04.12.2025, 23:11 ✶
Dolohov czuł się dziś wyjątkowo rozdarty.
Tak, lubił duże przyjęcia i dobrze odnajdywał się w towarzystwie innych ludzi, niezależnie od tego jacy to byli ludzie, ale bal maskowy u rodziny Lestrange był ostatnim miejscem, w którym chciał się znaleźć. Pokazówka czystokrwistych pajaców uważających się za lepszych od innych! W dodatku miesiąc po zamachu. Kiedy inni bawili się na wystrojonej sali, drudzy wciąż walczyli ze skutkami pożarów, głodowali, tracili wiarę na lepsze jutro... Owszem, wielu wzięłoby go teraz za wygodnickiego hipokrytę i mieliby rację, ale nawet egocentryczny książę jakim był Vasilij przeżył Spaloną Noc pełen obaw o każdego, kogo kochał. I życie wracało do swojego rytmu. Wszyscy pamiętali przeszłość, ale próbowali istnieć jak wcześniej. Sztuki, spotkania, wesela, teraz bal - niby musieli jakoś wrócić do normalności, ale numerolog potwierdzając obecność swoją i żony czuł w ustach posmak goryczy. Ktoś mógłby mu krzyknąć: przestań żyć przeszłością. Tylko, że on nigdy nie żył przeszłością. Bystre oczy wyglądające zza błękitnej maski księżyca (jakże anonimowo...) zawsze spoglądały w przyszłość, ale teraz widziało w tej przyszłości ból, śmierć i pogorzelisko. Nigdy nie trzymał w swoich garściach tak wiele jak teraz, a skoro to wszystko miał, to mógł to stracić.
Zdusił w sobie ten gniew, bo wiedział co jest teraz jego najważniejszym celem. Akademia górująca nad głowami tych wszystkich morderców, miernot i szaleńców. Bezpieczna przestrzeń, nad którą on będzie sprawował pieczę. Paranoiczne wybuchy nie skrzywdzą już wyłącznie jego. Na dno razem z Dolohovem pójdzie wielu ludzi, którzy powierzyli mu swoje życie.
Jeden, na którym mu zależało ostałby się, ale... Jak długo nazwisko Longbottom będzie miało w tym mieście taki wydźwięk jak teraz? Budujący narrację Śmierciożercy obdzierali ich z piór. Vasilij nie pozostawał na to ślepym.
Westchnął.
Weszli z Annaleigh do środka, dziękując przy okazji komuś, kto skomplementował ich dopasowane kostiumy.
Dolohov był wodą. Wielu mogło pomyśleć, że był niebem, ale to nieprawda - był odbiciem gwiazd i księżyca w sadzawce w ukrytej części lasu, z gwiazdami i odwróconymi do góry sosnami wyszytymi na materiale srebrną, błyszczącą nicią. Wszystko nabierało sensu w momencie, kiedy pani Dolohov towarzysząca mu jeszcze, stawała tuż obok i łapała go pod ramię. Jej mąż nie do końca rozumiał dlaczego chciała przebrać się za łabędzia (coś mu smęciła o nawiązaniu do wesela Blacków i że rodzina będzie wniebowzięta), ale ostatecznie co go to obchodziło? Wszyscy tutaj byli tak odklejeni, że nie zdziwiłby się, gdyby niektórzy czarodzieje przyszli tutaj przebrani za kwietnik lub żyrandol.
Widząc fiolkę eliksiru, wzdrygnął się.
- Muszę dopytać, czy to jest bezpieczne dla wege...
- Daj spokój skarbie, nikt nie dodał tam nic głupiego. Zrobiłeś się za stary na takie przyjęcia...?
Nie.
Prawdę mówiąc stał się na nie zbyt homoseksualny. Mógłby teraz planować podbój świata naukowego i pić herbatę z kimś, kto nie był Annaleigh Dolohov.
Ostatecznie wywrócił oczyma, wypił to dziadostwo do dna (bo co niby miało mu się stać - to pewnie Aneczka nagotowała tej brokatowej zupy razem ze swoją trzepniętą kuzynką) i rozejrzał się po sali, strategicznie unikając patrzenia na śpiewającego jegomościa. Jeżeli to samo przytrafi się jemu, to pobiegnie do łazienki się popłakać. Nabierał w tym doświadczenia.
