04.12.2025, 09:28 ✶
Potwierdzam tożsamość, wchodzę z Zacharym do środka i piję eliksir
W zasadzie to miała mieszane uczucia, jeżeli chodziło o ten bal. Jakaś część niej uważała, że bal maskowy w obliczu tego, co się stało, był wysoce niestosowny. Druga część z kolei chyba łapała, co Lestrange chcieli przekazać tym przyjęciem. Wszyscy byli równi, nikt nie powinien się bać. Trzymali swoje plecy, byli na tym samym wózku. Ufali sobie. Tylko czy każdy z tu zaproszonych zrozumie przekaz?
- Wasza wysokość jest zbyt łaskawy - odpowiedziała mężczyźnie z przekąsem, wykrzywiając doskonale widoczne, pociągnięte czerwoną szminką wargi w niezadowolonym grymasie. Miała dzisiaj na sobie białą, dopasowaną sukienkę z długimi, półprzezroczystymi, zwiewnymi rękawami. Trochę jak ślubna, lecz zdecydowanie bardziej skromna, w odpowiednim stylu, którego dopełniała czarna jak noc maska z piór. Przesłaniała jej oczy oraz zachodziła na nos, pozostawiając usta wolne. W końcu miało tu być jedzenie oraz alkohol, byłaby kompletną frajerką, gdyby pełną maską pozbawiła się swobodnego podżerania ze stołów. Na "komplement" zareagowała cichym westchnięciem, a potem przewróceniem oczami. W sumie to, co mówił, było nawet miłe, biorąc pod uwagę całokształt tego, jaki był Burke. Przeszła z Zacharym do wejścia i uchyliła maskę, a z torebki wyciągnęła zaproszenie. - Oni zawsze są tacy ostrożni, jeżeli chodzi o gości?
Zapytała go szeptem, przesuwając się nieco bliżej. Mimowolnie owinęła dłoń wokół jego przedramienia, bo założyła dość wysokie obcasy, a oczyma wyobraźni już widziała, jak potyka się o tej wspaniały dywan i staje się pośmiewiskiem na wejściu. Poza tym czuła się w tym otoczeniu odrobinę nieswojo. Lestrange byli obrzydliwie bogaci, a jej matka starała się, żeby przepych w ich rezydencji nie był AŻ TAKI.
Gdy podeszli do stolika, zmarszczyła nieco nosek, ale widząc że jej towarzysz pije eliksir, postanowiła że zrobi to samo.
- Na zdrowie, czy cośtam - rzuciła jeszcze pod nosem i wychyliła szybko fiolkę.
!eliksiry