03.12.2025, 18:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2025, 18:33 przez Hannibal Selwyn.)
- Ups, przepraszam! - rzucił Hannibal beztrosko widząc, jak Jessie wzdrygnął się na hałas. Zajrzał jeszcze kontrolnie do łazienki i kuchni.
- Nie, raczej wszystko spakowałem. I oczywiście, że go uprzedziłem, za kogo mnie masz?
Hannibal nie był jakimś tchórzem, żeby uciekać pokryjomu. Gdyby faktycznie sytuacja była bliższa burzliwemu zerwaniu pewnie nie odmówiłby sobie okazji do dramatycznego krzyczenia “Odchodzę!” i zatrzaśnięcia za sobą drzwi. Poza tym wcale nie był z Henrym obecnie we wrogich stosunkach, tylko trochę… napiętych. Nie chciał, by na przykład przestali ze sobą rozmawiać, czy coś. Słowa Jessiego nasunęły mu jednak pewien pomysł. Rozejrzał się po pokoju, złapał za kartkę i pióro i napisał na niej kilka słów. Potem przyczepił ją magnesem do drzwi lodówki na wysokości oczu. Spojrzał na nią w zamyśleniu i przesunął jakieś dziesięć centymetrów wyżej - na wysokość oczu Henry’ego.
- Wkurzy? Raczej odtańczy taniec radości, sądząc po tym, jak mnie ostatnio traktował! - powiedział Hannibal, nie kryjąc niesmaku w głosie. Mimo wszystko traktował całą sprawę trochę jak własną porażkę. Może powinien postarać się bardziej? Odegrać swoją rolę lepiej? Był zły na Lockharta, ale to była taka zrodzona z frustracji złość, trochę jak na instruktora, kiedy nie wychodziła mu jakaś figura i był po raz kolejny poprawiany. Był też zły na siebie. Starał się jednak hamować przy Jessiem, który przyjaźnił się z nimi oboma i na pewno nie miał ochoty wysłuchiwać jego żalów.
- A nawet jeśli, co zrobi? Napisze do mnie wkurzony list? Chyba mi nie przyłoży przy najbliższym spotkaniu? - wzruszył ramionami. Nie brzmiał nawet, jakby szczególnie go martwiła taka możliwość.
Kiedy zobaczył uśmiech Jessiego na propozycję przejażdżki, cały jego zły humor prysnął. Selwyn sam wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło, ale pomyślałem, że może nie wiem, boisz się ze mną jechać, czy coś… - czarodzieje nieraz reagowali niepewnością na motocykl, głośny, szybki i tak bardzo niemagiczny, i chyba o to ostatnie chodziło najbardziej, bo przecież miotły, o wiele mniej wygodne i z których łatwiej było spaść, były dużo bardziej przerażające. W mugolach jednak srebrno-czarna Honda Hannibala dużo częściej budziła podziw i ekscytację.
Już miał dać sygnał do wymarszu, kiedy oczy Jessiego rozszerzyło przerażenie, a potem chłopak otworzył usta i wyrzucił z siebie jakieś brednie o zgliszczach i odrodzeniu. Hannibal odłożył trzymany kask na stół i w dwóch krokach znalazł się naprzeciw kumpla. Niewiele myśląc złapał go za ramiona.
- Jessie! Jessie, co się dzieje?! - wystraszony spojrzał mu w twarz. Arabeska zakrakała złowieszczo.
- Nie, raczej wszystko spakowałem. I oczywiście, że go uprzedziłem, za kogo mnie masz?
Hannibal nie był jakimś tchórzem, żeby uciekać pokryjomu. Gdyby faktycznie sytuacja była bliższa burzliwemu zerwaniu pewnie nie odmówiłby sobie okazji do dramatycznego krzyczenia “Odchodzę!” i zatrzaśnięcia za sobą drzwi. Poza tym wcale nie był z Henrym obecnie we wrogich stosunkach, tylko trochę… napiętych. Nie chciał, by na przykład przestali ze sobą rozmawiać, czy coś. Słowa Jessiego nasunęły mu jednak pewien pomysł. Rozejrzał się po pokoju, złapał za kartkę i pióro i napisał na niej kilka słów. Potem przyczepił ją magnesem do drzwi lodówki na wysokości oczu. Spojrzał na nią w zamyśleniu i przesunął jakieś dziesięć centymetrów wyżej - na wysokość oczu Henry’ego.
- Wkurzy? Raczej odtańczy taniec radości, sądząc po tym, jak mnie ostatnio traktował! - powiedział Hannibal, nie kryjąc niesmaku w głosie. Mimo wszystko traktował całą sprawę trochę jak własną porażkę. Może powinien postarać się bardziej? Odegrać swoją rolę lepiej? Był zły na Lockharta, ale to była taka zrodzona z frustracji złość, trochę jak na instruktora, kiedy nie wychodziła mu jakaś figura i był po raz kolejny poprawiany. Był też zły na siebie. Starał się jednak hamować przy Jessiem, który przyjaźnił się z nimi oboma i na pewno nie miał ochoty wysłuchiwać jego żalów.
- A nawet jeśli, co zrobi? Napisze do mnie wkurzony list? Chyba mi nie przyłoży przy najbliższym spotkaniu? - wzruszył ramionami. Nie brzmiał nawet, jakby szczególnie go martwiła taka możliwość.
Kiedy zobaczył uśmiech Jessiego na propozycję przejażdżki, cały jego zły humor prysnął. Selwyn sam wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Nawet mi to przez myśl nie przeszło, ale pomyślałem, że może nie wiem, boisz się ze mną jechać, czy coś… - czarodzieje nieraz reagowali niepewnością na motocykl, głośny, szybki i tak bardzo niemagiczny, i chyba o to ostatnie chodziło najbardziej, bo przecież miotły, o wiele mniej wygodne i z których łatwiej było spaść, były dużo bardziej przerażające. W mugolach jednak srebrno-czarna Honda Hannibala dużo częściej budziła podziw i ekscytację.
Już miał dać sygnał do wymarszu, kiedy oczy Jessiego rozszerzyło przerażenie, a potem chłopak otworzył usta i wyrzucił z siebie jakieś brednie o zgliszczach i odrodzeniu. Hannibal odłożył trzymany kask na stół i w dwóch krokach znalazł się naprzeciw kumpla. Niewiele myśląc złapał go za ramiona.
- Jessie! Jessie, co się dzieje?! - wystraszony spojrzał mu w twarz. Arabeska zakrakała złowieszczo.