04.12.2025, 09:15 ✶
Kakofonia zapachów przyćmiła jego woń, a gwar mugoli zagłuszył odgłos jego kroków, które w normalnych warunkach rozpoznałaby wszędzie. Drgnięcie powietrza oznajmiło jej jednak, że ktoś się zbliża, ale instynkty nie zadziałały. Nie spięła się, a dzwoneczki w głowie nie biły na alarm. To mogło oznaczać tylko jedno - jego samego. Przy Maddoxie czuła się swobodnie, lekko. Po prostu dobrze. Jakby wszystko było na swoim miejscu. Nawet mimo tego, że nie tak dawno temu rozmawiała z jego bratem, który zadał bardzo poważne pytanie: czy jesteś w stanie tak żyć?. To pytanie wciąż odbijało się echem w jej czaszce, a ona sama nie wiedziała, jak na nie odpowiedzieć. Ich związek trwał w jakimś dziwnym zawieszeniu, gdy jedno robiło krok w stronę drugiego, to zostawało odepchnięte. A gdy odpuszczało, to drugie wyciągało rękę. Ta relacja przypominała jakiś dziwny, pokraczny taniec, w którym partnerzy doskonale znali kroki, lecz nie potrafili wyczuć swojego własnego rytmu.
- Wojna zaczyna się od oceny - potwierdziła jego słowa, nie odrywając wzroku od kotków. Były karykaturalne, paskudnie urocze. W zasadzie to szukała tutaj jakiegoś upominku na Mabon dla Scarlett, ale mimo iż przyjaciółka lubiła koty: nie chciała jej dawać... czegoś takiego. Małego maszkaronika, który będzie ją wkurwiał ilekroć na niego spojrzy. - A kończy na tym, gdy nie możesz się w spokoju załatwić, bo mały futrzasty pierdolec chodzi za tobą krok w krok.
Dopiero wtedy uniosła głowę i spojrzała na niego. Wyglądała na zmęczoną, ale zdrową. O ile wiedział, pożary nie dotknęły jej jakoś mocno. Wtedy była oblana czerwoną farbą, ale najwyraźniej udało się ją zmyć, bo teraz wyglądała zupełnie normalnie. Żadnej czerwieni poza odblaskami z lampionów.
- Jesteś głodny? - był zdecydowanie zbyt chudy. Nie miała pojęcia, w jaki sposób pożary wpłynęły na Ścieżki i Sforę, ale wiedziała jedno: jeżeli ona nie zadba o Maddoxa, nikt inny tego nie zrobi. Ani Sfora, ani on sam. Wyciągnęła więc rękę, by móc spleść ich dłonie w lekkim uścisku. Łatwo tu było się zgubić, a zbyt wiele razy wypuszczała go z rąk, by dzisiejszej nocy pozwolić mu uciec. - Niedługo pełnia. Mój żołądek skacze na samą myśl, domagając się jedzenia na zapas.
Potraktowała to trochę humorem, ale w zasadzie ta pełnia miała być pierwszą po niekontrolowanej przemianie, której doświadczyła. Bała się, mimo że miała być pod opieką swoich rodziców i brata. Jednak bardzo nie chciała pokazywać Maddoxowi, że się obawia czegokolwiek. Uśmiechnęła się więc szeroko, zaciskając palce na jego dłoni. Hati powiedział jej niedawno coś interesującego. Mówił, że jego brat nie tylko uważa ją za swoją, ale również zdarzało mu się tak ją nazwać wśród innych. To chyba coś znaczyło, prawda? Że w końcu zaczynali stawiać kroki w określonym, wspólnym rytmie.
- Wojna zaczyna się od oceny - potwierdziła jego słowa, nie odrywając wzroku od kotków. Były karykaturalne, paskudnie urocze. W zasadzie to szukała tutaj jakiegoś upominku na Mabon dla Scarlett, ale mimo iż przyjaciółka lubiła koty: nie chciała jej dawać... czegoś takiego. Małego maszkaronika, który będzie ją wkurwiał ilekroć na niego spojrzy. - A kończy na tym, gdy nie możesz się w spokoju załatwić, bo mały futrzasty pierdolec chodzi za tobą krok w krok.
Dopiero wtedy uniosła głowę i spojrzała na niego. Wyglądała na zmęczoną, ale zdrową. O ile wiedział, pożary nie dotknęły jej jakoś mocno. Wtedy była oblana czerwoną farbą, ale najwyraźniej udało się ją zmyć, bo teraz wyglądała zupełnie normalnie. Żadnej czerwieni poza odblaskami z lampionów.
- Jesteś głodny? - był zdecydowanie zbyt chudy. Nie miała pojęcia, w jaki sposób pożary wpłynęły na Ścieżki i Sforę, ale wiedziała jedno: jeżeli ona nie zadba o Maddoxa, nikt inny tego nie zrobi. Ani Sfora, ani on sam. Wyciągnęła więc rękę, by móc spleść ich dłonie w lekkim uścisku. Łatwo tu było się zgubić, a zbyt wiele razy wypuszczała go z rąk, by dzisiejszej nocy pozwolić mu uciec. - Niedługo pełnia. Mój żołądek skacze na samą myśl, domagając się jedzenia na zapas.
Potraktowała to trochę humorem, ale w zasadzie ta pełnia miała być pierwszą po niekontrolowanej przemianie, której doświadczyła. Bała się, mimo że miała być pod opieką swoich rodziców i brata. Jednak bardzo nie chciała pokazywać Maddoxowi, że się obawia czegokolwiek. Uśmiechnęła się więc szeroko, zaciskając palce na jego dłoni. Hati powiedział jej niedawno coś interesującego. Mówił, że jego brat nie tylko uważa ją za swoją, ale również zdarzało mu się tak ją nazwać wśród innych. To chyba coś znaczyło, prawda? Że w końcu zaczynali stawiać kroki w określonym, wspólnym rytmie.