04.12.2025, 12:08 ✶
Rozpływam się w powietrzu a Zachary całuje to powietrze
Jej Wysokość Charlotte także była niezwykle łaskawa, że obcas jej nowego bucika nie wylądował na stopie pana Burke. Ale prawdę mówiąc Charlie odrobinę się stresowała tym balem. Owszem, często bywała na różnych przyjęciach - być może nie ostatnio, ale była jednak panną czystej krwi i przecież nie raz i nie dwa zapraszano ją to tu, to tam. Nigdy jeszcze nie brała udziału w balu maskowym. Obserwowała te piękne kobiety, ich drogie kreacje, mężczyzn w odświętnych garniturach i czuła po prostu dziwny uścisk w żołądku. Wygładziła swoją białą sukienkę. Zastanawiała się, czy nie przegięła - być może powinna postawić na czerń? Miała ochotę zniknąć.
Nie miała pojęcia, że jej modły tak prędko zostaną wysłuchane. Zdołała opuścić dłoń z fiolką, gdy poczuła się dziwnie nieobecna. Zamrugała - to chyba nie był alkohol, prawda? I nie daliby im przeterminowanego eliksiru, w końcu to był ród alchemików, prawda? PRAWDA?
- EJ! - może i czuła się dziwnie, ale nie oznaczało to, że stała się jakąś mimozą. Uniosła ręce, chcąc odruchowo się obronić, ale Zachary już ją złapał. Pocałunek zamknął jej usta, a ona zniknęła. Zachary Burke całował właśnie pustą przestrzeń, chociaż wyraźnie czuł, że Charlotte tam była. Trzymał ją mocno i pewnie, czuł na ustach jej usta. Ale gdy uchylał oczy, nie widział przed sobą nic. - Zack, co ty robisz! Wszyscy nas zobaczą!
A bo to najśmieszniejsze - tak się skupiła na tym, by Burke jej nie zbałamucił, że nie zdążyła jeszcze zauważyć, że była niewidzialna.