23.10.2022, 18:20 ✶
- Chodziło mi o to, że… że no wiesz. – nie mógł złapać oddechu, chyba się nawet trochę zaczerwienił na policzkach, ale zwalmy to na karb jeszcze chłodnej wiosny. Tak, aby chłopcu nie było przykro ze względu na swoje zawstydzenie. – Wiesz, są też inne bajki. – kontynuował z niemałym trudem, ale za to biorąc o jeden haust powietrza za dużo. Wypluł go z kolejnym, tym razem lepiej złożonym, choć nie do końca przemyślanym zdaniem. – Takie bajki, które są bardziej adekwatne.
I gdyby nawet nie zdawał sobie wcześniej sprawy, że zakłopotanie podkolorowało jego buzię chwilę temu lekkim różem, tak teraz mógł być tego pewien. Nikt nigdy, nawet Geraldine, nie powiedział do niego wprost o przyjaźni. Słowa jako tako nie rozumiał, tak samo jak wartości tego typu znajomości.
W pierwszych kilku sekundach nie mógł się ruszyć, lecz po chwili zmarszczył brwi, potarł nos i przesunął się na krok czy dwa, aby ukryć zakłopotanie.
Co się w takich sytuacjach odpowiada? Och, przecież nie wiedział, czy ją lubi. Znaczy się, jasne, była… w porządku. Jak na dziewczynę. Nie wszystkie dziewczyny potrafiły być takie w porządku. Większość z nich reagowała z krzykiem, na choćby dziwnie wyglądające robale, czy inne takie chłopackie rzeczy. Sam Theseus na przykład mógł takie robale zbierać i wrzucać je do słoika, żeby z tatą później coś połowić… Zresztą, czemu myślał teraz o robalach? Co odpowiedzieć, co odpowiedzieć?
- Ale to nie można tak chyba. – skierował na Brennę swoje różowe policzki i ciepły wzrok pod zmarszczonymi brwiami. – Miałaś kiedyś jakiegoś najlepszego przyjaciela? – postanowił podejść ją od tej strony.
- Mój tata kiedyś mi powiedział, że to przez to, że to przez to, że ludzie się boją czego nie znają. – wzruszył ramionami. Theseus mówił dużo mądrych rzeczy, których jeszcze do końca nie rozumiał. A przyszło mu zrozumieć niektóre z nich jakiś czas później. Nie można mu jednak było odebrać tego, że miał bardzo dobrą pamięć.
- Czytałaś Tolkiena?! – zapomniał o wszystkim, zakłopotanie na chwilę zniknęło. – Nie gadaj! – powtórzył.
Temat szklarni i chodzenia po dachu zszedł na dalszy plan. Theseus nie miał zamiaru do niego wracać, widocznie nie chciała mówić nic więcej. Tak jak on zresztą. Poza tym, sprawiła że rozgadał się i ożywił na tyle, żeby zapomnieć o całym szlabanie.
- Te wyglądają mi na jakieś… pasożytnicze. – powiedział przyglądając się grzybom dokładniej. – Nie wiem, czy magiczne, może. Ten cały las jest magiczny, więc nie dotykałbym. – powiedział, ponownie z lekkim rumieńcem na policzkach. – Ale teraz takich zwykłych nie będzie zbyt dużo. – dodał. – Yhm, lubię. Grzyby akurat są proste. Ale trzeba być ostrożnym. – tłumaczył.
Odsunął się i już stawał na palcach, by dosięgnąć kolejnej partii włosów jednorożca, tym razem zaczepionych o zwisające kilka gałęzi, obok krzaka, którego przed chwilą eksplorował.
I gdyby nawet nie zdawał sobie wcześniej sprawy, że zakłopotanie podkolorowało jego buzię chwilę temu lekkim różem, tak teraz mógł być tego pewien. Nikt nigdy, nawet Geraldine, nie powiedział do niego wprost o przyjaźni. Słowa jako tako nie rozumiał, tak samo jak wartości tego typu znajomości.
W pierwszych kilku sekundach nie mógł się ruszyć, lecz po chwili zmarszczył brwi, potarł nos i przesunął się na krok czy dwa, aby ukryć zakłopotanie.
Co się w takich sytuacjach odpowiada? Och, przecież nie wiedział, czy ją lubi. Znaczy się, jasne, była… w porządku. Jak na dziewczynę. Nie wszystkie dziewczyny potrafiły być takie w porządku. Większość z nich reagowała z krzykiem, na choćby dziwnie wyglądające robale, czy inne takie chłopackie rzeczy. Sam Theseus na przykład mógł takie robale zbierać i wrzucać je do słoika, żeby z tatą później coś połowić… Zresztą, czemu myślał teraz o robalach? Co odpowiedzieć, co odpowiedzieć?
- Ale to nie można tak chyba. – skierował na Brennę swoje różowe policzki i ciepły wzrok pod zmarszczonymi brwiami. – Miałaś kiedyś jakiegoś najlepszego przyjaciela? – postanowił podejść ją od tej strony.
- Mój tata kiedyś mi powiedział, że to przez to, że to przez to, że ludzie się boją czego nie znają. – wzruszył ramionami. Theseus mówił dużo mądrych rzeczy, których jeszcze do końca nie rozumiał. A przyszło mu zrozumieć niektóre z nich jakiś czas później. Nie można mu jednak było odebrać tego, że miał bardzo dobrą pamięć.
- Czytałaś Tolkiena?! – zapomniał o wszystkim, zakłopotanie na chwilę zniknęło. – Nie gadaj! – powtórzył.
Temat szklarni i chodzenia po dachu zszedł na dalszy plan. Theseus nie miał zamiaru do niego wracać, widocznie nie chciała mówić nic więcej. Tak jak on zresztą. Poza tym, sprawiła że rozgadał się i ożywił na tyle, żeby zapomnieć o całym szlabanie.
- Te wyglądają mi na jakieś… pasożytnicze. – powiedział przyglądając się grzybom dokładniej. – Nie wiem, czy magiczne, może. Ten cały las jest magiczny, więc nie dotykałbym. – powiedział, ponownie z lekkim rumieńcem na policzkach. – Ale teraz takich zwykłych nie będzie zbyt dużo. – dodał. – Yhm, lubię. Grzyby akurat są proste. Ale trzeba być ostrożnym. – tłumaczył.
Odsunął się i już stawał na palcach, by dosięgnąć kolejnej partii włosów jednorożca, tym razem zaczepionych o zwisające kilka gałęzi, obok krzaka, którego przed chwilą eksplorował.