03.12.2025, 22:23 ✶
- Jesteśmy bardziej podobne, niż myślisz - uśmiechnęła się lekko do kuzynki, odgarniając blond włosy na bok. Popielaty blond jednak nabierał w tej chwili zupełnie innego znaczenia, niż normalnie. - Może to był przekaz podprogowy, że jesteś jej małą księżniczką?
Pokręciła głową. Astoria... Nie miała z nią tak bliskiej relacji, jak z Vienne. Ale znała ją i wiedziała, że musiała być wymarzoną córeczką mamusi i tatusia. Miała talent, była piękna, była... Była sobą. Była przeciwieństwem Vienne, jeżeli chodzi o ścieżkę, którą wybrała. Była kustoszką, pracowała w OdNowie. A Vi? Vi była... Inna. Ale w dobrym sensie, bo gdyby była Astorią, to nie szły by teraz się napić.
- Nasza rodzina jest w połowie pojebana, a drugie połowy są jeszcze gorsze, niż te pierwsze - powiedziała, wzruszając ramionami. - Avery chyba są mniej walnięci, niż Rosierowie. Wiesz, że matka chciała, żebym poszła w jej ślady i zdarzało jej się kupować mi maszyny do szycia, a także książki o modzie?
Charlotte rozłożyła ręce, jakby chciała powiedzieć spójrz, czy z kogoś takiego jak ja mogłaby wyjść modelka albo - co gorsza - modowa wyrocznia?
Ale nie to teraz zaprzątało jej głowę. Gdy popiół rozkruszył się pomiędzy jej palcami, zmarszczyła brwi. Kolejne ciężkie płaty opadały lekko na ich głowy i ramiona, a gdy Charlie podniosła głowę, jeden osiadł na jej rzęsach.
- Um... Vi? - strzepnęła popiół z ramienia kuzynki, a potem z uliczki niedaleko dobiegł ich huk. Charlotte odruchowo zakryła głowę rękami, kuląc się. Nie była typem bohaterki, nie rzuciła się na oślep, by chronić swoją kuzynkę. Chroniła siebie. Egoistka.
Huk dochodził z jakiegoś sklepu. Zaraz za nim rozległ się kolejny, a potem krzyki. Nokturn zapłonął - po kolei pojawiały się płomienie, najpierw pomalutku, w różnych miejscach. Z budynków zaczęli wybiegać ludzie, przerażeni tym, co się działo. Krzyczeli, przerażeni.
Pokręciła głową. Astoria... Nie miała z nią tak bliskiej relacji, jak z Vienne. Ale znała ją i wiedziała, że musiała być wymarzoną córeczką mamusi i tatusia. Miała talent, była piękna, była... Była sobą. Była przeciwieństwem Vienne, jeżeli chodzi o ścieżkę, którą wybrała. Była kustoszką, pracowała w OdNowie. A Vi? Vi była... Inna. Ale w dobrym sensie, bo gdyby była Astorią, to nie szły by teraz się napić.
- Nasza rodzina jest w połowie pojebana, a drugie połowy są jeszcze gorsze, niż te pierwsze - powiedziała, wzruszając ramionami. - Avery chyba są mniej walnięci, niż Rosierowie. Wiesz, że matka chciała, żebym poszła w jej ślady i zdarzało jej się kupować mi maszyny do szycia, a także książki o modzie?
Charlotte rozłożyła ręce, jakby chciała powiedzieć spójrz, czy z kogoś takiego jak ja mogłaby wyjść modelka albo - co gorsza - modowa wyrocznia?
Ale nie to teraz zaprzątało jej głowę. Gdy popiół rozkruszył się pomiędzy jej palcami, zmarszczyła brwi. Kolejne ciężkie płaty opadały lekko na ich głowy i ramiona, a gdy Charlie podniosła głowę, jeden osiadł na jej rzęsach.
- Um... Vi? - strzepnęła popiół z ramienia kuzynki, a potem z uliczki niedaleko dobiegł ich huk. Charlotte odruchowo zakryła głowę rękami, kuląc się. Nie była typem bohaterki, nie rzuciła się na oślep, by chronić swoją kuzynkę. Chroniła siebie. Egoistka.
Huk dochodził z jakiegoś sklepu. Zaraz za nim rozległ się kolejny, a potem krzyki. Nokturn zapłonął - po kolei pojawiały się płomienie, najpierw pomalutku, w różnych miejscach. Z budynków zaczęli wybiegać ludzie, przerażeni tym, co się działo. Krzyczeli, przerażeni.