26.02.2023, 23:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 11:49 przez Cathal Shafiq.)
Suma przypadków: CATHAL SHAFIQ W KRAINIE CZARÓW
Nie wiesz do końca, dlaczego postanowiłeś iść za tym przedziwnym królikiem, ale po kilku minutach bardzo tego żałowałeś. Wprowadził cię w pułapkę, a mówiąc konkretniej - stanąłeś na zapadni. Spadałeś w dół kilka długich minut… Kurczę, właściwie to spadałeś o wiele za długo. Później ciemność, jaka otaczała cię do tej pory, zamieniła się w czerwień, a na końcu wylądowałeś na wielkim grzybie. Znalazłeś się w świecie z Alicji w Krainie Czarów. Co gorsza - twoi znajomi, zarówno przyjaciele, jak i wrogowie, odgrywali tutaj role niczym w teatrze. Po jakimś czasie udało ci się ocknąć. Na szczęście to nie była prawda, tylko wytwór twojej wyobraźni po tym, jak upadłeś, biegnąc za królikiem i uderzyłeś się w głowę. Powinien cię obejrzeć uzdrowiciel.
Nie wiesz do końca, dlaczego postanowiłeś iść za tym przedziwnym królikiem, ale po kilku minutach bardzo tego żałowałeś. Wprowadził cię w pułapkę, a mówiąc konkretniej - stanąłeś na zapadni. Spadałeś w dół kilka długich minut… Kurczę, właściwie to spadałeś o wiele za długo. Później ciemność, jaka otaczała cię do tej pory, zamieniła się w czerwień, a na końcu wylądowałeś na wielkim grzybie. Znalazłeś się w świecie z Alicji w Krainie Czarów. Co gorsza - twoi znajomi, zarówno przyjaciele, jak i wrogowie, odgrywali tutaj role niczym w teatrze. Po jakimś czasie udało ci się ocknąć. Na szczęście to nie była prawda, tylko wytwór twojej wyobraźni po tym, jak upadłeś, biegnąc za królikiem i uderzyłeś się w głowę. Powinien cię obejrzeć uzdrowiciel.
Wszystko zaczęło się od królika.
Biały zwierzak grasował w ogrodzie domu, o którym Cathal wciąż myślał „dom matki”, chociaż Isabella Gaunt – będąca też jakiś czas Isabellą Shafiq i Isabellą Dołohow – nie żyła od kilkunastu lat. Cathal nie był pewny, jak królik dostał się na teren posesji. Pewnie w murku, o który nikt nie dbał specjalnie przez ostatnie trzy lata, pojawiła się jakaś dziura. Shafiq dostrzegł go o świcie, gdy ten obgryzał jeden z krzaków. Mężczyzna ruszył więc za nim pomiędzy zarośla, nawet się nie zastanawiając – nie był nawet pewny dlaczego, co przeszkadzał mu ten królik w ogrodzie, ale ot zadziałał odruchowo: chciał go wynieść na zewnątrz, by ten nie kręcił się tutaj…
…a potem, kiedy wpadł już między zarośla, coś otworzyło się pod jego stopami.
Cathal nie był tym nawet szczególnie zaskoczony. Jego matka była Gauntówną. Oczywiście, że mogła zamontować w ogrodzie jakąś zapadnię, zapewne magiczną, o której istnieniu zapomniała poinformować syna.
Spadał.
Spadał, spadał i spadał - i chociaż normalnie takie spadanie na pewno by go przeraziło, bo powinno skończyć się jednym, czyli śmiercią, tym razem nie czuł jakichś szczególnych emocji.
Zrobiło się mu ciemno przed oczyma. Może stracił przytomność, bo potem przez moment otaczała go ciemność, zamieniająca się w czerwień i wreszcie ocknął się na wielkim grzybie.
Shafiq usiadł powoli. Rozejrzał się: i trawa, i drzewa, i wszystko, było niby normalne, ale jakieś… duże. Nie, to nie mogło tak nagle urosnąć. Może ktoś rzucił na niego zaklęcie pomniejszające? Ta myśl zdawała się mu całkiem logiczna, przynajmniej dopóki nie usłyszał znajomego – nieznajomego głosu i nie obrócił się, by spojrzeć na…
- Nell? – spytał zaskoczony. – Kto transmutował cię w gąsienicę, do diaska? I skąd wzięłaś moją fajkę?
Gdyby był w pełni sprawny umysłowo, prawdopodobnie to drugie pytanie nie przyszłoby mu do głowy w takich okolicznościach. Ale teraz, patrząc na kolorowy dym, unoszący się z fajki, był pewien, że ta była identyczna do tej jego. Nim jednak Shafiq zdążył zastanowić się nad tym – albo czymkolwiek innym – znów rozległ się kolejny znajomy głos.
Recytacja Zająca pobudzała coś w jego pamięci. Cathal nie był fanem mugoli ani mugolskiej literatury, ale kiedyś, pośród szpargałów pewnego badacza, które porządkował, wpadła mu w ręce pewna książka. Przeczytał ją i oczywiście zapamiętał. Może dlatego słowa Marcowego Zająca wydawały się tak bardzo znajome. Cathal, wciąż nie ruszając się z grzyba, utkwił spojrzenie w twarzy Cadogana, kolegi ze szkolnej ławki. Milczał. Milczał długo, próbując jakoś uporządkować sobie ten nadmiar bodźców, ale nie był w stanie. Schwytany w szpony snu nie potrafił też odgadnąć, że to wszystko jest tylko przedziwnym koszmarem.
– To koniec – stwierdził w końcu, z zadziwiającym spokojem. Jeden z jego dwóch największych lęków właśnie się spełniał. Ten bardziej realny. – Kompletnie oszalałem.
A może tylko wypił coś, co doprowadziło go do takiego stanu? Nie mógł tu po prostu siedzieć. Może jeśli ruszy dalej, znajdzie… jakieś wyjście. Sposób na powrót do normalności.
Cathal zsunął się z grzyba i zeskoczył na ziemię akurat, kiedy nadbiegł biały królik. To że Jamil czegoś szukał i najwyraźniej był w kłopotach, jakoś nijak Shafiqa nie zdziwiło. To, że stał się białym królikiem też, chociaż chyba powinno.
– Na litość Merlina, Jamil, czy grałeś w Trefnego Lelka z tą Królową Kier? – spytał, kiedy Jamil zażądał od niego zielonego szaliczka. Takim nawet Shafiq dysponował, gdzieś w skrzyni powinien spoczywać stary szalik Slytherinu. Ale wachlarzyk? Przywiózł kiedyś wachlarz z wyprawy, tyle że ten został oddany do muzeum Shafiqów. A ten z Egiptu zawłaszczyła szybko Leta…