27.02.2023, 22:16 ✶
Nie zdążył go zabić.
Mężczyzna wymknął się mu z rąk. Po prostu znikł, palce Cathala zacisnęły się na puste i znów rozpadł się świat… I wściekłość ponownie rozbłysła, gdyby tylko zdążył rzucić cruciatusa, to byłoby bardzo potężne zaklęcie…
Potem znów przeskakiwał między scenami – wspomnienia prawdziwe i te trochę zniekształcone. Pamiętał altanę, runiczną bramę, ni cholery jednak nie przypominał sobie, aby łapał ryby albo uciekał przed pikującymi ptakami… Wszystko trwało za krótko, aby mógł domyśleć się, że to sen. Dla Cathala nie było to nic nadzwyczajnego pod tym względem, że jego pamięć przechowywała każdy dzień z życia, jeśli nie wypił eliksiru zapomnienia przed snem… ledwo jednak otworzył oczy, w domu w Little Hangleton, zalała go fala wściekłości. Bo to był za duży przypadek. Ktoś znów się bawił. Może przerzucał ich celowo między tymi wspomnieniami. Shafiq, wściekły, nie myślał nawet o tym, że sen mógł być tylko snem – że po prostu przypadek z Rookwoodem wywarł na nim tak duże wrażenie, że teraz wyśnił mu się podobny koszmar. Wspomnienia wciąż wirowały w głowie.
Zawsze były wyraźne. Wszystkie.
Czasem jednak umiał zepchnąć niektóre z nich w ciemniejsze zakamarki umysłu. Teraz niektóre znów rozpychały się, wychodziły na światło. Irlandia. Huk zapadających się korytarzy… Czy Alethea po prostu śniła o wspomnieniach, czy wyciągał je ten człowiek? A może po tym pierwszym śnie, gdy w jakiś sposób został w niego wciągnięty, potem wędrowali wśród snów, w których mogli pojawić się oboje?
- Zamorduję go – wymruczał w ciemność sypialni, po czym usiadł na łóżko. Jego spojrzenie powędrowało odruchowo ku księgom na nocnym stoliku: niemal wszystkie traktowały o snach. Niestety, większość dotyczyła tylko symboliki i snów proroczych…
Wreszcie postępujesz, jak na dziedzictwa Slytherina przystało, szepnął jadowity głos w jego głowie, Cathal jednak nie odpowiedział. Może powinien zwrócić się o pomoc do przodka? Później: kiedy głowa przestanie go tak boleć i będzie mógł znieść jego złowieszczy śmiech.
Shafiq poderwał się z łóżka i dopadł szafy, na chybił trafił wyciągając ubrania. A potem wybiegł przed dom, zamknął drzwi zaklęciem – czarodzieja by to nie zatrzymało, mugola za to tak, a Shafiq mało komu chwalił się, że tu mieszka, większość znajomych wiedziała głównie o ciasnym, londyńskim mieszkanku – i aportował się. Do Londynu, rzecz jasna. Gnany myślą, która gościła w jego głowie od chwili, gdy otworzył oczy. A może jeszcze wcześniej: kiedy Ulysses uświadomił go, że nie każdy sen jest tylko snem.
Znajdzie tego człowieka, a potem go zabije, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi.
Mężczyzna wymknął się mu z rąk. Po prostu znikł, palce Cathala zacisnęły się na puste i znów rozpadł się świat… I wściekłość ponownie rozbłysła, gdyby tylko zdążył rzucić cruciatusa, to byłoby bardzo potężne zaklęcie…
Potem znów przeskakiwał między scenami – wspomnienia prawdziwe i te trochę zniekształcone. Pamiętał altanę, runiczną bramę, ni cholery jednak nie przypominał sobie, aby łapał ryby albo uciekał przed pikującymi ptakami… Wszystko trwało za krótko, aby mógł domyśleć się, że to sen. Dla Cathala nie było to nic nadzwyczajnego pod tym względem, że jego pamięć przechowywała każdy dzień z życia, jeśli nie wypił eliksiru zapomnienia przed snem… ledwo jednak otworzył oczy, w domu w Little Hangleton, zalała go fala wściekłości. Bo to był za duży przypadek. Ktoś znów się bawił. Może przerzucał ich celowo między tymi wspomnieniami. Shafiq, wściekły, nie myślał nawet o tym, że sen mógł być tylko snem – że po prostu przypadek z Rookwoodem wywarł na nim tak duże wrażenie, że teraz wyśnił mu się podobny koszmar. Wspomnienia wciąż wirowały w głowie.
Zawsze były wyraźne. Wszystkie.
Czasem jednak umiał zepchnąć niektóre z nich w ciemniejsze zakamarki umysłu. Teraz niektóre znów rozpychały się, wychodziły na światło. Irlandia. Huk zapadających się korytarzy… Czy Alethea po prostu śniła o wspomnieniach, czy wyciągał je ten człowiek? A może po tym pierwszym śnie, gdy w jakiś sposób został w niego wciągnięty, potem wędrowali wśród snów, w których mogli pojawić się oboje?
- Zamorduję go – wymruczał w ciemność sypialni, po czym usiadł na łóżko. Jego spojrzenie powędrowało odruchowo ku księgom na nocnym stoliku: niemal wszystkie traktowały o snach. Niestety, większość dotyczyła tylko symboliki i snów proroczych…
Wreszcie postępujesz, jak na dziedzictwa Slytherina przystało, szepnął jadowity głos w jego głowie, Cathal jednak nie odpowiedział. Może powinien zwrócić się o pomoc do przodka? Później: kiedy głowa przestanie go tak boleć i będzie mógł znieść jego złowieszczy śmiech.
Shafiq poderwał się z łóżka i dopadł szafy, na chybił trafił wyciągając ubrania. A potem wybiegł przed dom, zamknął drzwi zaklęciem – czarodzieja by to nie zatrzymało, mugola za to tak, a Shafiq mało komu chwalił się, że tu mieszka, większość znajomych wiedziała głównie o ciasnym, londyńskim mieszkanku – i aportował się. Do Londynu, rzecz jasna. Gnany myślą, która gościła w jego głowie od chwili, gdy otworzył oczy. A może jeszcze wcześniej: kiedy Ulysses uświadomił go, że nie każdy sen jest tylko snem.
Znajdzie tego człowieka, a potem go zabije, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi.
Koniec sesji