27.02.2023, 18:50 ✶
Może faktycznie nie miało to już znaczenia, chociaż człowiek czasami chciał znać powód, by zrozumieć i w pewien sposób łatwiej pogodzić się z podjętymi decyzjami. Ale czy tutaj można było w ogóle? Pogodzić się z tym, że właśni rodzice właściwie skazali cię na śmierć? Tylko techniczną, bo w praktyce nadal przecież żył – ale intencja i czyny pozostawały i już się ich nie wymaże. Victoria mu teraz współczuła, naprawdę. Jak bardzo musiał czuć się samotny w tamtym domu? Nic dziwnego, że uciekał w muzykę i na Nokturn. Tym bardziej było jej tego przykro słuchać, kiedy mówił o ilości, heh, złej krwi pomiędzy nim, a jego matką. A mimo to, wydawała się być miłą, ciepłą kobietą. I pamiętała przecież co Anna jej powiedziała, gdy przepraszała za zachowanie Sauriela. Teraz miało to nieco inny wymiar.
- Teraz już rozumiem, dlaczego czuła się winna kiedy mnie przepraszała – westchnęła. Znaczy… to nie był jej problem, tylko problem Anny, nie zamierzała jej rozgrzeszać. Ale widziała żal. Teraz czuła, że ten żal był wymierzony przez Annę w samą Annę. Bo zjebała sprawę. - Rozumiem. Nic dziwnego – że miał jej zbyt wiele do zarzucenia.
- "Fantastyczne zwierzęta" Scamandera są nieco bardziej wyczerpujące i nie wyglądają na jakiś złośliwy żart szesnastoletniego Gryfona – odpowiedziała mu, również się uśmiechając. Tyle, że w tym jej uśmiechu odbijała się pewnego rodzaju uprzejmość, a niekoniecznie rozbawienie tak fantastycznym egzemplarzem książki. A kiedy dwie takie "Potworne księgi potworów" się spotkały to dopiero była papiernicza jatka. Bez dobrego Reparo nie podchodź! - Chciałbyś być skundlony i owłosiony? – żartowała sobie rzecz jasna. Nic nie miała do wilkołaków, to nie była ich wina, że musieli żyć z tą klątwą. - Mogę ci dać eliksir odporności na ogień, ja i tak go nie potrzebuję. Warzę je na wszelki wypadek, jakby ktoś inny ich potrzebował – to była luźna propozycja. Ale już wiedziała, że Saurielowi przyda się bardziej niż jej. - Hmmmm czyy ja wiem. Pewnie jak kogo. Dla mnie bez różnicy wilkołak czy wampir. Dementorzy są gorsi na przykład. Da ci soczystego buziaka i papa, zostajesz śliniącym się warzywkiem do czasu, aż twoje ciało nie umrze – dużo gorsze stworzenie niż taki wampir. - Krew w ciele prędzej czy później wróci do normalnego stanu, ale duszę mamy tylko jedną – uśmiechnęła się do niego. Może to było marne pocieszenie dla kogoś takiego jak Sauriel, ale dla samej Victorii było to na pewien sposób kojące, że przecież wcale nie było tak źle. No i faktycznie nie patrzyła na Sauriela że strachem. Czy ten fakt był pocieszający dla niego…? Zresztą była pewna, że i takiemu wampirowi można pomóc magicznymi sposobami, choćby może jakimiś eliksirami. Tylko może do tej pory było do tego zbyt mało chętnych?
- Wiem o tym. Dziękuję, że o tym myślałeś – choć nie musiał przecież tego robić. Mógł niemalże złośliwie na każdym kroku udowadniać jej jakim to jest zimnym potworem i wampirem. Ale się starał, teraz to już wiedziała i widziała. Ale chłód jaki bił od jego ciała nie był dla niej specjalnie odpychający, choć może to dlatego, że akceptowała to, że tak po prostu jest i będzie. - Chcesz się czegoś napić? – powinna zapytać go to wcześniej. I nie, wcale nie miała na myśli krwi, heh.
- Teraz już rozumiem, dlaczego czuła się winna kiedy mnie przepraszała – westchnęła. Znaczy… to nie był jej problem, tylko problem Anny, nie zamierzała jej rozgrzeszać. Ale widziała żal. Teraz czuła, że ten żal był wymierzony przez Annę w samą Annę. Bo zjebała sprawę. - Rozumiem. Nic dziwnego – że miał jej zbyt wiele do zarzucenia.
- "Fantastyczne zwierzęta" Scamandera są nieco bardziej wyczerpujące i nie wyglądają na jakiś złośliwy żart szesnastoletniego Gryfona – odpowiedziała mu, również się uśmiechając. Tyle, że w tym jej uśmiechu odbijała się pewnego rodzaju uprzejmość, a niekoniecznie rozbawienie tak fantastycznym egzemplarzem książki. A kiedy dwie takie "Potworne księgi potworów" się spotkały to dopiero była papiernicza jatka. Bez dobrego Reparo nie podchodź! - Chciałbyś być skundlony i owłosiony? – żartowała sobie rzecz jasna. Nic nie miała do wilkołaków, to nie była ich wina, że musieli żyć z tą klątwą. - Mogę ci dać eliksir odporności na ogień, ja i tak go nie potrzebuję. Warzę je na wszelki wypadek, jakby ktoś inny ich potrzebował – to była luźna propozycja. Ale już wiedziała, że Saurielowi przyda się bardziej niż jej. - Hmmmm czyy ja wiem. Pewnie jak kogo. Dla mnie bez różnicy wilkołak czy wampir. Dementorzy są gorsi na przykład. Da ci soczystego buziaka i papa, zostajesz śliniącym się warzywkiem do czasu, aż twoje ciało nie umrze – dużo gorsze stworzenie niż taki wampir. - Krew w ciele prędzej czy później wróci do normalnego stanu, ale duszę mamy tylko jedną – uśmiechnęła się do niego. Może to było marne pocieszenie dla kogoś takiego jak Sauriel, ale dla samej Victorii było to na pewien sposób kojące, że przecież wcale nie było tak źle. No i faktycznie nie patrzyła na Sauriela że strachem. Czy ten fakt był pocieszający dla niego…? Zresztą była pewna, że i takiemu wampirowi można pomóc magicznymi sposobami, choćby może jakimiś eliksirami. Tylko może do tej pory było do tego zbyt mało chętnych?
- Wiem o tym. Dziękuję, że o tym myślałeś – choć nie musiał przecież tego robić. Mógł niemalże złośliwie na każdym kroku udowadniać jej jakim to jest zimnym potworem i wampirem. Ale się starał, teraz to już wiedziała i widziała. Ale chłód jaki bił od jego ciała nie był dla niej specjalnie odpychający, choć może to dlatego, że akceptowała to, że tak po prostu jest i będzie. - Chcesz się czegoś napić? – powinna zapytać go to wcześniej. I nie, wcale nie miała na myśli krwi, heh.