03.12.2025, 15:29 ✶
Moody lubiła pewność siebie z jaką Dora deklarowała chęć pogadania z Thomasem, bo przecież sama się szalenie o niego martwiła i chciała, żeby ten przestał wypluwać sobie płuca. W tej chwili jednak chciała zapaść się pod ziemię, bo jak pensjonarka rumieniła się obficie, gdy zwykle to ona doprowadzała ludzi do tego stanu. Dodajmy - Bardzo Nieprzyjemnego Stanu! I jeszcze Dorcia powiedziała o trójkącie miłosnym i przez moment Moody nie mówiła wcale. Nie oddychała również. Kot nakryty na wylizywaniu Śmietanki że spodka. Kurwa mać. Kto tu był nieobsraną łąką hm?
- Pokażesz mi wtedy? I potem Liszkowi, bo on też ogarnia lekarstwa, ja mogę nie wiem, mogę się nauczyć ucierać te wasze trawska i listki, bo na więcej nie liczcie. No chyba że kawę. Noszenie kawy jest w zakresie moich umiejętności. - Zadeklarowała, rozpaczliwie chcąc zmienić temat. - Makaronem? Nie no ryż się wdupia do środka przecież? I cukier. Bardzo dużo cukru. Robi się z tego taka słodka papka, serio nigdy nie jadłaś mojej zupy mlecznej? No stara, no to musimy to hehe koniecznie nadrobić. Nie wierzę, że prędzej spróbowałaś bimberka aniżeli mleczuszki, bawi. Nikt mi nie powie, że masz mleko pod nosem. Żodyn!
Ruszyła w dół schodów w kierunku kuchni na parterze, licząc że zmiana miejsca da też zmianę perspektywy i tematyki ich konwersacji. - Jak w ogóle ogarnęłaś spaloną mała? - owszem, Miles była niższa od Dory - Nie było Cię na zebraniu, trochę się martwiłam, chociaż wiem, że jesteście nie do zdarcia, jak te karaluchy, co nie?. - może porównanie do robala nie wydawało się miłe, ale Moody sama siebie uważała za karalucha (szczególnie że trzy razy niemalże umarła), więc traktowała to zdecydowanie jako komplement. Przaśny, ale podyktowany dobrą intencją.
- Pokażesz mi wtedy? I potem Liszkowi, bo on też ogarnia lekarstwa, ja mogę nie wiem, mogę się nauczyć ucierać te wasze trawska i listki, bo na więcej nie liczcie. No chyba że kawę. Noszenie kawy jest w zakresie moich umiejętności. - Zadeklarowała, rozpaczliwie chcąc zmienić temat. - Makaronem? Nie no ryż się wdupia do środka przecież? I cukier. Bardzo dużo cukru. Robi się z tego taka słodka papka, serio nigdy nie jadłaś mojej zupy mlecznej? No stara, no to musimy to hehe koniecznie nadrobić. Nie wierzę, że prędzej spróbowałaś bimberka aniżeli mleczuszki, bawi. Nikt mi nie powie, że masz mleko pod nosem. Żodyn!
Ruszyła w dół schodów w kierunku kuchni na parterze, licząc że zmiana miejsca da też zmianę perspektywy i tematyki ich konwersacji. - Jak w ogóle ogarnęłaś spaloną mała? - owszem, Miles była niższa od Dory - Nie było Cię na zebraniu, trochę się martwiłam, chociaż wiem, że jesteście nie do zdarcia, jak te karaluchy, co nie?. - może porównanie do robala nie wydawało się miłe, ale Moody sama siebie uważała za karalucha (szczególnie że trzy razy niemalże umarła), więc traktowała to zdecydowanie jako komplement. Przaśny, ale podyktowany dobrą intencją.