05.12.2025, 17:44 ✶
Gwałtowna zmiana nastroju, która zaszła w blondynce, była jak uderzenie pioruna w pogodny dzień. Nagły chłód, drapieżność i różdżka wbijająca się w delikatną skórę szyi. Dla kogoś innego byłby to moment paniki. Dla Ceolsige? To był jedynie dowód na potwierdzenie wątpliwej tezy.
Adrenalina rozlała się po żyłach, ale nie przyniosła strachu, lecz krystaliczną jasność umysłu. Ten błysk w oku, ta gwałtowność i... ta różdżka. Nie było już wątpliwości. "Norweskie serce" trafiło w czuły punkt, bo trafiło w prawdę.
Młoda Burke nie próbowała walczyć. Nawet nie drgnęła, by sięgnąć po własną różdżkę ukrytą w spodniach. Zamiast tego, kąciki jej ust uniosły się jeszcze wyżej, w uśmiechu, który był mieszaniną bezczelności i szczerego rozbawienia. Powoli, bardzo powoli, by nie sprowokować pijanych dłoni na ostrym szpikulcu różdżki, uniosła obie dłonie do góry w geście udawanego poddania.
Jej oczy, błękitne i bystre, wpatrywały się prosto w rozszerzone źrenice Urd.
– Spokojnie, tygrysico – mruknęła miękko, a wibracja jej głosu była wyczuwalna na stykających się ciałach. Nie cofnęła się ani o milimetr, pozwalając, by napierający na nią korpus dalekiej kuzynki wciąż stanowił słodki ciężar.
– Muszę przyznać, że twoje metody powitań z rodziną niewiele się zmieniły przez te ostatnie... sześć lat? – zaczęła, przechylając głowę tak bardzo, na ile pozwalało jej drewno wbijające się pod brodę. Jej spojrzenie zsunęło się wymownie na dekolt Urd, a potem wróciło do jej oczu, pełne kpiącej iskry.
– Chociaż wtedy... – zawiesiła głos, a jej ton stał się ostentacyjnie sentymentalny. – Wtedy też brakowało mi tchu w twoich objęciach, ale powodem była znaczna różnica wzrostu na twoją korzyść gdy, z taką siostrzaną miłością wciskałaś ściskałaś mnie na powitanie.
Zaśmiała się cicho, krótko, ryzykując, że ten dźwięk może sprowokować zaklęcie.
– Było to zdecydowanie bardziej miękkie doświadczenie niż to tutaj – skinęła brodą na różdżkę. – Mam nadzieję, że alkohol ni zły urok ciotki nie wymazał mnie z twej pamięci.
Adrenalina rozlała się po żyłach, ale nie przyniosła strachu, lecz krystaliczną jasność umysłu. Ten błysk w oku, ta gwałtowność i... ta różdżka. Nie było już wątpliwości. "Norweskie serce" trafiło w czuły punkt, bo trafiło w prawdę.
Młoda Burke nie próbowała walczyć. Nawet nie drgnęła, by sięgnąć po własną różdżkę ukrytą w spodniach. Zamiast tego, kąciki jej ust uniosły się jeszcze wyżej, w uśmiechu, który był mieszaniną bezczelności i szczerego rozbawienia. Powoli, bardzo powoli, by nie sprowokować pijanych dłoni na ostrym szpikulcu różdżki, uniosła obie dłonie do góry w geście udawanego poddania.
Jej oczy, błękitne i bystre, wpatrywały się prosto w rozszerzone źrenice Urd.
– Spokojnie, tygrysico – mruknęła miękko, a wibracja jej głosu była wyczuwalna na stykających się ciałach. Nie cofnęła się ani o milimetr, pozwalając, by napierający na nią korpus dalekiej kuzynki wciąż stanowił słodki ciężar.
– Muszę przyznać, że twoje metody powitań z rodziną niewiele się zmieniły przez te ostatnie... sześć lat? – zaczęła, przechylając głowę tak bardzo, na ile pozwalało jej drewno wbijające się pod brodę. Jej spojrzenie zsunęło się wymownie na dekolt Urd, a potem wróciło do jej oczu, pełne kpiącej iskry.
– Chociaż wtedy... – zawiesiła głos, a jej ton stał się ostentacyjnie sentymentalny. – Wtedy też brakowało mi tchu w twoich objęciach, ale powodem była znaczna różnica wzrostu na twoją korzyść gdy, z taką siostrzaną miłością wciskałaś ściskałaś mnie na powitanie.
Zaśmiała się cicho, krótko, ryzykując, że ten dźwięk może sprowokować zaklęcie.
– Było to zdecydowanie bardziej miękkie doświadczenie niż to tutaj – skinęła brodą na różdżkę. – Mam nadzieję, że alkohol ni zły urok ciotki nie wymazał mnie z twej pamięci.