04.12.2025, 09:09 ✶
Potwierdzam swoją tożsamość, wchodzę do środka i piję eliksir.
- Wyglądasz. - z jakiegoś powodu na końcu tego słowa pojawiła się kropka. Burke spoglądał na Charlie i wyraźnie się nad czymś zastanawiał, kontemplując jej sylwetkę i wybraną przez nią maskę, kiedy dopalał papierosa. Trzymał go w dwóch palcach, przesuwając go pomiędzy opuszkami, szukając odpowiedniego słowa. No właśnie, wyglądała, ale jak? Znał różne wersje panny Mulciber; w szkolnym mundurku, w czarodziejskich szatach, w swobodnych ubraniach, absolutnie zeszmaconą po wieczornej popijawie i w eleganckim wydaniu. Udzielenie jej komplementu wydawało się zwyczajnie niewłaściwe. Zbyt łatwe i jakieś takie nadto rozpieszczające. - Całkiem znośnie - dokończył wreszcie, nawet zadowolony z użytych słów. Ale nie osiadał na laurach. - Wreszcie jak prawdziwa kobieta. Dobrze cię czasem z domu wyciągnąć.
Zaciągnął się papierosem ostatni już raz. Musiał, żeby na zapas zaspokoić głód i zapobiec ewentualnym... wypadkom. Nikt przecież nie chciał, żeby zaczął sypać iskrami na prawo i lewo, kiedy znajdowali się pośród gości. Ciepnął go w krzaki, może nikt nie zauważy, i szybko przesunął się dalej, w kierunku wejścia, żeby móc okazać zaproszenie i potwierdzić że faktycznie nazywał się Zachary Burke. Nie spodziewał się, żeby ktoś chciał się pod niego podszywać, ale co jeśli???
Maska była w pociemniałym, srebrzystym kolorze i przedstawiała podzielony na pół wyraz; jedna część była uśmiechnięta, a druga smutna, z łezką toczącą się po policzku. Klasyczek tak zwany, zgarnięty z którejś z półek w Borgin&Burke, oznaczonych plakietką Bezpieczne w krzykliwym, czerwonym kolorze. Wierzył w to całym sercem, tak samo jak i w fakt że rozdawane tu eliksiry tez były bezpieczne, dlatego bez wahania wychylił jeden, kiedy został mu zaproponowany.
!eliksiry
- Wyglądasz. - z jakiegoś powodu na końcu tego słowa pojawiła się kropka. Burke spoglądał na Charlie i wyraźnie się nad czymś zastanawiał, kontemplując jej sylwetkę i wybraną przez nią maskę, kiedy dopalał papierosa. Trzymał go w dwóch palcach, przesuwając go pomiędzy opuszkami, szukając odpowiedniego słowa. No właśnie, wyglądała, ale jak? Znał różne wersje panny Mulciber; w szkolnym mundurku, w czarodziejskich szatach, w swobodnych ubraniach, absolutnie zeszmaconą po wieczornej popijawie i w eleganckim wydaniu. Udzielenie jej komplementu wydawało się zwyczajnie niewłaściwe. Zbyt łatwe i jakieś takie nadto rozpieszczające. - Całkiem znośnie - dokończył wreszcie, nawet zadowolony z użytych słów. Ale nie osiadał na laurach. - Wreszcie jak prawdziwa kobieta. Dobrze cię czasem z domu wyciągnąć.
Zaciągnął się papierosem ostatni już raz. Musiał, żeby na zapas zaspokoić głód i zapobiec ewentualnym... wypadkom. Nikt przecież nie chciał, żeby zaczął sypać iskrami na prawo i lewo, kiedy znajdowali się pośród gości. Ciepnął go w krzaki, może nikt nie zauważy, i szybko przesunął się dalej, w kierunku wejścia, żeby móc okazać zaproszenie i potwierdzić że faktycznie nazywał się Zachary Burke. Nie spodziewał się, żeby ktoś chciał się pod niego podszywać, ale co jeśli???
Maska była w pociemniałym, srebrzystym kolorze i przedstawiała podzielony na pół wyraz; jedna część była uśmiechnięta, a druga smutna, z łezką toczącą się po policzku. Klasyczek tak zwany, zgarnięty z którejś z półek w Borgin&Burke, oznaczonych plakietką Bezpieczne w krzykliwym, czerwonym kolorze. Wierzył w to całym sercem, tak samo jak i w fakt że rozdawane tu eliksiry tez były bezpieczne, dlatego bez wahania wychylił jeden, kiedy został mu zaproponowany.
!eliksiry