03.12.2025, 19:34 ✶
— Ufasz mu? — zapytał.
„Bezużyteczny”. Bóg Stwórca jeden wiedział, ile razy sam to słyszał, ile razy sam do siebie tak mówił. Auror choć nigdy nie przyznałby tego głośno, drgnął, gdy usłyszał, jak Anthony wygłaszał na głos tę samą ranę.
— Pokłóciłeś się z nim zeszłej nocy? — dociekał, próbując się zorientować w okolicznościach. — Każdy z nas czasem pieprzy od rzeczy, kiedy jest spanikowany, zły albo przerażony. On też. Tyle że ty te słowa łyknąłeś jak prawdę objawioną, a one mówią więcej o jego stanie niż o tobie — naprawdę chciał mu pomóc, chociaż spodziewał się, że nie był nieomylny i szybciej palnie jakąś gafę aniżeli rzeczywiście mu pomoże. Julian przetarł dłonią brodę, wąsy, policzek. Zmęczenie miało w nim swoje własne terytorium, ale nie odebrało mu trzeźwości spojrzenia. — Wciąż możesz mu to udowodnić. Nic mu się nie stało, prawda? Nadal masz pole manewru.
Bletchley urwał, kiedy ciężar kolejnych myśli sam spadł mu na usta.
— Prawda jest taka, że ministerstwo zawiodło — powiedział gorzko. Ile razy już widział, jak instytucja po instytucji rozpadała się ludziom przed oczami? — Zawiedli rządzący i zawiodły procedury. Latami udawaliśmy, że mamy nad tym kontrolę… a kiedy przyszła godzina próby? Widziałeś sam. Ulice płonęły.
Tamtą nocą zawiódł i on.
Oparł łokcie na stole i pochylił się. Chciał schować twarz przed spojrzeniem Anthony’ego.
„Bezużyteczny”. Bóg Stwórca jeden wiedział, ile razy sam to słyszał, ile razy sam do siebie tak mówił. Auror choć nigdy nie przyznałby tego głośno, drgnął, gdy usłyszał, jak Anthony wygłaszał na głos tę samą ranę.
— Pokłóciłeś się z nim zeszłej nocy? — dociekał, próbując się zorientować w okolicznościach. — Każdy z nas czasem pieprzy od rzeczy, kiedy jest spanikowany, zły albo przerażony. On też. Tyle że ty te słowa łyknąłeś jak prawdę objawioną, a one mówią więcej o jego stanie niż o tobie — naprawdę chciał mu pomóc, chociaż spodziewał się, że nie był nieomylny i szybciej palnie jakąś gafę aniżeli rzeczywiście mu pomoże. Julian przetarł dłonią brodę, wąsy, policzek. Zmęczenie miało w nim swoje własne terytorium, ale nie odebrało mu trzeźwości spojrzenia. — Wciąż możesz mu to udowodnić. Nic mu się nie stało, prawda? Nadal masz pole manewru.
Bletchley urwał, kiedy ciężar kolejnych myśli sam spadł mu na usta.
— Prawda jest taka, że ministerstwo zawiodło — powiedział gorzko. Ile razy już widział, jak instytucja po instytucji rozpadała się ludziom przed oczami? — Zawiedli rządzący i zawiodły procedury. Latami udawaliśmy, że mamy nad tym kontrolę… a kiedy przyszła godzina próby? Widziałeś sam. Ulice płonęły.
Tamtą nocą zawiódł i on.
Oparł łokcie na stole i pochylił się. Chciał schować twarz przed spojrzeniem Anthony’ego.
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings