• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather

[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
04.12.2025, 20:06  ✶  
Stała przede mną, ramiona napięte, pięści uniesione, oczy rozszerzone, a ja… Po prostu zastygłem, patrząc na nią z miną „co kurwa”, która chyba już wrosła mi w twarz, gdyby nie to, że ruda wyglądała tak śmiertelnie poważnie, parsknąłbym śmiechem. Widziałem skrzaty domowe, które budziły większy respekt, tymczasem ona stała przede mną - 160 centymetrów bojowej determinacji - z pięściami, które ważyły mniej niż mój zegarek. Odchyliłem głowę lekko w bok, analizując jej postawę. Patrzyłem na nią, na te jej piąstki wzniesione do walki, i szczerze mówiąc, nie byłem pewien, czy mam ochotę się roześmiać, czy odwrócić na pięcie i wrócić do domu.
- Wiesz. - Powiedziałem, unosząc brew. - Zwykle, jak chcę kogoś zabiś, to nie zaczynam od gapienia się na niego pszes pół minuty. - Spojrzałem na nią spod ciężkich powiek, dokładnie tym spojrzeniem, które najwyraźniej odczytywała jako „zabójcze”. Prawdę mówiąc, to była moja standardowa mina pt. „co kurwa się dzieje”, ale nie zamierzałem jej tego tłumaczyć. Zwłaszcza że ta dziewczyna wyglądała, jakby wytłumaczenie i tak potraktowała jako prowokację.
Poznałem ją. Nie z imienia, nie z listu - bo chuj jeden wie, że list mówił tylko „potrzebuję klątwołamacza, podpisała Heather Wood”, nie z żadnego sensownego kontekstu. Poznałem ją z czegoś innego - z tej jednej nocy, jednego chaosu, kiedy coś drobnego, szybkiego i kompletnie bez instynktu samozachowawczego rzuciło się na mnie z pięściami. Nie miałem wtedy pojęcia, dlaczego, w sumie nadal nie miałem. Teraz patrzyłem, jak znowu robi wdech wojenny, ramiona jej drżą, jak staje w drzwiach, które dla mnie były ledwie ramą, a dla niej jakąś strategiczną fortecą. A ja, jak idiota, stałem naprzeciwko i zastanawiałem się, dlaczego zawsze trafiam na takich klientów.
Potem zrobiła coś, co kompletnie mnie zbiło z tropu. Wyciągnęła rękę i warknęła na miotłę, a ta miotła, jak dobrze wychowany pies, przyleciała. Zanim zdążyłem pomyśleć „co teraz odpierdala”, przeleciała przez korytarz, lądując jej w dłoni, jakby - jak mniemałem - Wood była jakimś cholernym pałkarzem gotowym do ataku, a ona oparła się o nią nonszalancko, jakby to było najnormalniejsze w świecie, że wyciąga coś takiego znikąd i mentalnie szykuje się, żeby mnie nią pierdolnąć - może i było, cóż, nie zaskoczyłoby mnie to jakoś szczególnie, chyba zaczynałem sobie wyrabiać zdanie na temat tej panny.
Stałem więc w jej drzwiach, a ona - oparta o sprzęt, który wyglądał, jakby był wart więcej niż niejedno mieszkanie - patrzyła na mnie. Zadziorny uśmiech, głowa przechylona, gotowa. Odważna? Tak. Rozsądna? Absolutnie nie. Patrzyła na mnie spod tej swojej grzywki, jakby była gotowa rzucić się i zatopić we mnie zęby, jeśli tylko uzna za stosowne. Wąskie wejście, ona mierząca metr sześćdziesiąt z kapeluszem, ja prawie dwa metry i sto trzydzieści kilo mięsa i kości. W normalnym świecie to nie byłby pojedynek, tylko nierówna konkurencja, ale w jej świecie najwyraźniej wszystko było możliwe.
Nie wiedziałem, czemu mnie pamięta.
Nie wiedziałem, czemu mnie nienawidzi.
I zdecydowanie nie wiedziałem, skąd jej się, do cholery, wzięło, że jestem mordercą nasłanym, by ją zabić. To było jak obserwowanie kota, który próbuje zastraszyć niedźwiedzia, jeżąc się jak szczotka. Ambitne, ale w gruncie rzeczy tragiczne.
Nie ruszyłem się ani o centymetr. Patrzyłem tylko, jak jej emocje zaczynały ją rozsadzać - widziałem to od razu, po drgających palcach, po cieple pulsującym w powietrzu wokół niej. Ta magia nie była subtelna. Była jak źle zabezpieczony kocioł, który zaczyna się trząść, zanim pierdolnie.
- No, no… - Mruknąłem pod nosem, nie ze strachu, tylko z zawodowego przyzwyczajenia. - To wygląda jak ktoś s klątwą, a nie jak ktoś, kto chciałby mnie napieldalaś miotłą.
I wtedy ona spojrzała na mnie mrużąc oczy, jakby dopiero teraz ogarnęła, że przyszła do niej jakaś konkretna osoba, nie losowy gigant do bicia. Stałem tam już dobrą chwilę z torbą pełną narzędzi diagnostycznych, więc odpowiedź powinna być oczywista, ale nie zdążyłem nic powiedzieć, bo ona już kontynuowała. Jej reakcja była… Cóż. Zaskakująco szczera, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że właśnie próbowała pobić faceta, który przyszedł jej pomóc. Poczułem przebłysk sympatii - tej najmniejszej z możliwych, takiej tyci-tyci - gdy mruknęła do siebie, że nie chce mnie „zalać”.
„Uff, przeszło, nie zaleje cię.”
No i… Kurwa.
I tutaj… Naprawdę musiałem wziąć oddech, żeby nie zareagować w jedyny możliwy sposób, czyli bardzo głośnym „słucham?”, brzmiało to jak obietnica z bardzo złego romansu. A ja stałem naprzeciwko niej i wiedziałem, że jeśli nie zachowam minimum powagi, to nic dobrego z tego nie będzie. Przez ułamek sekundy tylko na nią patrzyłem, bo słowo „zaleje” w tym kontekście… No, nie powinno zabrzmieć jak zabrzmiało, a ja musiałem odsunąć od siebie oczywisty obraz, który absolutnie nie powinien się tu pojawiać.
- No to ulga… Sądzę? - Mruknąłem. - Chociasz w sumie - dodałem, wzruszając ramionami - jeśli jusz masz kogoś zalaś, to właśnie telas byłaby to jedyna sytuacja, w któlej pszydałoby się to do demonstlasji. - „O, proszę, klątwa działa tak i tak, hop, chlup.”


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9095), Heather Wood (8880)




Wiadomości w tym wątku
[09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 14:12
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 16:27
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 18:04
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 20:06
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 04.12.2025, 22:05
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 05.12.2025, 01:56
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 05.12.2025, 10:30
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 05.12.2025, 19:47
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 05.12.2025, 20:40
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 06.12.2025, 19:08
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 06.12.2025, 23:27
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 07.12.2025, 03:13
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 07.12.2025, 23:44
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Benjy Fenwick - 12.12.2025, 23:22
RE: [09.10.1972] hi, big boy, wanna be friends? | Benjy, Heather - przez Heather Wood - 15.12.2025, 18:03

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa