27.02.2023, 18:49 ✶
Od razu rozpoznał charakter pisma, a nawet gdyby tego nie zrobił, sposób wykorzystania jednej rzeczy był bardzo dla niego znajomy. Krótka, treściwa wiadomość, zabierała wszystko, co potrzebne. Oczywiście nie wiedział, jak należało się przygotować, gdyż pomagał w różny sposób. Wybrał zatem czarną pelerynę z wysokim kołnierzem, która zakrywała zdecydowaną większość ciała. Miał przygotowana maskę w razie czego, jednak nie zamierzał jej zakładać. Poczekał do odpowiedniej godziny i chwycił przedmiot.
Pojawił się i zobaczył, że już trochę gości było w środku. Kto pierwszy rzucił mu się w oczy? Sauriel. Jego oczywiście kojarzył dość dobrze. Nie tylko ze szkoły, a także nieco późniejszej spotkań. Ten oczywiście nie mógł wyglądać normalnie i ta cierniowa korona w pokrętny sposób mu pasowało. To w zasadzie było ironia, bo znaczenie jego rasy i przedmiotu, choć odnosiło się do cierpienia, to jednak wykluczającego siebie wzajemnie. Nie był pewny, czy on traktuje poważnie to wszystko. Dopiero potem nieznana osoba. Jeszcze jej nie wdział, bo był do niej tyłem. Na samym końcu oczywiście Robert. Cztery osoby. Ok, nadal nie miał do końca poszlak, co tutaj mogło się stać.
- Czyżby w końcu przyszła chwila zapieczętowania kogoś w trumnie? - To były pierwsze słowa, skierowane do dwójki osób, które oczywiście znał. Były one oczywiście żartobliwe. I tak nie było na to szansy, choć sprawdziłby kilka rzeczy. Nigdy nie miał okazji sprawdzić jego własnych zdolności przeciwko komuś takiemu. Najchętniej jeszcze poznałby go pod kątem paru innych rzeczy, poszerzając wiedzę własną.
- To już wszyscy? - Zapytał już poważnie, mijając Stanleya i przystanął gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi. Nie podchodził do biblioteczki, bo dwie osoby to już był tłok, Zresztą i tak to było dla niego dziwne. Dwójka osób zwyczajnie porządkuje książki w obcym miejscu. Czy tylko dla niego to wydawało się dziwne? Miał nadzieje, że wszystko się wyjaśni niedługo, bo jeszcze chłoczyść zacznie tu latać na prawo i lewo, po czym będzie można jeść z podłogi. Zostawił te myśli dla siebie.
Pojawił się i zobaczył, że już trochę gości było w środku. Kto pierwszy rzucił mu się w oczy? Sauriel. Jego oczywiście kojarzył dość dobrze. Nie tylko ze szkoły, a także nieco późniejszej spotkań. Ten oczywiście nie mógł wyglądać normalnie i ta cierniowa korona w pokrętny sposób mu pasowało. To w zasadzie było ironia, bo znaczenie jego rasy i przedmiotu, choć odnosiło się do cierpienia, to jednak wykluczającego siebie wzajemnie. Nie był pewny, czy on traktuje poważnie to wszystko. Dopiero potem nieznana osoba. Jeszcze jej nie wdział, bo był do niej tyłem. Na samym końcu oczywiście Robert. Cztery osoby. Ok, nadal nie miał do końca poszlak, co tutaj mogło się stać.
- Czyżby w końcu przyszła chwila zapieczętowania kogoś w trumnie? - To były pierwsze słowa, skierowane do dwójki osób, które oczywiście znał. Były one oczywiście żartobliwe. I tak nie było na to szansy, choć sprawdziłby kilka rzeczy. Nigdy nie miał okazji sprawdzić jego własnych zdolności przeciwko komuś takiemu. Najchętniej jeszcze poznałby go pod kątem paru innych rzeczy, poszerzając wiedzę własną.
- To już wszyscy? - Zapytał już poważnie, mijając Stanleya i przystanął gdzieś pomiędzy nimi wszystkimi. Nie podchodził do biblioteczki, bo dwie osoby to już był tłok, Zresztą i tak to było dla niego dziwne. Dwójka osób zwyczajnie porządkuje książki w obcym miejscu. Czy tylko dla niego to wydawało się dziwne? Miał nadzieje, że wszystko się wyjaśni niedługo, bo jeszcze chłoczyść zacznie tu latać na prawo i lewo, po czym będzie można jeść z podłogi. Zostawił te myśli dla siebie.