06.12.2025, 08:21 ✶
Rzucam się na Charlotte w celu zbałamucenia
Burke miał w swoim życiu okazję być na paru balach. Nie było tego dużo, bo nie pełnił w swojej rodzinie żadnej reprezentacyjnej roli - ta przypadała jego starszemu bratu, Caiusowi i był za to losowi niezmiernie wdzięczny. To nie było tak, że takich spędów nie lubił, ale wydawały mu się cholernie sztywne, nie był najlepszym tancerzem, a do tego zazwyczaj kręciło się na nim bardzo dużo dziwnych ciotek, o których istnieniu zwykle się nie wiedziało.
Tak całkiem serio i poważnie, to Charlie wyglądała dla niego bardzo ładnie. Biała sukienka była zwyczajnie biała, a czarna maska dodawała kontrastu. Jego wyjściowa szata była czarna, w jakiś smętny, srebrzysty wzorek który spinał się z szarością maski.
Kiedy eliksir zadziałał, nie próbował użyć różdżki. Może powinien, ale było to niezwykle nieporęczne, a opieranie się... opieranie się mogło skończyć się tylko dotkliwszymi problemami, których tak próbował uniknąć. Złapał ją więc, wciąż w zasięgu ręki, nawet jeśli niematerialną i wycelował - trochę na słowo honoru, a może i kierowany magią eliksiru. Pocałował ją, na moment uchylając maskę.
- To ten eliksir, przysięgam - jęknął wreszcie. Prawie ją wypuścił, bo była niewidzialna i spojrzenie zatrzymywało się na niczym, ale na całe szczęście wciąż czuł ją w rękach. - Wyglądam jak kretyn, bo jesteś niewidzialna, księżniczko. Więc ciebie akurat, nikt nie zobaczy.
Burke miał w swoim życiu okazję być na paru balach. Nie było tego dużo, bo nie pełnił w swojej rodzinie żadnej reprezentacyjnej roli - ta przypadała jego starszemu bratu, Caiusowi i był za to losowi niezmiernie wdzięczny. To nie było tak, że takich spędów nie lubił, ale wydawały mu się cholernie sztywne, nie był najlepszym tancerzem, a do tego zazwyczaj kręciło się na nim bardzo dużo dziwnych ciotek, o których istnieniu zwykle się nie wiedziało.
Tak całkiem serio i poważnie, to Charlie wyglądała dla niego bardzo ładnie. Biała sukienka była zwyczajnie biała, a czarna maska dodawała kontrastu. Jego wyjściowa szata była czarna, w jakiś smętny, srebrzysty wzorek który spinał się z szarością maski.
Kiedy eliksir zadziałał, nie próbował użyć różdżki. Może powinien, ale było to niezwykle nieporęczne, a opieranie się... opieranie się mogło skończyć się tylko dotkliwszymi problemami, których tak próbował uniknąć. Złapał ją więc, wciąż w zasięgu ręki, nawet jeśli niematerialną i wycelował - trochę na słowo honoru, a może i kierowany magią eliksiru. Pocałował ją, na moment uchylając maskę.
- To ten eliksir, przysięgam - jęknął wreszcie. Prawie ją wypuścił, bo była niewidzialna i spojrzenie zatrzymywało się na niczym, ale na całe szczęście wciąż czuł ją w rękach. - Wyglądam jak kretyn, bo jesteś niewidzialna, księżniczko. Więc ciebie akurat, nikt nie zobaczy.