- Nie, nie możesz! Nie o to mi chodziło, ta wyjątkowość jest super, Ty jesteś super. - Powiedziała bardzo szybko, na jednym wdechu, bo naprawdę nie chciała, żeby się zmieniał. Uważała że, był najlepszy taki, jaki był. To, że czasem pojawiał się znikąd, do czego trudno się było przyzwyczaić, bo niby jak można się przyzwyczaić do czegoś takiego? To też było jego, i pasowało do tego całego obrazka. Lubiła go takim jakim był, nie potrzebował niczego w sobie zmieniać, nawet jeśli pozwoliłoby jej to przygotować się na jego nagłe wyłonienie się z ciemności. Zresztą lubiła jak ją tak zaskakiwał, nigdy nie wiedziała, kiedy może się go spodziewać, to było fajowe.
Pokręciła głową, widziała, że uniósł brwi, jednak nie do końca podobała się jej odpowiedź, którą usłyszała. Na dziewięć? Powiedziałby jej dopiero o tak silnym bólu? Naprawdę? Nie miała zamiaru tego akceptować, co to, to nie. - Dziewięć na dziesięć? Naprawdę. Myślę, że mógłbyś zacząć wspominać o tym, że coś Cię boli już przy piątce, to połowa skali, to taka optymalna granica, po dziewiątce już jest dziesiątka, czyli prawie śmierć. - Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, nie mogła mu odpuścić, bo przecież jak to tak? Stałby przy niej i udawał, że nic go nie boli, nie powiedziałby o tym, musiała wiedzieć, czy czuje się dobrze, bo przecież tylko wtedy mogłaby postarać się jakoś mu ulżyć. Ta troska przychodziła jej zupełnie naturalnie, jak niby miałaby się nie troszczyć o osobę, która była jej tutaj najbliższa?
-Nie dowiemy się, dopóki tego nie sprawdzimy, myślę, że w skrzelach też byś dobrze wyglądał, czy z roślinką na skórze. - Przygryzła dolną wargę, nie przemyślała do końca swoich słów. Powiedziała, że też by dobrze wyglądał, co oznaczało, że już tak uważała, powiedziała to na głos, przyznała że wygląda dobrze. O nie, powinna była nieco zastanowić się nad tym, co chciała powiedzieć. Uda po prostu, że to nic takiego.
- To świetnie. - Uśmiechnęła się do niego ponownie, zgodził się z nią, cudownie, będzie więc mogła mu pomóc, jeśli faktycznie będzie tej pomocy potrzebował, wcale nie tak trudno było jej go do tego namówić. Miała zresztą wrażenie, że żadne z nich nie potrafiło być do końca asertywne w stosunku do drugiej strony.
- Nie planuje się otruwania, tylko to robi. Może to i lepiej, że tak myślą, widzisz więc, mój plan zadziałał, nikt się do mnie nie zbliża, bo wydaję się straszna, dzięki czemu omijam pytania. - Sam potwierdził skuteczność tej metody, najważniejsze, że działało, a to, że wyglądała, jakby chciała kogoś otruć, czy przekląć... cóż, pewnie też potrafiłaby to zrobić. - Oni nie muszą wiedzieć, jaka jestem naprawdę, nie są ważni. - Nigdy nie zależało jej na wielu znajomościach, wolała mieć jednego przyjaciela, a nie ich cały wianuszek. Zresztą miała najlepszego ze wszystkich przyjaciół, czego mogła chcieć więcej? No niczego.
- Jesteś specjalistą od łapania pierdół? - Dodała z uśmiechem, wiedziała, że nie do końca o to mu chodziło, jednak tak trochę się to teraz rysowało. Oczywiście, że bardzo szybko udowodnił to, że wyjątkowo sprawdzał się w tej roli, bo dała mu ku temu możliwość bardzo szybko, potknęła się praktycznie na starcie, a on jak obiecał - złapał ją. Zawsze dotrzymywał słowa.
Później na moment się zawiesiła. Powiedział, że chodzi z najlepszym. Te słowa brzmiały dość dwuznacznie, od razu pomyślała sobie o jednym, ale musiała wyzbyć się z głowy tej myśli, na pewno nie o to mu chodziło, bo przecież nie chodzili ze sobą tylko przy sobie? To była jednak spora różnica.
- No jasne, co innego mogłeś mieć na myśli... - Oczywiście, że chodziło mu o to, że chodzą po tej samej drodze, nic innego, nie mogła sobie nic dopowiadać, bo przecież to było jasne jak słońce, najbardziej normalna rzecz na świecie.
- Chodzimy koło siebie drugi rok, to dla nas normalne, tymi samymi drogami. - Rozumiała do czego zmierzał, byli przecież przyjaciółmi, przyjaciele chodzili ze sobą właśnie w ten sposób.
- Dobrze, że nigdzie się nie wybierasz i zawsze będziesz obok, przynajmniej już nigdy nie upadnę. - Powiedziała jeszcze bardzo lekko, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie i nic nie mogło stanąć na drodze ich przyjaźni, bo niby co mogłoby ją zniszczyć? Spędzili razem te półtora roku, spędzą i kolejne pięć, a może nawet więcej. Rodzice jej mówili, że w Hogwarcie zawiera się przyjaźnie na całe życie i czuła, że to było właśnie to.
Chronił swoich, to było całkiem miłe usłyszeć, że należała do tej jego grupy ludzi, może miał ich więcej i nie była jedyną, jednak miała ogromnego farta, że znalazła się wśród nich, bo wiedziała, że przyjaźnienie się z nim było najlepszym, co mogło się jej przytrafić.
- Tak, chociaż mam wrażenie, że pokazałbyś, że coś Ci dolega dopiero, jak odpadłaby Ci ręka. - Wiedziała, że potrafił zacisnąć zęby, zebrać się w sobie i udawać, że wszystko jest w porządku. - Wiesz, że zawsze Ci ufam, co nie? A nie umiem jeszcze sprawdzać na odległość tego, czy faktycznie on Ci się nie rozsypuje, kiedyś będę umieć. - W końcu chciała zostać medykiem, a oni mieli rentgen w oczach. - Mam niesamowite szczęście, że najlepszy z najlepszych chodzi tymi samymi drogami co ja, to prawda. - Nie mogła mu przecież tego odmówić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control