05.12.2025, 23:26 ✶
Dora nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jakie wrażenie wywarły na Millie jej słowa. Oczywiście, wyłapała ten drobny fakt, że kobieta na moment dziwacznie i nienaturalnie wręcz umilkła, ale nie poddała tego faktu większej refleksji, zamiast tego uśmiechając się do niej lekko i wręcz zachęcająco - w sposób którym należało obdarzyć rozmówcę, żeby zachęcić go do kontynuowania rozmowy.
O sprawach miłosnych rozmawiała co najwyżej z Sarką, ale ta byłą teraz daleko, poza zasięgiem jej głosu i co najwyżej mogła więc pisać listy. Niewiele osób chyba zdawało więc sobie sprawę z przemyśleń, jakie młoda Crawley mogła mieć na temat miłości. Kochać każdego, nikogo nie oszczędzać. A wszelkie trójkąty, czworokąty czy sześciokąty były, jak to się mówiło, dla ludzi. Dla niej i cały Zakon mógł biegać ze sobą za rączkę o ile sprawiało to wszystkim chociaż odrobinę szczęścia i o ile tolerowany przy tym jej brak zainteresowania tematem.
- Nie martw się, znajdę ci jakieś zajęcie, jeśli chcesz nam pomagać - ponownie błysnęła do Millie ząbkami w uśmiechu. Nawet jeśli w ustach kogoś innego mogło to tak zabrzmieć, to słowa Dory wcale nie były zbywające. Moody chciała nosić kawę albo ucierać składniki? No to będzie nosić kawę i ucierać składniki, a nawet coś więcej. - A bo ty chcesz zrobić taki kleik... - odetchnęła wyraźnie z ulgą. - Jak słyszę zupa mleczna to myślę właśnie o takiej z makaronem. Jest strasznie... mdła. Ale oczywiście, chętnie spróbuję. Do odważnych świat należy... - chociaż odrobinkę się zawahała kiedy to mówiła, bo nie była do końca taka odważna. Nie jeśli chodziło o zupy mleczne.
Dziewczyna potuptała po schodach w ślad za Millie, co chyba okazało się całkiem korzystne, bo kiedy tylko ta zadała swoje pytanie, twarz Dory na moment wykrzywił jakiś bolesny skurcz. Coś w środku też bolało na samo wspomnienie, ale postawiła kolejne kroki, milcząc tylko przez moment.
- Przepraszam - powiedziała cichutko. - Nie chciałam nikogo martwić tylko... nie miała siły. Nie wiedziałam co robić i zrobiłam co mi pierwsze przyszło do głowy po... Chciałam wrócić do domu, bo się bałam że znajdę kolejnego... śmierciożercę - wyszeptała ostatnie słowa z wyraźnym bólem, ale nie uciekła spojrzeniem, zamiast tego spoglądając prosto na Millie.
O sprawach miłosnych rozmawiała co najwyżej z Sarką, ale ta byłą teraz daleko, poza zasięgiem jej głosu i co najwyżej mogła więc pisać listy. Niewiele osób chyba zdawało więc sobie sprawę z przemyśleń, jakie młoda Crawley mogła mieć na temat miłości. Kochać każdego, nikogo nie oszczędzać. A wszelkie trójkąty, czworokąty czy sześciokąty były, jak to się mówiło, dla ludzi. Dla niej i cały Zakon mógł biegać ze sobą za rączkę o ile sprawiało to wszystkim chociaż odrobinę szczęścia i o ile tolerowany przy tym jej brak zainteresowania tematem.
- Nie martw się, znajdę ci jakieś zajęcie, jeśli chcesz nam pomagać - ponownie błysnęła do Millie ząbkami w uśmiechu. Nawet jeśli w ustach kogoś innego mogło to tak zabrzmieć, to słowa Dory wcale nie były zbywające. Moody chciała nosić kawę albo ucierać składniki? No to będzie nosić kawę i ucierać składniki, a nawet coś więcej. - A bo ty chcesz zrobić taki kleik... - odetchnęła wyraźnie z ulgą. - Jak słyszę zupa mleczna to myślę właśnie o takiej z makaronem. Jest strasznie... mdła. Ale oczywiście, chętnie spróbuję. Do odważnych świat należy... - chociaż odrobinkę się zawahała kiedy to mówiła, bo nie była do końca taka odważna. Nie jeśli chodziło o zupy mleczne.
Dziewczyna potuptała po schodach w ślad za Millie, co chyba okazało się całkiem korzystne, bo kiedy tylko ta zadała swoje pytanie, twarz Dory na moment wykrzywił jakiś bolesny skurcz. Coś w środku też bolało na samo wspomnienie, ale postawiła kolejne kroki, milcząc tylko przez moment.
- Przepraszam - powiedziała cichutko. - Nie chciałam nikogo martwić tylko... nie miała siły. Nie wiedziałam co robić i zrobiłam co mi pierwsze przyszło do głowy po... Chciałam wrócić do domu, bo się bałam że znajdę kolejnego... śmierciożercę - wyszeptała ostatnie słowa z wyraźnym bólem, ale nie uciekła spojrzeniem, zamiast tego spoglądając prosto na Millie.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.