06.12.2025, 01:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 01:14 przez Aidan Parkinson.)
Ależ on pierdolił. Ktoś chyba mu obił twarz o jeden raz za dużo, a przecież wydawało mu się, że to on, Aidan, obrywał z tej dwójki częściej. Cóż, może liczyła się nie ilość, ale jakość? Mniejsza o to.
- Ale ty się boisz, jak pizda - westchnął, a potem rzucił w niego paczką fajek. Jak złapie, to fajnie. Jak nie, to niech mu się od czoła odbiją. Sam odłożył swojego ledwo co odpalonego papierosa na popielniczkę, a potem ostrożnie wsadził ręce do pudełka.
Czy pierdzipuszek mnie ugryzie?
I dobrze, że Stanley skapitulował, bo zwierzątko najwyraźniej nie chciało być brane na ręce. Gdyby Aidan miał empatię odrobinę głębszą niż łyżeczka do herbaty, pewnie by się zorientował, że porzucone, wystraszone zwierzę może ujebać i to bardzo mocno.
- SKURWOL - cofnął ręce niemalże od razu, a z opuszka polała się krew. - Ty gnoju, ja cię ze śmieci wyciągnąłeś, a ty co?
Miał ochotę zrobić coś, czego nie powinien robić, więc tylko zacisnął zęby mocno, a palec wsadził w... kieszeń. Tam miał jakąś osmarkaną przez siebie chusteczkę.
- Czasem bawię się w ciebie i udaję pedała, uganiającego się za blondynami - odparował, owijając palec chustką. - To taki klub. W dzielnicy mugolskiej. Dają dobrą wódę, a czasem można złapać zielsko. Nawet nie sprawdzają, czy faktycznie masz odznakę, po prostu mówisz jak funkcjonariusz i ci oddają towar bez gadania. [b]- Dawaj ten atlas. Ty, może on jest głodny? Co jedzą takie fąfle?
Ten atlas to im się przyda, bo jeżeli faktycznie toto było głodne, to jeszcze zeżre Parkinsona. A tego by nie chciał, przypał trochę tak zginąć. Nie chciał mieć końca takiego jak Vika będzie miała, że zjedzą ją koty na starość.
- Ale ty się boisz, jak pizda - westchnął, a potem rzucił w niego paczką fajek. Jak złapie, to fajnie. Jak nie, to niech mu się od czoła odbiją. Sam odłożył swojego ledwo co odpalonego papierosa na popielniczkę, a potem ostrożnie wsadził ręce do pudełka.
Czy pierdzipuszek mnie ugryzie?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
I dobrze, że Stanley skapitulował, bo zwierzątko najwyraźniej nie chciało być brane na ręce. Gdyby Aidan miał empatię odrobinę głębszą niż łyżeczka do herbaty, pewnie by się zorientował, że porzucone, wystraszone zwierzę może ujebać i to bardzo mocno.
- SKURWOL - cofnął ręce niemalże od razu, a z opuszka polała się krew. - Ty gnoju, ja cię ze śmieci wyciągnąłeś, a ty co?
Miał ochotę zrobić coś, czego nie powinien robić, więc tylko zacisnął zęby mocno, a palec wsadził w... kieszeń. Tam miał jakąś osmarkaną przez siebie chusteczkę.
- Czasem bawię się w ciebie i udaję pedała, uganiającego się za blondynami - odparował, owijając palec chustką. - To taki klub. W dzielnicy mugolskiej. Dają dobrą wódę, a czasem można złapać zielsko. Nawet nie sprawdzają, czy faktycznie masz odznakę, po prostu mówisz jak funkcjonariusz i ci oddają towar bez gadania. [b]- Dawaj ten atlas. Ty, może on jest głodny? Co jedzą takie fąfle?
Ten atlas to im się przyda, bo jeżeli faktycznie toto było głodne, to jeszcze zeżre Parkinsona. A tego by nie chciał, przypał trochę tak zginąć. Nie chciał mieć końca takiego jak Vika będzie miała, że zjedzą ją koty na starość.