06.12.2025, 06:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 06:51 przez Leviathan Rowle.)
Razem z Astorią w sali balowej.
- Zdarzyło mi się je już oglądać i to z własnej woli - poniekąd. Nie był przecież wtedy w ogrodzie sam, ale powiedzieć że został tam zaciągnięty siłą, to było zdecydowanie za dużo. Nie trzeba go było znać przesadnie dobrze by zauważyć, że jeśli nie chciał czegoś robić, to nie miał w zwyczaju niepotrzebnie się łamać, żeby zrobić komuś przyjemność. - Ale mogę ci towarzyszyć, jeśli będziesz chciała. Nie wydaje mi się jednak, by w tych kwiatach, oprócz oczywiście koloru, było coś specjalnego. Ale może się mylę - oczywiście, jeśli nie miała innych planów na to z kim spacerować po ogrodzie, albo los nie miał ich dla niej, to przecież nie miał nic lepszego do roboty. Dla niego zabawa na balach zwykle oscylowała dookoła stolika z alkoholami i to w tym mało zdrowym sensie. A dzisiejsza impreza? Nie sądził że miałby na niej spotkać kogokolwiek, kto chociaż na moment wyda się odrobinę ciekawszy niż szklanka ognistej.
Przeszli przez kontrolę, pokazali zaproszenia i twarze, a potem znaleźli się w środku. Tu nie chodziło o to, że bał się tego co mogło z tych eliksirów wyniknąć, nie naprawdę. Wesele Blacków nauczyło chyba wszystkich, że nawet najpoważniejsze z czystokrwistych rodów mogły się potknąć lub mieć w swoim drzewie genealogicznym kogoś, kto nie potrafił poradzić sobie z organizacją tego typu imprez.
- Znasz mnie - wzruszył ramionami, uśmiechając się zdawkowo. - Zawsze pierwszy do wszelkich niespodzianek - nienawidził ich, dostając niemal reakcji uczuleniowej na samo słowo. Czasem można było uznać to za urocze, ale w ten sposób określało to zazwyczaj jego rodzeństwo. On sam natomiast, przyjmował wszelkie niespodzianki z wyrozumiałością, tylko od niektórych osób; Astorii, Ollivanderówny czy Heli, nawet nie przypadkiem były to same kobiety, bo otrzymywały wyraźną taryfę ulgową. A rozglądając się dookoła? Ktoś śpiewał, komuś wyrastały skrzydła, jakaś kobieta trzymała w rękach... elfa? O nie. On nie miał zamiaru brać w tym udziału i robić z siebie pośmiewiska. - Pomyśl o tym tak, jak zrobisz przez ten eliksir coś głupiego, to przynajmniej postaram się żeby nikt nie patrzył - albo żeby przynajmniej nie było po tym dużego niesmaku.
- Zdarzyło mi się je już oglądać i to z własnej woli - poniekąd. Nie był przecież wtedy w ogrodzie sam, ale powiedzieć że został tam zaciągnięty siłą, to było zdecydowanie za dużo. Nie trzeba go było znać przesadnie dobrze by zauważyć, że jeśli nie chciał czegoś robić, to nie miał w zwyczaju niepotrzebnie się łamać, żeby zrobić komuś przyjemność. - Ale mogę ci towarzyszyć, jeśli będziesz chciała. Nie wydaje mi się jednak, by w tych kwiatach, oprócz oczywiście koloru, było coś specjalnego. Ale może się mylę - oczywiście, jeśli nie miała innych planów na to z kim spacerować po ogrodzie, albo los nie miał ich dla niej, to przecież nie miał nic lepszego do roboty. Dla niego zabawa na balach zwykle oscylowała dookoła stolika z alkoholami i to w tym mało zdrowym sensie. A dzisiejsza impreza? Nie sądził że miałby na niej spotkać kogokolwiek, kto chociaż na moment wyda się odrobinę ciekawszy niż szklanka ognistej.
Przeszli przez kontrolę, pokazali zaproszenia i twarze, a potem znaleźli się w środku. Tu nie chodziło o to, że bał się tego co mogło z tych eliksirów wyniknąć, nie naprawdę. Wesele Blacków nauczyło chyba wszystkich, że nawet najpoważniejsze z czystokrwistych rodów mogły się potknąć lub mieć w swoim drzewie genealogicznym kogoś, kto nie potrafił poradzić sobie z organizacją tego typu imprez.
- Znasz mnie - wzruszył ramionami, uśmiechając się zdawkowo. - Zawsze pierwszy do wszelkich niespodzianek - nienawidził ich, dostając niemal reakcji uczuleniowej na samo słowo. Czasem można było uznać to za urocze, ale w ten sposób określało to zazwyczaj jego rodzeństwo. On sam natomiast, przyjmował wszelkie niespodzianki z wyrozumiałością, tylko od niektórych osób; Astorii, Ollivanderówny czy Heli, nawet nie przypadkiem były to same kobiety, bo otrzymywały wyraźną taryfę ulgową. A rozglądając się dookoła? Ktoś śpiewał, komuś wyrastały skrzydła, jakaś kobieta trzymała w rękach... elfa? O nie. On nie miał zamiaru brać w tym udziału i robić z siebie pośmiewiska. - Pomyśl o tym tak, jak zrobisz przez ten eliksir coś głupiego, to przynajmniej postaram się żeby nikt nie patrzył - albo żeby przynajmniej nie było po tym dużego niesmaku.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast