- O, czyli mówisz, że zdarza Ci się chcieć kogoś zabić, pięknie. - Przewróciła oczami. No nie znała jego metod, czyż nie? Musiała zakładać najgorsze, nie wiedziała, czego powinna się spodziewać po takim typie, może lubił najpierw sobie popatrzeć, a później dopiero atakować? Nie znała go przecież, mogła więc sobie jedynie o tym wszystkim gdybać, a na pewno wiedział, jak wygląda, miał chyba w domu lustro?
Ściskała te swoje piąstki, jakby faktycznie mogły ją uchronić przed ewentualną śmiercią, chociaż wiedziała, że w jego przypadku raczej nie sprawdziłyby się jako broń, pewnie nawet nie poczułby jej uderzenia, bo był wielki, skąd się w ogóle brały takie trolle wśród ludzi?
Miotła jej nie zawiodła. Oczywiście, że przyleciała, była pewna, że tak się stanie. Patrzyła więc na niego z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem, no i co teraz, koleś?. Sugerował jej zorganizowanie sobie narzędzia, to to zrobiła, bardzo szybko je sobie zorganizowała, pewnie nie spodziewał się tego, że zrobi to tak efektownie. Miała klasę, to fakt, wyprostowała się i uśmiechnęła sama do siebie.
Później, już wszystko poszło nie po jej myśli, bo poczuła to. Magia się w niej zbierała, jak zawsze po prostu w idealnym momencie, nie mogło być inaczej, właśnie dlatego chciała pozbyć się tej klątwy. Musiała mieć pewność, że nie będzie się jej to tak losowo przytrafiało.
Sama nie miała pojęcia dlaczego ujebała sobie, że ten typ chciał ją zabić. Tamtej nocy wyglądał jak jeden z nich, tych którzy atakowali niewinnych, może nie przyłapała go na gorącym uczynku, ale postanowiła wtedy uderzyć, żeby nikogo nie skrzywdził, teraz stanął przed jej drzwiami. To nie mógł być zbieg okoliczności, na pewno ją odszukał za to, że wtedy chciała go uszkodzić, przecież to wszystko w jej głowie miało sens.
Dopiero później połączyła kropki. Miał się tu pojawić klątwołamacz, którego polecił jej Erik. Ten facet zapukał do drzwi, umówili się na spotkanie, to musiał być on, że też przypomniała to sobie dopiero wtedy, kiedy uderzyła w nią magia. Nie była zadowolona z takiego obrotu sytuacji. Może powinno jej się zrobić głupio za jej zachowanie i to niezbyt przyjemne przywitanie, ale jej nigdy nie było głupio, zamierzała udać, że był to po prostu głupi błąd, zresztą nie zrobiła mu krzywdy, ani on nie zrobił jej krzywdy, więc nie było wcale tak najgorzej.
- Cicho, widzisz, że walczę, próbuję się skupić. - Nie musiał tego przecież komentować. Jakoś udało jej się jednak doprowadzić się do stanu względnej używalności, powódź opanowana, czy coś. Ulżyło jej.
Heather nie miała problemu z tym, aby mówić o swojej przypadłości. Woda, woda była jej żywiołem, chociaż zupełnie do niej nie pasowała. No kurwa mać, na pierwszy rzut oka widać było, że jest ogniem, ale ktoś postanowił z niej zażartować i obdarzył ją tym zalewaniem wszystkiego, co stało jej na drodze. Może w sumie woda była mniej niszczycielska od ognia? Może to i lepiej, przynajmniej czasem studziła jej bardzo gorący temperament.
Wiedziała, że to brzmiało dwuznacznie, ale nie miała siły, żeby tłumaczyć, że w jej przypadku było to bardzo jednoznaczne, zalewała wszystko i wszystkich, którzy stawali jej na drodze w nieodpowiednim momencie.
- Nie masz pojęcia ile razy musiałam wymieniać tu podłogę, rodzice by mnie zajebali, jeśli znowu bym to zrobiła. - Pewnie nie, przywykli do tego, chociaż przy dziesiątym razie kazali jej wyciągnąć swoje galeony, które wolała przeznaczać na swoje własne wydatki, ile miałaby za to kebabów w mugolskim Londynie! Nie, żeby liczyła każdy grosz, bo była kurewsko bogata, ale sama wolała wybierać to za co płaciła.
- Może Cię kiedyś zaleję, ale w trochę korzystniejszych warunkach, nie wiem, gdzieś w plenerze? To zresztą tak nie działa, odkąd trochę zaczęłam nad tym panować, to nie umiem ignorować tych przypływów i zawsze staram się walczyć, nie zawsze jednak mi się udaje. - Cóż, przypadkiem zaczęła mu tłumaczyć, jak działała jej klątwa.
- Dobra, sorka, wzięłam Cię chyba za kogoś innego. - Nie teraz, ale przy ich pierwszym spotkaniu, zamierzała to wyjaśnić, bo czemu nie. - Masz po prostu taką twarz, wiesz? - Oczywiście, że zamierzała zwalić to na niego.
- Wejdziesz do środka, skoro już doszliśmy, że to Ciebie polecił wujek? - Właściwie to nawet jej tego nie powiedział wprost, ale zareagował kiedy klątwa się odpaliła, musiał wiedzieć co się dzieje, a więc wszystko się klarowało - był tym klątwołamaczem. - Nie będę Ci grozić miotłą, jak coś. - Dodała jeszcze, chociaż nie wyglądał na szczególnie przestraszonego.