03.12.2025, 19:43 ✶
- Otóż nie tym razem - odpowiedział, wcale niezrażony brakiem entuzjazmu Staszka. Co było w zasadzie dziwne, bo Aidan bardzo rzadko czymś się tak podniecał. Nawet gdy łaził na kurwy, przyjmował postawę absolutnego nihilowyjebizmu, a teraz? Jego niebieskie oczy błyszczały, a usta, które na całe szczęście się zagoiły po ostatnim wpierdolu, drgały, jakby próbował powstrzymać uśmiech. Wyglądał odrobinę jak małe dziecko, które znalazło prezent od Mikołaja czy innego Dziadka Mroza pod choinką, zajumało go przed pierwszą gwiazdką i razem z najlepszym przyjacielem chciał go rozpakować, zanim dorwie go matka z mokrą ścierą w łapie. - Co? A, no.
Uniósł wzrok na Borgina, marszcząc brwi. Czy on mu przypadkiem tego nie pisał ostatnio? A może zapomniał. Może tez pomylił jego sowę z sową Viki, już sam się w tej całej korespondencji gubił.
- Nie pisałem ci? Po tym jebanym anonsie w Czarownicy stara się podkurwiła i to ostro. Umówiła mnie z Lyssą Dolohov. Fajna, ale ma kija w dupie. Ale zjadła hot doga. Swoją drogą w Budzie mają nowość, frytki w bułce - z reguły Aidan też nie trajkotał jak przekupa na targu, ale dzisiaj wszystko wydawało się być na opak. Klasnął cicho w dłonie. - Ciemno było, okej? Nie wiem czy blondynka, w sumie nawet się na nią nie patrzyłem. Gdyby jej stary mnie spotkał, to by mnie wywróżył z tego świata. Ale jebać to, musiałem iść, a po tym co jej zaserwowałem, to raczej nigdy się do mnie nie odezwie. A matka da mi spokój i uzna, że jestem przypadkiem beznadziejnym. ALE! Mamy ważniejsze sprawy niż jakieś dupy.
Chociaż Lyssa tyłek miała całkiem niezły i nawet dzielnie zniosła jego "bycie sobą", to wolał teraz o niej nie myśleć. I tak go spławi, więc to nawet lepiej, że trafił na to cudo w śmietniku.
- Przestań się bawić w Victorię, bo ci nie wychodzi - burknął, a mars przeciął jego czoło. Niby mu nie wychodziło, a jednak dreszcz niepokoju przemknął po jego karku. Na wszelki wypadek odwrócił się, żeby się upewnić, że Victorii tu nie było. - I patrz na to.
Parkinson ostrożnie uniósł wieko pudełka. Ostrożniutko i powolutku uchylił je, a potem odłożył na blat. W kartonie po butach znajdował się... W sumie nie wiadomo co to było. Wyglądało jak mała, puchata kulka z parą czarnych jak paciorki oczu. To ta kulka wydzielała miły zapach, przypominający trochę gumę balonową. To on mieszał się z brudem i smrodem na pudełku. Futerko miał tęczowe i wyglądał na przerażonego. Wlepiał w Stanleya oczka i starał się nie ruszać.
Uniósł wzrok na Borgina, marszcząc brwi. Czy on mu przypadkiem tego nie pisał ostatnio? A może zapomniał. Może tez pomylił jego sowę z sową Viki, już sam się w tej całej korespondencji gubił.
- Nie pisałem ci? Po tym jebanym anonsie w Czarownicy stara się podkurwiła i to ostro. Umówiła mnie z Lyssą Dolohov. Fajna, ale ma kija w dupie. Ale zjadła hot doga. Swoją drogą w Budzie mają nowość, frytki w bułce - z reguły Aidan też nie trajkotał jak przekupa na targu, ale dzisiaj wszystko wydawało się być na opak. Klasnął cicho w dłonie. - Ciemno było, okej? Nie wiem czy blondynka, w sumie nawet się na nią nie patrzyłem. Gdyby jej stary mnie spotkał, to by mnie wywróżył z tego świata. Ale jebać to, musiałem iść, a po tym co jej zaserwowałem, to raczej nigdy się do mnie nie odezwie. A matka da mi spokój i uzna, że jestem przypadkiem beznadziejnym. ALE! Mamy ważniejsze sprawy niż jakieś dupy.
Chociaż Lyssa tyłek miała całkiem niezły i nawet dzielnie zniosła jego "bycie sobą", to wolał teraz o niej nie myśleć. I tak go spławi, więc to nawet lepiej, że trafił na to cudo w śmietniku.
- Przestań się bawić w Victorię, bo ci nie wychodzi - burknął, a mars przeciął jego czoło. Niby mu nie wychodziło, a jednak dreszcz niepokoju przemknął po jego karku. Na wszelki wypadek odwrócił się, żeby się upewnić, że Victorii tu nie było. - I patrz na to.
Parkinson ostrożnie uniósł wieko pudełka. Ostrożniutko i powolutku uchylił je, a potem odłożył na blat. W kartonie po butach znajdował się... W sumie nie wiadomo co to było. Wyglądało jak mała, puchata kulka z parą czarnych jak paciorki oczu. To ta kulka wydzielała miły zapach, przypominający trochę gumę balonową. To on mieszał się z brudem i smrodem na pudełku. Futerko miał tęczowe i wyglądał na przerażonego. Wlepiał w Stanleya oczka i starał się nie ruszać.