05.12.2025, 00:05 ✶
Może to była siła argumentu. Może to była aura autorytetu, która otaczała panią auror jasnym nimbem nawet wtedy, gdy nie miała na swoim wysportowanym ciele munduru. Kobieta przez moment jeszcze patrzyła na nią szklistym, nie do końca widzącym wzrokiem, a potem… przytaknęła. Podniosła się, zgarnęła torebkę, dwa zdjęcia z szafki wobec wszystkich pamiątek, wobec całego życia, które udało im się kolekcjonować tu w domu. W miejscu w którym powinni czuć się bezpiecznie. W miejscu, które przecież było zabezpieczone na takie ewentualności.
Wyjście na ulicę pozwoliło nabrać perspektywy. Trwający chaos tylko wzmagał, choć w pierwszej chwili najistotniejsze było ponowne połączenie się rodziny. Słowa radości i ulgi mężczyzny nikły jednak wobec narastającego trzasku palonych budynków i wszechobecnego swądu wdzierającego się w nozdrza. Krzyków. Prośby.
To zdawała się krótka chwila. Sekundy. Może minuta.
Dom zawalił się z łoskotem, szczęśliwie nie mając nikogo w środku. Mieszkanie może i było odporne na ogień, ale na ciężar walącego się budynku?
Szczęśliwie ocalona ukryła bezgłośnie głowę w barku swojego męża, bardzo wdzięcznego na obecnym etapie, że aurorka znalazła sposób, aby ją stamtąd wyciągnąć.
- Co teraz, co teraz…? - unosiły się pytania. Gdzie się schować? Co zrobić?
Tymczasem funkcjonariuszka magicznego porządku mogła mieć zgoła odmienne pytania w sercu. Czy niecodzienny opad popiołu wybierał sobie domy? Czy wiedział że ta konkretna rodzina mieszka w tym konkretnym miejscu? Mugolacy. Czy to ściągało klątwę? Ile osób nie wyjdzie ze swoich domów, wierząc w zabezpieczające runy? Zegar tykał, a Cassandra jak nigdy wcześniej mogła poczuć ciężar odpowiedzialności. Tacy jak ona… nigdy nie schodzili ze służby.
Wyjście na ulicę pozwoliło nabrać perspektywy. Trwający chaos tylko wzmagał, choć w pierwszej chwili najistotniejsze było ponowne połączenie się rodziny. Słowa radości i ulgi mężczyzny nikły jednak wobec narastającego trzasku palonych budynków i wszechobecnego swądu wdzierającego się w nozdrza. Krzyków. Prośby.
To zdawała się krótka chwila. Sekundy. Może minuta.
Dom zawalił się z łoskotem, szczęśliwie nie mając nikogo w środku. Mieszkanie może i było odporne na ogień, ale na ciężar walącego się budynku?
Szczęśliwie ocalona ukryła bezgłośnie głowę w barku swojego męża, bardzo wdzięcznego na obecnym etapie, że aurorka znalazła sposób, aby ją stamtąd wyciągnąć.
- Co teraz, co teraz…? - unosiły się pytania. Gdzie się schować? Co zrobić?
Tymczasem funkcjonariuszka magicznego porządku mogła mieć zgoła odmienne pytania w sercu. Czy niecodzienny opad popiołu wybierał sobie domy? Czy wiedział że ta konkretna rodzina mieszka w tym konkretnym miejscu? Mugolacy. Czy to ściągało klątwę? Ile osób nie wyjdzie ze swoich domów, wierząc w zabezpieczające runy? Zegar tykał, a Cassandra jak nigdy wcześniej mogła poczuć ciężar odpowiedzialności. Tacy jak ona… nigdy nie schodzili ze służby.
Koniec sesji