05.12.2025, 06:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2025, 06:59 przez Lazarus Lovegood.)
Odysseus wydawał się… zagniewany?... Trzasnął drzwiami w każdym razie. I objął go zarzutem ministerialnej opieszałości. Chyba… tak, bardzo prawdopodobne, że był niezadowolony. Bo… Lazarus nie przyszedł od razu? Wczoraj? Powstrzymał się wpół ruchu od pokręcenia głową. Bo miał klątwę w mieszkaniu, to oczywiste. Przyjął marudzenie psychiatry bez słowa.
Kiedy wszedł głębiej do mieszkania, stało się jasne, że nie mylił się w swoich podejrzeniach. Zacieki w nieskazitelnym, sterylnym salonie. Tak, Lazarusa też irytowała ta pozostałość po Spalonej Nocy w jego własnym domu.
Zanim jednak zajął się czymkolwiek innym, zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał na drugiego mężczyznę, tym razem w lepszym oświetleniu. Jego brwi ściągnęły się lekko w wyrazie zastanowienia, albo może nawet pewnej troski.
- Nie wyglądasz dobrze. Nie masz problemów ze snem ostatnio?
Czarnomagiczny efekt występował w pełnej krasie, z zapachem włącznie. Na szczęście Lazarus już przyzwyczaił się do tego u siebie. Nie był przekonany, że uda mu się wiele zdziałać, no chyba, że spróbowałby przepchnąć klątwę do sąsiadów, mugoli. Nie chciał ryzykować proponowania tego Odysseusowi - gotów uznać to za świetny pomysł, ale wtedy mogłoby się tym zainteresować Ministerstwo i jakkolwiek żaden z nich nie miał złudzeń co do skuteczności tej instytucji, rzucanie im tego rodzaju prowokacji miało wciąż niekorzystny bilans ryzyka i potencjalnych zysków. Nie zaszkodziło jednak tego obejrzeć. Ale najpierw miał tu do zrobienia coś innego.
Postawił swoją skrzynkę z narzędziami na stole i wydobył z niej butelkę. Ze stuknięciem postawił ją na blacie obok, po czym z powrotem zwrócił się do Fawleya.
- Dla ciebie - doprecyzował jej przeznaczenie - Trzydzieści dwa to… całkiem dobra liczba - powiedział, myśląc o tym, że jest podzielna przez dwa, cztery i szesnaście, chociaż nie przez trzy, a szkoda. Zawahał się przez chwilę, patrząc w oczy Odysseusa, zanim uciekł spojrzeniem ponad jego prawe ramię i wygłosił oczekiwaną w takich chwilach formułkę - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dzień opóźnienia to nie ministerialna procedura, tylko Mabon i obowiązki rodzinne - wytłumaczył się zdawkowo, wracając do niego wzrokiem.
Nie lubił składać życzeń. Nie lubił też wybierać prezentów. To było takie... osobiste, a ludzie traktowali to lekko i rozprawiali o "radości dawania", podczas gdy dla niego to zawsze było raczej stresujące, bez względu na to, kogo przyszło mu obdarowywać. Tym razem jednak prezent sam wpadł mu w ręce i oto butelka sake Daiginjo, dobrego, ale nie na tyle drogiego, by być ekstrawaganckim prezentem, stała na stole, a Lazarus jak zwykle w takiej sytuacji poczuł się niepewnie. Nie, żeby kupił trunek specjalnie dla Fawleya, po prostu trafił w jego ręce, ale co, jeżeli tamten wolałby umeshu? Baijiu? Zwykłą whiskey?
Kiedy wszedł głębiej do mieszkania, stało się jasne, że nie mylił się w swoich podejrzeniach. Zacieki w nieskazitelnym, sterylnym salonie. Tak, Lazarusa też irytowała ta pozostałość po Spalonej Nocy w jego własnym domu.
Zanim jednak zajął się czymkolwiek innym, zatrzymał się i jeszcze raz spojrzał na drugiego mężczyznę, tym razem w lepszym oświetleniu. Jego brwi ściągnęły się lekko w wyrazie zastanowienia, albo może nawet pewnej troski.
- Nie wyglądasz dobrze. Nie masz problemów ze snem ostatnio?
Czarnomagiczny efekt występował w pełnej krasie, z zapachem włącznie. Na szczęście Lazarus już przyzwyczaił się do tego u siebie. Nie był przekonany, że uda mu się wiele zdziałać, no chyba, że spróbowałby przepchnąć klątwę do sąsiadów, mugoli. Nie chciał ryzykować proponowania tego Odysseusowi - gotów uznać to za świetny pomysł, ale wtedy mogłoby się tym zainteresować Ministerstwo i jakkolwiek żaden z nich nie miał złudzeń co do skuteczności tej instytucji, rzucanie im tego rodzaju prowokacji miało wciąż niekorzystny bilans ryzyka i potencjalnych zysków. Nie zaszkodziło jednak tego obejrzeć. Ale najpierw miał tu do zrobienia coś innego.
Postawił swoją skrzynkę z narzędziami na stole i wydobył z niej butelkę. Ze stuknięciem postawił ją na blacie obok, po czym z powrotem zwrócił się do Fawleya.
- Dla ciebie - doprecyzował jej przeznaczenie - Trzydzieści dwa to… całkiem dobra liczba - powiedział, myśląc o tym, że jest podzielna przez dwa, cztery i szesnaście, chociaż nie przez trzy, a szkoda. Zawahał się przez chwilę, patrząc w oczy Odysseusa, zanim uciekł spojrzeniem ponad jego prawe ramię i wygłosił oczekiwaną w takich chwilach formułkę - Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Dzień opóźnienia to nie ministerialna procedura, tylko Mabon i obowiązki rodzinne - wytłumaczył się zdawkowo, wracając do niego wzrokiem.
Nie lubił składać życzeń. Nie lubił też wybierać prezentów. To było takie... osobiste, a ludzie traktowali to lekko i rozprawiali o "radości dawania", podczas gdy dla niego to zawsze było raczej stresujące, bez względu na to, kogo przyszło mu obdarowywać. Tym razem jednak prezent sam wpadł mu w ręce i oto butelka sake Daiginjo, dobrego, ale nie na tyle drogiego, by być ekstrawaganckim prezentem, stała na stole, a Lazarus jak zwykle w takiej sytuacji poczuł się niepewnie. Nie, żeby kupił trunek specjalnie dla Fawleya, po prostu trafił w jego ręce, ale co, jeżeli tamten wolałby umeshu? Baijiu? Zwykłą whiskey?