!eliksiry
Tak, lubił duże przyjęcia i dobrze odnajdywał się w towarzystwie innych ludzi, niezależnie od tego jacy to byli ludzie, ale bal maskowy u rodziny Lestrange był ostatnim miejscem, w którym chciał się znaleźć. Pokazówka czystokrwistych pajaców uważających się za lepszych od innych! W dodatku miesiąc po zamachu. Kiedy inni bawili się na wystrojonej sali, drudzy wciąż walczyli ze skutkami pożarów, głodowali, tracili wiarę na lepsze jutro... Owszem, wielu wzięłoby go teraz za wygodnickiego hipokrytę i mieliby rację, ale nawet egocentryczny książę jakim był Vasilij przeżył Spaloną Noc pełen obaw o każdego, kogo kochał. I życie wracało do swojego rytmu. Wszyscy pamiętali przeszłość, ale próbowali istnieć jak wcześniej. Sztuki, spotkania, wesela, teraz bal - niby musieli jakoś wrócić do normalności, ale numerolog potwierdzając obecność swoją i żony czuł w ustach posmak goryczy. Ktoś mógłby mu krzyknąć: przestań żyć przeszłością. Tylko, że on nigdy nie żył przeszłością. Bystre oczy wyglądające zza błękitnej maski księżyca (jakże anonimowo...) zawsze spoglądały w przyszłość, ale teraz widziało w tej przyszłości ból, śmierć i pogorzelisko. Nigdy nie trzymał w swoich garściach tak wiele jak teraz, a skoro to wszystko miał, to mógł to stracić.
Zdusił w sobie ten gniew, bo wiedział co jest teraz jego najważniejszym celem. Akademia górująca nad głowami tych wszystkich morderców, miernot i szaleńców. Bezpieczna przestrzeń, nad którą on będzie sprawował pieczę. Paranoiczne wybuchy nie skrzywdzą już wyłącznie jego. Na dno razem z Dolohovem pójdzie wielu ludzi, którzy powierzyli mu swoje życie.
Jeden, na którym mu zależało ostałby się, ale... Jak długo nazwisko Longbottom będzie miało w tym mieście taki wydźwięk jak teraz? Budujący narrację Śmierciożercy obdzierali ich z piór. Vasilij nie pozostawał na to ślepym.
Westchnął.
Weszli z Annaleigh do środka, dziękując przy okazji komuś, kto skomplementował ich dopasowane kostiumy.
Dolohov był wodą. Wielu mogło pomyśleć, że był niebem, ale to nieprawda - był odbiciem gwiazd i księżyca w sadzawce w ukrytej części lasu, z gwiazdami i odwróconymi do góry sosnami wyszytymi na materiale srebrną, błyszczącą nicią. Wszystko nabierało sensu w momencie, kiedy pani Dolohov towarzysząca mu jeszcze, stawała tuż obok i łapała go pod ramię. Jej mąż nie do końca rozumiał dlaczego chciała przebrać się za łabędzia (coś mu smęciła o nawiązaniu do wesela Blacków i że rodzina będzie wniebowzięta), ale ostatecznie co go to obchodziło? Wszyscy tutaj byli tak odklejeni, że nie zdziwiłby się, gdyby niektórzy czarodzieje przyszli tutaj przebrani za kwietnik lub żyrandol.
Widząc fiolkę eliksiru, wzdrygnął się.
- Muszę dopytać, czy to jest bezpieczne dla wege...
- Daj spokój skarbie, nikt nie dodał tam nic głupiego. Zrobiłeś się za stary na takie przyjęcia...?
Nie.
Prawdę mówiąc stał się na nie zbyt homoseksualny. Mógłby teraz planować podbój świata naukowego i pić herbatę z kimś, kto nie był Annaleigh Dolohov.
Ostatecznie wywrócił oczyma, wypił to dziadostwo do dna (bo co niby miało mu się stać - to pewnie Aneczka nagotowała tej brokatowej zupy razem ze swoją trzepniętą kuzynką) i rozejrzał się po sali, strategicznie unikając patrzenia na śpiewającego jegomościa. Jeżeli to samo przytrafi się jemu, to pobiegnie do łazienki się popłakać. Nabierał w tym doświadczenia.
!eliksiry
with all due respect, which is none