Budynki zaczynały się walić, a w sercu Aveliny budził się okropny strach. Już nigdy, przenigdy nie wybierze się na żaden marsz – nie ważne z jakiego powodu on będzie. Teraz musiała skupić się na tym, aby przetrwać, aby nie zostać stratowanym. Przepychała się w losowym kierunku, aby jakkolwiek wyjść ze ścisku, ale było ciężko. Słyszała jak gdzieś rzucają zaklęcia, jak coś roztrzaskuje się o chodniki i ulicę. Jak ludzie głośno krzyczą i uciekają. Jedni stawali do walki, inni próbowali uciec. Gdzieś słyszała BUMowców, którzy chcieli bezpiecznie wydostać stąd ludzi.
Ave próbowała się do nich przedostać, ale nie było to zbyt łatwe. Jeszcze chwilę temu szła z tłumem lekko, wesoło i z mocą, że mogą zrobić wszystko, a teraz zamieniło się to w wielki koszmar. Krzyczała ze strachu i paniki, przepychając się tak samo jak inni. Wiedziała, że był to ogromny błąd, ale nie wiedziała, co miała robić. Nie było tu żadnego porządku, był ogromny chaos, który zgarniał rozsądek nawet takiej osoby jak ona.
W szkole też był tłum ludzi, który ruszał się w różnych kierunkach, gdy uczniowie spieszyli się na lekcje, ale ona zwykle nawet tego tłumu unikała. Czekała pod ścianą, aż zmniejszy się ruch i wtedy gnała szybko do swojej sali zajęć. Teraz nie miała jednak szansy na to, aby sobie po cichutku przeczekać ten panikujący tłum. Bała się okropnie, serce waliło jej w uszach tak głośno jakby właśnie próbowało uciec z jej klatki piersiowej. Jakiś mężczyzna pociągnął ją przez co o mały włos nie przewróciła się.
Jeśli Avelina Paxton teraz by się tu przewróciła prawdopodobnie spanikowany tłum zdeptałby ją jak robaka. Jakaś inna, pulchna kobieta popchnęła ją bokiem i poleciała gdzieś w lewo głębiej w tłum. Czuła się jak kafel na boisku przerzucany z jednych rąk do drugich. Brakowało jeszcze pałkarzy, którzy by ją odbili jak tłuczka gdzieś w dal.
Czuła jak strach ogarnia cały jej umysł, jak łzy pojawiają się w jej oczach. Kolejne kawałki gruzu, gdzieś niedaleko spadły, ludzie niczym fala tsunami posunęli się dalej deptając jej nogi, kalecząc łydki. Czuła okropny ból w prawej nodze, ale nie wiedziała, co się tam działo. Widok przesłonił pył, a oczy jeszcze bardziej się jej załzawiły – do tego doszedł jeszcze kaszel. Próbowała przedostać się w poprzek ulicy do jakiegoś zaułka, aby w jakikolwiek sposób uniknąć tego tłumu i zaklęć, które zbliżały się do jej ucha coraz bardziej. Naprawdę nie wiedziała, co się dzieje i to powodowało u niej jeszcze większą panikę. Powoli zaczynało jej brakować tchu i nawet głos jej słabł – którym próbowała wołać o pomoc jakąkolwiek.
Temperatura, która wokół panowała nie pomagała jej się uspokoić. Tak jakby skwar chciał, aby miała dzisiaj wyzionąć ducha. Nie sądziła, że pokojowy marsz może zamienić się w takie piekło na ziemi. Nie sądziła, że ludzie są w stanie stratować innych, aby tylko siebie ratować. Ciągle była odciągana, przepychana, tratowana, jej nogi były deptane, włosy szarpane. Ludzie nie zwracali uwagi na nic. Pragnęli w panice uciec gdziekolwiek. Wolała też się za bardzo nie rozglądać, ponieważ bała się, że zobaczy jakieś trupy. Prawie się o kogoś potknęła, ale w ostatniej chwili zachowała równowagę. Szybko pomogła jakiejś drobnej blondynce podnieść się na nogi, aby nikt jej nie zdeptał i kazała jej iść w kierunku, który dla Ave wyglądał na bezpieczny. Dziewczyna jednak nie miała na tyle siły i została pociągnięta przez ludzi dalej.
Ktoś zadrapał ją pod żebrami i poczuła, jak ból przechodzi przez jej ciało. Miała nadzieję, że nie zostaną jej żadne pamiątki. Nie chciałaby pamiętać takiego dnia, ale z drugiej strony, jeśli zapomni, że ten marsz się tak skończył to może być jakaś pechowa możliwość, że znowu by się na takowym znalazła.
Nie miała już za bardzo siły, nogi odmawiały jej posłuszeństwa, na oczy prawie nic nie widziała. Co chwilę musiała unikać bliskich kontaktów z brukiem pod stopami, co chwilę musiała uważać, aby kogoś nie zdeptać, choć inni mieli to w wysokim poważaniu. Gdzieś z prawej usłyszała, jak ktoś rzuca zaklęcia, więc przyśpieszyła kroku. Bała się, że sama zostanie przez kogoś zaatakowana. Nie wiedziała, kto przerwał ten spokój ani jaki miał w tym cel, ale bała się, że umrze tu albo zdeptana, albo zabita przez jakiegoś czarnoksiężnika.