04.12.2025, 07:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 06:10 przez Leviathan Rowle.)
Razem z Astorią potwierdzamy tożsamość i wchodzimy do środka
- Miałaś może okazję przyjrzeć się już czarnym różom w Maida Vale? - zapytał miękko, zwracając twarz w jej kierunku, kiedy stali obok siebie i czekali aż będą mogli ruszyć dalej. Rozkwit samych różanych krzewów nie był niczym nietypowym, ale kiedy tylko okazało się że kwiaty przybrały tak nietypowy kolor, plotka o tym omiotła cały Londyn. Teraz, miesiąc po tym, wciąż można było je oglądać, a nawet jeśli on sam nie posiadał większych ciągot ku temu, by zbadać ich naturę to nie był ślepy - ich ewenement mógł zwyczajnie cieszyć oko. Szczególnie kogoś takiego jak panna Avery. W końcu była artystką.
Zaproszenie jej na bal maskowy wydawało się czymś zwyczajnie naturalnym. Ładnie razem wyglądali - ale zwykle sprowadzało się to raczej do tego, że ona olśniewała, przykrywając swoją urodą wszelkie niedociągnięcia jego wycofania i gadzich cech wyglądu. Nie na odpowiedniej prezencji też mu zależało, a na kimś z kim zwyczajnie dało się porozmawiać. Kto zwyczajnie rozumiał i miał jego sympatię. A oprócz tego? Kobieta wydawała się wciąż stać w pewnym rozkroku, jeśli chodziło o socjetę - w końcu jeszcze niedawno była zaręczona, szykując się do wkroczenia do jego rodziny i przyjęcia nazwiska Rowle. Śmierć Xandera wszystko zmieniła i teraz była, nieco brzydko mówiąc, zwyczajnie niczyja. Niby w żałobie, ale nie powinna zagłębiać się w niej zanadto, bo to tylko narzeczony. Niby minęło już wystarczająco dużo czasu, ale jej niedoszła rodzina wciąż chociaż odrobinę o nią dbała, z szacunku dla pamięci krewnego.
Przesunęli się do przodu i szybko przemknęli przez proces sprawdzenia tożsamości i posiadanych zaproszeń. Posiadłość Lestrange'ów przywitała ich więc z otwartymi ramionami, a także i wyciągniętymi w ich stronę eliksirami. On odmówił, krótkim acz zdecydowanym gestem dłoni odmawiając przyjęcia fiolki, kiedy spojrzenie ukryte pod maską pomknęło na nowo do Astorii - jeśli ona chciała, nie zamierzał odmawiać jej odrobiny zabawy w odrywaniu tego, co przygotowali dla nich gospodarze.
Jego maska zakrywała górną połowę twarzy i była w spiżowym kolorze, a pokrywały ją motywy roślinne; liście, łodygi i bluszczowe wąsy. Wiły się głównie dookoła oczu, na czole i przy krawędziach, a tło dla nich stanowiła faktura, która wydawała się przypominać korę drzewa. Matka, chcąc zadbać o odpowiednią prezencję potomka, chciała zaproponować mu coś lepiej odnoszącego się do dziedzictwa Rowle'ów, ale on sam uznał że byłoby to zanadto dosłowne.
- Miałaś może okazję przyjrzeć się już czarnym różom w Maida Vale? - zapytał miękko, zwracając twarz w jej kierunku, kiedy stali obok siebie i czekali aż będą mogli ruszyć dalej. Rozkwit samych różanych krzewów nie był niczym nietypowym, ale kiedy tylko okazało się że kwiaty przybrały tak nietypowy kolor, plotka o tym omiotła cały Londyn. Teraz, miesiąc po tym, wciąż można było je oglądać, a nawet jeśli on sam nie posiadał większych ciągot ku temu, by zbadać ich naturę to nie był ślepy - ich ewenement mógł zwyczajnie cieszyć oko. Szczególnie kogoś takiego jak panna Avery. W końcu była artystką.
Zaproszenie jej na bal maskowy wydawało się czymś zwyczajnie naturalnym. Ładnie razem wyglądali - ale zwykle sprowadzało się to raczej do tego, że ona olśniewała, przykrywając swoją urodą wszelkie niedociągnięcia jego wycofania i gadzich cech wyglądu. Nie na odpowiedniej prezencji też mu zależało, a na kimś z kim zwyczajnie dało się porozmawiać. Kto zwyczajnie rozumiał i miał jego sympatię. A oprócz tego? Kobieta wydawała się wciąż stać w pewnym rozkroku, jeśli chodziło o socjetę - w końcu jeszcze niedawno była zaręczona, szykując się do wkroczenia do jego rodziny i przyjęcia nazwiska Rowle. Śmierć Xandera wszystko zmieniła i teraz była, nieco brzydko mówiąc, zwyczajnie niczyja. Niby w żałobie, ale nie powinna zagłębiać się w niej zanadto, bo to tylko narzeczony. Niby minęło już wystarczająco dużo czasu, ale jej niedoszła rodzina wciąż chociaż odrobinę o nią dbała, z szacunku dla pamięci krewnego.
Przesunęli się do przodu i szybko przemknęli przez proces sprawdzenia tożsamości i posiadanych zaproszeń. Posiadłość Lestrange'ów przywitała ich więc z otwartymi ramionami, a także i wyciągniętymi w ich stronę eliksirami. On odmówił, krótkim acz zdecydowanym gestem dłoni odmawiając przyjęcia fiolki, kiedy spojrzenie ukryte pod maską pomknęło na nowo do Astorii - jeśli ona chciała, nie zamierzał odmawiać jej odrobiny zabawy w odrywaniu tego, co przygotowali dla nich gospodarze.
Jego maska zakrywała górną połowę twarzy i była w spiżowym kolorze, a pokrywały ją motywy roślinne; liście, łodygi i bluszczowe wąsy. Wiły się głównie dookoła oczu, na czole i przy krawędziach, a tło dla nich stanowiła faktura, która wydawała się przypominać korę drzewa. Matka, chcąc zadbać o odpowiednią prezencję potomka, chciała zaproponować mu coś lepiej odnoszącego się do dziedzictwa Rowle'ów, ale on sam uznał że byłoby to zanadto dosłowne.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast