27.02.2023, 19:55 ✶
- To ty poćwiczysz obronę a ja atak. Tylko wiesz, bez rozcinania skóry. Aż tak sobie nie ufam. Musisz też nauczyć się mnie pacyfikować w razie wiesz, gdyby coś poszło nie tak. Tak jakby nie do końca myślę jasno kiedy widzę krew. - wyszczerzył się jednak nie było w tej mimice ani cienia wesołości. Raczej gorzka próba wisielczego humoru. Miał jednak przed sobą odważną czarownicę i wiedział, że tak jak Charlie potrafiła sobie poradzić w każdej sytuacji. Musi tylko zapamiętać aby na trening przychodzić opity jak nigdy dotąd aby zminimalizować ryzyko zaćmienia umysłu na widok rozcięcia na skórze.
- Dla mnie super, jeśli ci się uda. Może uda się znaleźć coś blisko z kominkiem sieci Fiuu? Notorycznie oblewam kurs teleportacji więc nie mogę się przenieść a muszę omijać słońce. - to beznadziejne, że musiał zwracać uwagę na takie coś jak otarcia do krwi czy promienie słoneczne. Dotychczas nie były to aspekty absolutnie interesujące i nie zaprzątał sobie tym głowy. Mimo wszystko perspektywa rozruszania się w ciągu dnia i to w fajnym towarzystwie zdecydowanie napawała go optymizmem i dodawała energii.
- Nie wiem, może z obaw, że się na kogoś rzucę? Wiesz, wtedy gdy poszliśmy do tamtej uliczki to naprawdę byłem głodny. Pod koniec musiałem już zwiewać bo myślałem, że lada moment będziecie musiały mnie petryfikować. - wzdrygnął się na to okropne wspomnienie. Musiał prezentować się upiornie... ale teraz było już wszystko w porządku. Gdyby w jego piersi biło jeszcze serce to byłby naprawdę szczęśliwy. Póki co chwytał się tego, co ma. Podjął decyzję, że będzie czerpał z życia na tyle na ile się da i znajdzie sposób aby obejść swoje naturalne ograniczenia. Musi.
- Nie, to za dużo osób. Nie chcę żeby wiedzieli. Poza tym byłaś naszym kapitanem. Jeśli powiesz wszystkim, że to będzie wyzwanie aby grać po ciemku to może nie będą zadawać za dużo pytań. Zawsze można też poszukać jakiegoś zamkniętej hali sportowej... mugole mają fajne sale, które można wypożyczać za opłatą. - oczywiście nie miał na to pieniędzy ale skoro miał tu bogatą koleżankę... liczył na jej wspaniałomyślność. Brandon tracił zbyt dużo pieniędzy przez kupowanie krwi i kasyno.... w niewiadomej kolejności.
- Wolę pięć takich klątw jak twoje niż swoją. - roześmiał się do jej uśmiechu, ciesząc się, że umieją się z tego choć raz zaśmiać. Byle nie biadolić nad swoim losem tylko szukać sposobu aby od tego uciec.
- No utrzymujemy jakiś tam kontakt. Nie porzucił mnie ale i tak jest ciężko to ogarnąć. - odparł dosyć wymijająco aby nie wydać, że jego stwórca absolutnie należy do grona wampirów. Ktoś mu kiedyś mówił, że nekromanta to taki uzdrowiciel z opóźnionym zapłonem... to określenie idealnie pasowało do Williama.
Roześmiał się znowu. Rozluźnił się, poczuł się naprawdę świetnie w towarzystwie Heather. Jego zielone oczy aż lśniły wesołością. Ożywił się na tyle na ile było to możliwe w martwym ciele.
- Są profity. Nie muszę oddychać więc mogę pływać sobie pod wodą ile chcę. - wymieniał po kolei odhaczając palce lewej dłoni. - Nie krwawię... i jeśli się jakoś pokaleczę to rany same się goją. Nie męczę się jakoś szybko, nie jestem senny, nie ziewam... nie wiem, może jestem trochę przystojniejszy? - ujął swój podbródek i przystroił buzię w bardzo mądrą i zadumaną minę, próbując pokazać się z lepszego profilu.
- O, i nie jest mi zimno. W ogóle. Zauważyłem, że jak jestem głodny to mam zimną skórę a jak jestem nasycony to mam cieplejszą. - pochwalił się wyciągając do niej rękę aby sama sprawdziła, że jego temperatura ciała oscyluje przy jakichś trzydziestu pięciu stopniach Celsjusza. Cieszył się, że Heather skłania go do szukania zalet swojej sytuacji. Naprawdę mu w tym pomagała.
- Dla mnie super, jeśli ci się uda. Może uda się znaleźć coś blisko z kominkiem sieci Fiuu? Notorycznie oblewam kurs teleportacji więc nie mogę się przenieść a muszę omijać słońce. - to beznadziejne, że musiał zwracać uwagę na takie coś jak otarcia do krwi czy promienie słoneczne. Dotychczas nie były to aspekty absolutnie interesujące i nie zaprzątał sobie tym głowy. Mimo wszystko perspektywa rozruszania się w ciągu dnia i to w fajnym towarzystwie zdecydowanie napawała go optymizmem i dodawała energii.
- Nie wiem, może z obaw, że się na kogoś rzucę? Wiesz, wtedy gdy poszliśmy do tamtej uliczki to naprawdę byłem głodny. Pod koniec musiałem już zwiewać bo myślałem, że lada moment będziecie musiały mnie petryfikować. - wzdrygnął się na to okropne wspomnienie. Musiał prezentować się upiornie... ale teraz było już wszystko w porządku. Gdyby w jego piersi biło jeszcze serce to byłby naprawdę szczęśliwy. Póki co chwytał się tego, co ma. Podjął decyzję, że będzie czerpał z życia na tyle na ile się da i znajdzie sposób aby obejść swoje naturalne ograniczenia. Musi.
- Nie, to za dużo osób. Nie chcę żeby wiedzieli. Poza tym byłaś naszym kapitanem. Jeśli powiesz wszystkim, że to będzie wyzwanie aby grać po ciemku to może nie będą zadawać za dużo pytań. Zawsze można też poszukać jakiegoś zamkniętej hali sportowej... mugole mają fajne sale, które można wypożyczać za opłatą. - oczywiście nie miał na to pieniędzy ale skoro miał tu bogatą koleżankę... liczył na jej wspaniałomyślność. Brandon tracił zbyt dużo pieniędzy przez kupowanie krwi i kasyno.... w niewiadomej kolejności.
- Wolę pięć takich klątw jak twoje niż swoją. - roześmiał się do jej uśmiechu, ciesząc się, że umieją się z tego choć raz zaśmiać. Byle nie biadolić nad swoim losem tylko szukać sposobu aby od tego uciec.
- No utrzymujemy jakiś tam kontakt. Nie porzucił mnie ale i tak jest ciężko to ogarnąć. - odparł dosyć wymijająco aby nie wydać, że jego stwórca absolutnie należy do grona wampirów. Ktoś mu kiedyś mówił, że nekromanta to taki uzdrowiciel z opóźnionym zapłonem... to określenie idealnie pasowało do Williama.
Roześmiał się znowu. Rozluźnił się, poczuł się naprawdę świetnie w towarzystwie Heather. Jego zielone oczy aż lśniły wesołością. Ożywił się na tyle na ile było to możliwe w martwym ciele.
- Są profity. Nie muszę oddychać więc mogę pływać sobie pod wodą ile chcę. - wymieniał po kolei odhaczając palce lewej dłoni. - Nie krwawię... i jeśli się jakoś pokaleczę to rany same się goją. Nie męczę się jakoś szybko, nie jestem senny, nie ziewam... nie wiem, może jestem trochę przystojniejszy? - ujął swój podbródek i przystroił buzię w bardzo mądrą i zadumaną minę, próbując pokazać się z lepszego profilu.
- O, i nie jest mi zimno. W ogóle. Zauważyłem, że jak jestem głodny to mam zimną skórę a jak jestem nasycony to mam cieplejszą. - pochwalił się wyciągając do niej rękę aby sama sprawdziła, że jego temperatura ciała oscyluje przy jakichś trzydziestu pięciu stopniach Celsjusza. Cieszył się, że Heather skłania go do szukania zalet swojej sytuacji. Naprawdę mu w tym pomagała.