03.12.2025, 22:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.12.2025, 22:55 przez Brenna Longbottom.)
– Chyba niechcący dałam ci broń do ręki. Mam nadzieję, że nie oberwę od niej rykoszetem – powiedziała, zwracając spojrzenie na Victorię, a kącik jej ust uniósł się lekko. Ten tom i uśmiech już sugerowały, że Lestrange najwyraźniej chciała się za coś Bulstrodowi odwdzięczyć i historia o krwiożerczej wiewiórce spadła jej jak z nieba. – Nie całą szklankę, dzięki bogom, bo mogłabym tego nie przeżyć. Nie polecam doświadczenia.
Niestety, z rozpędu wzięła naprawdę duży łyk, a potem jeszcze drugi, bo umysł jakoś nie skontaktował, co takiego pije. To nie tak, że nie piła absolutnie niczego, ale zasadniczo od przygody w Hogwarcie unikała alkoholu, a od początku wojny… no najwyżej sięgała po łyk szampana, kiedy nie spełnienie toastu byłoby dla kogoś obrazą. Bimber Yaxleya na pewno stanowił pewny szok dla organizmu, a Brenna nie była pewna, czy woda, którą z kolei próbowała to popić, na pewno była czystą wodą – w sumie przez ten bimber nie czuła smaku. Biorąc pod uwagę jednak, jak w pewnym momencie wszystko stało się mgliste, bardzo prawdopodobne że zmieszała alkohole.
– Hm. Problem w tym, Tori, że nie jestem nawet pewna, czym jest „to” – odparła po prostu, bo chociaż była absolutną mistrzynią uników, to stosowanie takich tutaj raczej mijało się z celem. I to nie tak, że czegoś było jej w tej chwili wstyd. Po prostu... nie do końca była pewna, co właściwie Atreus myślał, a jej doświadczenia na polu umawiania się były raczej mizerne.
Ale odpowiedzenie na pytanie „do kiedy” było... po prostu trudne. Od Beltane? Od zerwania więzi? Od kiedy poszli do kina – skoro nie była nawet pewna, czy to była randka czy próba sprawdzenia, czy wszystko minęło, czy może oba? Od snu na plaży? Od koncertu? Od rozmowy w Little Hangleton…? Jeżeli "to" miało być spotykaniem się... To chyba od koncertu Muzy?
– Zaprosił mnie na koncert miesiąc temu, jeśli tak można to liczyć – stwierdziła w końcu, bo w sumie wtedy pokazali się gdzieś razem publicznie i było to też mniej więcej w tym samym czasie, co wyprawa na plażę przy klifach Devon.
Brenna machnęła różdżką, znów zapalając światło i ostrożnie uchyliła drzwi, by sprawdzić, czy rączka postanowiła trochę sobie pobiegać, gdy nikt nie patrzył.
Niestety, z rozpędu wzięła naprawdę duży łyk, a potem jeszcze drugi, bo umysł jakoś nie skontaktował, co takiego pije. To nie tak, że nie piła absolutnie niczego, ale zasadniczo od przygody w Hogwarcie unikała alkoholu, a od początku wojny… no najwyżej sięgała po łyk szampana, kiedy nie spełnienie toastu byłoby dla kogoś obrazą. Bimber Yaxleya na pewno stanowił pewny szok dla organizmu, a Brenna nie była pewna, czy woda, którą z kolei próbowała to popić, na pewno była czystą wodą – w sumie przez ten bimber nie czuła smaku. Biorąc pod uwagę jednak, jak w pewnym momencie wszystko stało się mgliste, bardzo prawdopodobne że zmieszała alkohole.
– Hm. Problem w tym, Tori, że nie jestem nawet pewna, czym jest „to” – odparła po prostu, bo chociaż była absolutną mistrzynią uników, to stosowanie takich tutaj raczej mijało się z celem. I to nie tak, że czegoś było jej w tej chwili wstyd. Po prostu... nie do końca była pewna, co właściwie Atreus myślał, a jej doświadczenia na polu umawiania się były raczej mizerne.
Ale odpowiedzenie na pytanie „do kiedy” było... po prostu trudne. Od Beltane? Od zerwania więzi? Od kiedy poszli do kina – skoro nie była nawet pewna, czy to była randka czy próba sprawdzenia, czy wszystko minęło, czy może oba? Od snu na plaży? Od koncertu? Od rozmowy w Little Hangleton…? Jeżeli "to" miało być spotykaniem się... To chyba od koncertu Muzy?
– Zaprosił mnie na koncert miesiąc temu, jeśli tak można to liczyć – stwierdziła w końcu, bo w sumie wtedy pokazali się gdzieś razem publicznie i było to też mniej więcej w tym samym czasie, co wyprawa na plażę przy klifach Devon.
Brenna machnęła różdżką, znów zapalając światło i ostrożnie uchyliła drzwi, by sprawdzić, czy rączka postanowiła trochę sobie pobiegać, gdy nikt nie patrzył.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.