06.12.2025, 08:44 ✶
– A widzisz, to tak wypalało… że w pierwszej chwili nawet nie czułam, że wypala. Chwilę później za to bardzo pragnęłam wody – parsknęła Brenna. – W każdym razie jestem pewna, że najwcześniej do alkoholu będzie mnie ciągnęło za kolejne dziesięć lat.
No dobrze, chyba że Voldemorta nagle szlag trafi, to z takiej okazji zrobiłaby wyjątek. Ale ogólnie wątpiła, by w najbliższym czasie miała ochotę pić trunki, i to nie tylko z powodu konieczności zachowania stałej czujności. Wspomnienie bólu głowy po tym bimbrze miało jeszcze długo do Brenny wracać, ilekroć spojrzy na butelkę alkoholu.
– Zadajesz cholernie trudne pytania, Tori, wiesz? – odparła, bo to było skomplikowane przez to całe Beltane, a jeszcze dochodził chyba fakt, że Brenna wolała po prostu za wiele się nie zastanawiać i nie analizować, i broń Melinie nie stawiać żadnych wniosków. Mogłyby się jej nie spodobać. – Pewnie miałby z kim pójść, i pewnie poszłabym bez problemu na ten ślub sama. Po prostu nie zostawałabym wtedy na weselu. – A przynajmniej niedługo, bo ostatecznie praktycznie wszyscy przychodzili tam w parach, byłaby więc po prostu dla kogoś piątym kołem u wozu. Może była towarzyska, ale nie lubiła specjalnie się narzucać.
Ale zaprosiła go, bo po prostu nie chciała iść tam z kimś innym.
– Można powiedzieć, że go lubię – skwitowała krótko. W sumie tego, co sama myślała i czuła była całkiem pewna, ale już cała otoczka, włącznie z Atreusem, wojną i artykułami, robiła swoje.
Otworzyła jednocześnie drzwi i podejrzliwie przypatrzyła się ręce, która grzecznie siedziała na środku pomieszczenia. Podeszła do niej w końcu i podniosła, ostrożnie, znów przez szalik… będzie musiała potem go wyprać.
– Dobra, chyba jednak sama ciemność to za mało... trzeba to zanieść do odpowiedniego miejsca… Jeśli złapiemy Cynthię, będziesz mogła podpytać też ją. Bo wygląda na to, że chodzi z twoim kuzynem – dodała, być może w pełni świadomie właśnie rzucając Victorii smaczniejszy kąsek, by samej ujść dalszej inwigilacji, bo sama miała za sobą wyjątkowo trudne przesłuchanie w wykonaniu matki.
No dobrze, chyba że Voldemorta nagle szlag trafi, to z takiej okazji zrobiłaby wyjątek. Ale ogólnie wątpiła, by w najbliższym czasie miała ochotę pić trunki, i to nie tylko z powodu konieczności zachowania stałej czujności. Wspomnienie bólu głowy po tym bimbrze miało jeszcze długo do Brenny wracać, ilekroć spojrzy na butelkę alkoholu.
– Zadajesz cholernie trudne pytania, Tori, wiesz? – odparła, bo to było skomplikowane przez to całe Beltane, a jeszcze dochodził chyba fakt, że Brenna wolała po prostu za wiele się nie zastanawiać i nie analizować, i broń Melinie nie stawiać żadnych wniosków. Mogłyby się jej nie spodobać. – Pewnie miałby z kim pójść, i pewnie poszłabym bez problemu na ten ślub sama. Po prostu nie zostawałabym wtedy na weselu. – A przynajmniej niedługo, bo ostatecznie praktycznie wszyscy przychodzili tam w parach, byłaby więc po prostu dla kogoś piątym kołem u wozu. Może była towarzyska, ale nie lubiła specjalnie się narzucać.
Ale zaprosiła go, bo po prostu nie chciała iść tam z kimś innym.
– Można powiedzieć, że go lubię – skwitowała krótko. W sumie tego, co sama myślała i czuła była całkiem pewna, ale już cała otoczka, włącznie z Atreusem, wojną i artykułami, robiła swoje.
Otworzyła jednocześnie drzwi i podejrzliwie przypatrzyła się ręce, która grzecznie siedziała na środku pomieszczenia. Podeszła do niej w końcu i podniosła, ostrożnie, znów przez szalik… będzie musiała potem go wyprać.
– Dobra, chyba jednak sama ciemność to za mało... trzeba to zanieść do odpowiedniego miejsca… Jeśli złapiemy Cynthię, będziesz mogła podpytać też ją. Bo wygląda na to, że chodzi z twoim kuzynem – dodała, być może w pełni świadomie właśnie rzucając Victorii smaczniejszy kąsek, by samej ujść dalszej inwigilacji, bo sama miała za sobą wyjątkowo trudne przesłuchanie w wykonaniu matki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.