04.12.2025, 07:52 ✶
Nieznajoma wyglądała przynajmniej na nierozszczepioną. To napawało nadzieją, że wymioty to wynik zwykłej niedyspozycji, a nie uszkodzenia ciała podczas teleportacji.
- Nie działa - powtórzył kategorycznie - Sprawdzałem raz. Nie chcę ryzykować rozszczepienia. Podejrzewam jakieś wyładowania magiczne, spójrz na kolor tych błyskawic - wyrzucił z siebie garść informacji, wskazując głową na rozświetlane fioletowymi błyskami niebo.
Wcale nie zdziwiło go niepowodzenie próby rzucenia zaklęcia. Mógłby spróbować Transmutować zwróconą treść żołądka w wodę, ale naprawdę nie chciał ryzykować, że jeszcze okaleczy dłoń kobiety. W tej chwili niebezpiecznie było polegać na magii.
Pierwsze krople spadły na nich, wielkie i mokre, i Lazarus niewiele myśląc złapał czarownicę za rękę i pociągnął w stronę drzew.
- Chodź! W takiej masie nie walnie w nie piorun, a przynajmniej trochę nas ochronią! - zawołał, widząc chwilę zawahania. Zanim dobiegli do lasu, pojedyncze krople przeszły w deszcz, który przybierał na sile. Lovegood puścił jej dłoń kiedy tylko znaleźli się między drzewami, zdjął swój - teraz przeciwdeszczowy - płaszcz i spróbował osłonić nim ich oboje.
- La… Lazarus Lovegood, tak w ogóle - przedstawił się poniewczasie, bardzo niezręcznie i z zadyszką nawet po niedługim biegu w zimnym powietrzu - Spróbujmy pójść tą ścieżką, może znajdziemy… jakieś schronienie.
Ruszyli ścieżką, teraz trochę wolniej. Nie miał pojęcia, co właściwie mogliby znaleźć w środku lasu, ale choć teoretycznie podczas ucieczki przed deszczem na człowieka spadało dokładnie tyle samo wody, co podczas stania na deszczu, stanie i czekanie aż przestanie padać wydawało się mieć mniej sensu niż próba dotarcia gdziekolwiek.
We dwoje pod jednym płaszczem było nie tylko ciasno, ale i niekomfortowo blisko. Lazarus jednak, skupiony na zadaniu, jakie przed nimi stało, był tego świadom jedynie jakimś skrawkiem umysłu, podobnie, jak tego, że bez wstępów zwracał się do przypadkowej towarzyszki na "ty", całkowicie wbrew swoim przyzwyczajeniom. Wysoki wzrost i posiadanie długich, patykowatych kończyn miało swoje zalety - kobieta nie należała do niskich, a i tak mieściła się pod jego podtrzymującym płaszcz ramieniem. W tej pozycji co prawda przemakały im nogi, ale za to od pasa w górę byli mniej więcej osłonięci.
- Może jak pogoda się uspokoi, będzie można spróbować wrócić - rzucił, zerkając kątem oka na nieznajomą. Miała nietypowe rysy i mówiła z akcentem. Obcokrajowiec?
Trzask błyskawicy rozbrzmiał gdzieś bardzo blisko i Lazarus drgnął zaniepokojony.
- Nie działa - powtórzył kategorycznie - Sprawdzałem raz. Nie chcę ryzykować rozszczepienia. Podejrzewam jakieś wyładowania magiczne, spójrz na kolor tych błyskawic - wyrzucił z siebie garść informacji, wskazując głową na rozświetlane fioletowymi błyskami niebo.
Wcale nie zdziwiło go niepowodzenie próby rzucenia zaklęcia. Mógłby spróbować Transmutować zwróconą treść żołądka w wodę, ale naprawdę nie chciał ryzykować, że jeszcze okaleczy dłoń kobiety. W tej chwili niebezpiecznie było polegać na magii.
Pierwsze krople spadły na nich, wielkie i mokre, i Lazarus niewiele myśląc złapał czarownicę za rękę i pociągnął w stronę drzew.
- Chodź! W takiej masie nie walnie w nie piorun, a przynajmniej trochę nas ochronią! - zawołał, widząc chwilę zawahania. Zanim dobiegli do lasu, pojedyncze krople przeszły w deszcz, który przybierał na sile. Lovegood puścił jej dłoń kiedy tylko znaleźli się między drzewami, zdjął swój - teraz przeciwdeszczowy - płaszcz i spróbował osłonić nim ich oboje.
- La… Lazarus Lovegood, tak w ogóle - przedstawił się poniewczasie, bardzo niezręcznie i z zadyszką nawet po niedługim biegu w zimnym powietrzu - Spróbujmy pójść tą ścieżką, może znajdziemy… jakieś schronienie.
Ruszyli ścieżką, teraz trochę wolniej. Nie miał pojęcia, co właściwie mogliby znaleźć w środku lasu, ale choć teoretycznie podczas ucieczki przed deszczem na człowieka spadało dokładnie tyle samo wody, co podczas stania na deszczu, stanie i czekanie aż przestanie padać wydawało się mieć mniej sensu niż próba dotarcia gdziekolwiek.
We dwoje pod jednym płaszczem było nie tylko ciasno, ale i niekomfortowo blisko. Lazarus jednak, skupiony na zadaniu, jakie przed nimi stało, był tego świadom jedynie jakimś skrawkiem umysłu, podobnie, jak tego, że bez wstępów zwracał się do przypadkowej towarzyszki na "ty", całkowicie wbrew swoim przyzwyczajeniom. Wysoki wzrost i posiadanie długich, patykowatych kończyn miało swoje zalety - kobieta nie należała do niskich, a i tak mieściła się pod jego podtrzymującym płaszcz ramieniem. W tej pozycji co prawda przemakały im nogi, ale za to od pasa w górę byli mniej więcej osłonięci.
- Może jak pogoda się uspokoi, będzie można spróbować wrócić - rzucił, zerkając kątem oka na nieznajomą. Miała nietypowe rysy i mówiła z akcentem. Obcokrajowiec?
Trzask błyskawicy rozbrzmiał gdzieś bardzo blisko i Lazarus drgnął zaniepokojony.