06.12.2025, 00:51 ✶
Aidan uśmiechnął się półgębkiem. Takie myślenie było bardzo prostolinijne, jednak nie był rozczarowany, że Lyssa tak myślała.
- Każdy z nas ma jakiegoś kuzyna, który ma kuzyna któremu spłonął dom albo ulubiona piekarnia - powiedział, wzruszając ramionami. - Mojej kuzynce na przykład zjarał się dom rodzinny. A kuzyn dostał w mordę. Inna kuzynka spaliła sobie włosy. A jeszcze innej zjarały się sukienki. Kolejna z kolei ma problem, bo nie ma już swojej ulubionej kawiarni.
W sumie to jakby tak pomyśleć... Miał głównie kuzynki. Czy można mu było się w sumie dziwić, że był taki a nie inny?
Gdy sarknęła o tych trzech zdaniach, złapał się po lewej stronie klatki piersiowej tak, jakby właśnie ugodziła go strzałą prosto w serce.
- Czemu akurat w więcej niż trzech? - zaperzył się trochę, bo to nie było tak, że nie potrafił się wysławiać. Potrafił! Tylko w większości przypadków nie uważał, żeby ktokolwiek chciał go wysłuchać. - Ale okej, cztery zdania. Może nawet pięć.
A gdy powiedziała o tych psach, to zamrugał. No przecież...
- No to prawie to, co ja powiedziałem, nie? - powiedział podejrzliwie, podając jej tego nieszczęsnego hot doga. - Jamniki to te mugolskie psy, co wyglądają jak parówki, nie? Wszystko się zgadza. Na pewno najpierw to z nich robili hot dogi.
Pewnie jakieś chinole. Aidan NAJPIERW odsunął jej krzesło jak prawdziwy dżentelmen, zanim sam klapnął naprzeciwko niej. Sięgnął po frytkę, unurzaną w sosie mieszanym, bo było ich za dużo, żeby mógł tak po prostu się wgryźć w bułę. Spojrzał na Lyssę w zastanowieniu.
- Czemu nie je się w pośpiechu? Żołądek się skręca? Pytam dla kolegi, wcale nie dlatego, że u nas w biurze tylko tak się je - w sumie to go ciekawiło, bo matka mówiła mu to samo. Chyba nawet tłumaczyła dlaczego, ale jej nie słuchał. Albo i słuchał tylko zapomniał. Jedno z dwóch.
- Każdy z nas ma jakiegoś kuzyna, który ma kuzyna któremu spłonął dom albo ulubiona piekarnia - powiedział, wzruszając ramionami. - Mojej kuzynce na przykład zjarał się dom rodzinny. A kuzyn dostał w mordę. Inna kuzynka spaliła sobie włosy. A jeszcze innej zjarały się sukienki. Kolejna z kolei ma problem, bo nie ma już swojej ulubionej kawiarni.
W sumie to jakby tak pomyśleć... Miał głównie kuzynki. Czy można mu było się w sumie dziwić, że był taki a nie inny?
Gdy sarknęła o tych trzech zdaniach, złapał się po lewej stronie klatki piersiowej tak, jakby właśnie ugodziła go strzałą prosto w serce.
- Czemu akurat w więcej niż trzech? - zaperzył się trochę, bo to nie było tak, że nie potrafił się wysławiać. Potrafił! Tylko w większości przypadków nie uważał, żeby ktokolwiek chciał go wysłuchać. - Ale okej, cztery zdania. Może nawet pięć.
A gdy powiedziała o tych psach, to zamrugał. No przecież...
- No to prawie to, co ja powiedziałem, nie? - powiedział podejrzliwie, podając jej tego nieszczęsnego hot doga. - Jamniki to te mugolskie psy, co wyglądają jak parówki, nie? Wszystko się zgadza. Na pewno najpierw to z nich robili hot dogi.
Pewnie jakieś chinole. Aidan NAJPIERW odsunął jej krzesło jak prawdziwy dżentelmen, zanim sam klapnął naprzeciwko niej. Sięgnął po frytkę, unurzaną w sosie mieszanym, bo było ich za dużo, żeby mógł tak po prostu się wgryźć w bułę. Spojrzał na Lyssę w zastanowieniu.
- Czemu nie je się w pośpiechu? Żołądek się skręca? Pytam dla kolegi, wcale nie dlatego, że u nas w biurze tylko tak się je - w sumie to go ciekawiło, bo matka mówiła mu to samo. Chyba nawet tłumaczyła dlaczego, ale jej nie słuchał. Albo i słuchał tylko zapomniał. Jedno z dwóch.