05.12.2025, 00:12 ✶
Wchodzi, potwierdza tożsamość, obrywa skrzydłem, pije eliksir
Hannibal miał wszelki zamiar przybyć na bal w miarę wcześnie, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany. Na szczęście udało mu się również nie spóźnić. Gdy zbliżył się do bram posiadłości Lestrange’ów, wielu gości kręciło się już przy wejściu i wokół stolików z eliksirami.
Jego stroje podczas wieczoru premierowego Ekstazy Merlina były utrzymane w jasnej tonacji, więc dziś postawił dla odmiany na czerń. Maska - dzieło kostiumografa The Globe - była wykonana z czarnej koronki i zwieńczona dwiema parami fantazyjnie zakręconych rogów, jednymi gładkimi i smukłymi, drugimi pokrytymi chropowatymi wyrostkami, niczym u smoka. To tekstury poszczególnych elementów miały przyciągać oko, nie szalone kolory albo biżuteria, z której całkowicie świadomie zrezygnował.
Maska, stanowiącą zarazem nakrycie głowy, opinała ciasno skrócone na tę okazję i gładko uczesane włosy, ale odsłaniała dolną połowę twarzy. Być może naruszało jego anonimowość, ale za to pozwalało bez przeszkód raczyć się drinkami, rozmawiać i wreszcie - śpiewać. Strój Hannibala był przedłużeniem zapoczątkowanej przez nią koncepcji - czarny i warstwowy, z czymś koronkowym, ewidentnie nieprzeznaczonym do pokazywania światu założonym pod półprzezroczystą szyfonową koszulę i gładką, matową szatę wierzchnią, pozbawioną zapięcia i o podkreślającym sylwetkę kroju. Odsłaniał znacznie więcej, niż większość męskich ubiorów, ale zarazem mniej, niż suknie dam.
Hannibal uniósł czarną koronkę, by pokazać obsłudze swoją twarz do kompletu z zaproszeniem. Następnie sięgnął po eliksir i rozejrzał się, poszukując znajomych… sylwetek, bo przecież twarze były pozasłaniane. Był dziś sam, mógł więc swobodnie spacerować między gośćmi i obserwować efekty rozdawanych przy wejściu eliksirów-niespodzianek. Póki co na przyjęciu panował chaos i Selwyn nie mógł powstrzymać uśmiechu. Ktoś zaczął śpiewać (nawet całkiem pięknie), ktoś znikł przy akompaniamencie zaskoczonych okrzyków otoczenia... Wtem Hannibal został niemal uderzony w twarz czymś pierzastym i białym, i musiał się cofnąć wraz z pozostałymi gośćmi, by zrobić miejsce dla zamaskowanej pary w której kobieta właśnie wypuściła skrzydła, a mężczyzna chyba próbował ją powstrzymać przed odlotem w niebiosa. Scena tyleż romantyczna, co komediowa.
Ciekaw, co stanie się po wypiciu jego własnego eliksiru (och, jeżeli skrzydła, błagam, niech będą czarne!), odkorkował buteleczkę i podniósł ją do ust.
!eliksiry
Hannibal miał wszelki zamiar przybyć na bal w miarę wcześnie, ale rzeczywistość zweryfikowała te plany. Na szczęście udało mu się również nie spóźnić. Gdy zbliżył się do bram posiadłości Lestrange’ów, wielu gości kręciło się już przy wejściu i wokół stolików z eliksirami.
Jego stroje podczas wieczoru premierowego Ekstazy Merlina były utrzymane w jasnej tonacji, więc dziś postawił dla odmiany na czerń. Maska - dzieło kostiumografa The Globe - była wykonana z czarnej koronki i zwieńczona dwiema parami fantazyjnie zakręconych rogów, jednymi gładkimi i smukłymi, drugimi pokrytymi chropowatymi wyrostkami, niczym u smoka. To tekstury poszczególnych elementów miały przyciągać oko, nie szalone kolory albo biżuteria, z której całkowicie świadomie zrezygnował.
Maska, stanowiącą zarazem nakrycie głowy, opinała ciasno skrócone na tę okazję i gładko uczesane włosy, ale odsłaniała dolną połowę twarzy. Być może naruszało jego anonimowość, ale za to pozwalało bez przeszkód raczyć się drinkami, rozmawiać i wreszcie - śpiewać. Strój Hannibala był przedłużeniem zapoczątkowanej przez nią koncepcji - czarny i warstwowy, z czymś koronkowym, ewidentnie nieprzeznaczonym do pokazywania światu założonym pod półprzezroczystą szyfonową koszulę i gładką, matową szatę wierzchnią, pozbawioną zapięcia i o podkreślającym sylwetkę kroju. Odsłaniał znacznie więcej, niż większość męskich ubiorów, ale zarazem mniej, niż suknie dam.
Hannibal uniósł czarną koronkę, by pokazać obsłudze swoją twarz do kompletu z zaproszeniem. Następnie sięgnął po eliksir i rozejrzał się, poszukując znajomych… sylwetek, bo przecież twarze były pozasłaniane. Był dziś sam, mógł więc swobodnie spacerować między gośćmi i obserwować efekty rozdawanych przy wejściu eliksirów-niespodzianek. Póki co na przyjęciu panował chaos i Selwyn nie mógł powstrzymać uśmiechu. Ktoś zaczął śpiewać (nawet całkiem pięknie), ktoś znikł przy akompaniamencie zaskoczonych okrzyków otoczenia... Wtem Hannibal został niemal uderzony w twarz czymś pierzastym i białym, i musiał się cofnąć wraz z pozostałymi gośćmi, by zrobić miejsce dla zamaskowanej pary w której kobieta właśnie wypuściła skrzydła, a mężczyzna chyba próbował ją powstrzymać przed odlotem w niebiosa. Scena tyleż romantyczna, co komediowa.
Ciekaw, co stanie się po wypiciu jego własnego eliksiru (och, jeżeli skrzydła, błagam, niech będą czarne!), odkorkował buteleczkę i podniósł ją do ust.
!eliksiry