04.12.2025, 11:43 ✶
Odsuwam się na bok i patrzę na Anthony'ego, nie wiedząc że to Anthony. Wchodzę do sali balowej
Eliksir... Nie zadziałał? Rodolphus poprawił maskę, oddał grzecznie fiolkę jednej z kobiet, a potem odsunął się na bok. Pierwszą osobą, na którą spojrzał mimochodem, był Anthony Shafiq. Oczywiście nie rozpoznał go, ale odruchowo zawiesił wzrok na pierwszej osobie, która mu się nawinęła. I... Nie poczuł nic. Chyba fiasko. Lestrange wzruszył sam do siebie ramionami, a potem zrobił kilka kroków w głąb rezydencji.
Przy stoliku z eliksirami robiło się małe zamieszanie. Komuś z pleców wyrosły przepiękne skrzydła, kto inny nagle zniknął. Nie słyszał brzęczenia Atreusa, bo zagłuszał je gwar rozmów - szczęście w nieszczęściu, bo Bustrode był wkurwiony na Lestrange'ów. I gdyby w sumie to samo przytrafiło się Rodolphusowi, tak samo by się wkurwił. Gniew aurora jednak go ominął (a jednak te maski to nie był taki idiotyczny pomysł). Nie rozpoznali się, w zasadzie to Rolph nie rozpoznawał nikogo tutaj. Nie kojarzył ubrań, nie kojarzył masek. Wszedł więc do sali balowej i niemal od razu skierował swoje kroku ku stolikom. Nie sięgnął jednak po drinka - patrzył na zastawione stoły i wzrokiem starał się wyłowić coś bez mięsa.