieczką było opium. Łatwiej było utonąć w chmurze upojnego dymu, z której nikt nie mógł jej ściągnąć, niż konfrontować się z Leviathanem. Była na to zbyt zmęczona. O ileż wygodniej na długie godziny legnąć bezwładnie w łóżku, rozpłynąć się w euforii. Brać, dopóki nie wpadnie w emocjonalne odrętwienie, w którym przestanie czuć strach, wątpliwości, ból.
Helloise objęła się ramionami i lekko wzruszyła nimi w odpowiedzi.
— Możesz iść.
Odsunął się, zanim się zorientowała. I nagle nie czuła go już przy sobie, wyplątał się z jej rąk. Była zbyt zmęczona, żeby go ścigać.
Szukanie u Leviathana komfortu wymagało siły. Czy i na ten problem nie spojrzałby z góry z politowaniem i łaską, z jakimi potraktował jej panikę nad plamą krwi? Nie była gotowa na kolejną porcję osądzenia czy oskarżeń. Nie chciała przebijać się przez tę ścianę jego przekonania, że Hela wymyśla sobie problemy na siłę i męczy go nieuzasadnioną histerią. Ze wszystkich wad, jakie miała, nie była przecież histeryczką. Nie chciała tak się czuć. A wiedziała, że poczuje się źle, jeśli czarodziej zaatakuje ją w świeżym temacie, z którego jeszcze nie do końca się otrząsnęła. Nie tak dawno ostygły szkła laboratoryjne, a tuż przed przyjściem Leviathana czarownica upewniała się znów, czy aby na pewno nie pozostała już na niej ani kropla plugawej czarnej krwi Zimnego. Wszystko było zbyt żywe. Widma, Louvain, halucynacje. Helloise potrzebowała łatwego poczucia bezpieczeństwa, a najprostszą ucieczką było opium. Łatwiej było utonąć w chmurze upojnego dymu, z której nikt nie mógł jej ściągnąć, niż konfrontować się z Leviathanem. Była na to zbyt zmęczona. O ileż wygodniej na długie godziny legnąć bezwładnie w łóżku, rozpłynąć się w euforii. Brać, dopóki nie wpadnie w emocjonalne odrętwienie, w którym przestanie czuć strach, wątpliwości, ból.
Helloise objęła się ramionami i lekko wzruszyła nimi w odpowiedzi.
— Możesz iść.
Koniec sesji
dotknij trawy