06.12.2025, 19:27 ✶
- Widziałem już kiedyś coś takiego, prędzej czy później powinno minąć, ale dziwne, że zaburza teleportację na taką skalę… - zastanowił się - Próbowałem się przenieść w obrębie Londynu!
Pytania w jego głowie domagały się odpowiedzi, ale teoretyczne rozważania do niczego go nie prowadziły. Magiczne fenomeny pogodowe nie były również i jego polem badań. Był świadkiem takich wyładowań raz, podczas prac na wybrzeżu Morza Północnego. Cały jego zespół schronił się wtedy w okolicznej latarni morskiej i stamtąd obserwował błyskawice bezlitośnie uderzające w spienione sztormem morze. Widowisko zapierało dech w piersiach, ale dla jednego z kolegów niemal skończyło się tragicznie, kiedy próbował teleportować się ze stanowiska archeologicznego bezpośrednio do nich.
Deszcz osiągnął ten etap, kiedy lał po prostu równymi strugami, docierając do nich nawet przez gałęzie drzew. Raczej nie wyglądało na to, żeby miał szybko ustać. Ani coraz bardziej błotnista ścieżka, ani jedno okrycie, którym byli osłonięci, nie pozwalały na bieganie i mogli najwyżej iść szybkim krokiem. Lazarus pomyślał, że powinien spróbować transmutować coś w drugi płaszcz przeciwdeszczowy zamiast tłoczyć się z Guinevere pod jednym, może swoją ministerialną szatę. Trochę obawiał się, jaki będzie efekt zaklęcia w tej zawierusze, lecz zanim podjął decyzję, czarownica dostrzegła coś w oddali. Musiała mieć doskonały wzrok, bo w pierwszej chwili nie był nawet w stanie zobaczyć świateł, które wskazywała. Dopiero po kolejnych kilkudziesięciu metrach zamajaczyły między drzewami przytulnym, dającym nadzieję blaskiem.
- Chodźmy - mruknął, chowając różdżkę do rękawa. Co prawda wyglądał nie bardzo po mugolsku, ale trudno, najwyżej wezmą go za ekscentrycznie ubranego i tyle. Nie bardzo mieli wyjście, burza mogła potrwać jeszcze parę godzin.
Dom był całkiem spory i trochę przypominał leśniczówkę. Kiedy weszli pod daszek nad gankiem, Lazarus zabrał swój płaszcz znad głowy Guinevere i odsunął się o krok, uświadamiając sobie niezręczność całej tej sytuacji. W butach nieprzyjemnie mu chlupało, a z brzegu mokrej szaty kapała woda. Rozpiął ją, ukazując czarne spodnie i sweter, które nosił pod spodem - może będzie udawał, że to po prostu okrycie wierzchnie.
W poświacie padającej z okien ujrzał kocie oczy towarzyszki. To wyjaśniało, w jaki sposób wypatrzyła to miejsce. Teraz, kiedy miał okazję lepiej się jej przyjrzeć, wydawała się trochę blada.
- Wszystko w porządku? - zapytał, widząc jak trzyma się za brzuch. Słyszał o ludziach, którzy wymiotowali po teleportacji - magiczny odpowiednik choroby lokomocyjnej - i domyślał się, że nie jest to nic przyjemnego. Guinevere mogła nadal odczuwać efekty i być osłabiona, powinien był to wziąć pod uwagę. W duchu skrzywił się na własną nieuwagę, ale na zewnątrz zachował neutralny wyraz twarzy.
- Tam z dużym prawdopodobieństwem mogą być mugole - przestrzegł ją, przenosząc wzrok z jej twarzy na różdżkę w jej dłoni. Rozsądnie było mieć ją na podorędziu, ale nie powinni się ujawniać.
Zanim zastukał do drzwi, zawahał się i raz jeszcze rzucił okiem na towarzyszkę.
- Oczy - przypomniał jej cicho, jeżeli sama nie przywróciła im ludzkiego wyglądu.
Pytania w jego głowie domagały się odpowiedzi, ale teoretyczne rozważania do niczego go nie prowadziły. Magiczne fenomeny pogodowe nie były również i jego polem badań. Był świadkiem takich wyładowań raz, podczas prac na wybrzeżu Morza Północnego. Cały jego zespół schronił się wtedy w okolicznej latarni morskiej i stamtąd obserwował błyskawice bezlitośnie uderzające w spienione sztormem morze. Widowisko zapierało dech w piersiach, ale dla jednego z kolegów niemal skończyło się tragicznie, kiedy próbował teleportować się ze stanowiska archeologicznego bezpośrednio do nich.
Deszcz osiągnął ten etap, kiedy lał po prostu równymi strugami, docierając do nich nawet przez gałęzie drzew. Raczej nie wyglądało na to, żeby miał szybko ustać. Ani coraz bardziej błotnista ścieżka, ani jedno okrycie, którym byli osłonięci, nie pozwalały na bieganie i mogli najwyżej iść szybkim krokiem. Lazarus pomyślał, że powinien spróbować transmutować coś w drugi płaszcz przeciwdeszczowy zamiast tłoczyć się z Guinevere pod jednym, może swoją ministerialną szatę. Trochę obawiał się, jaki będzie efekt zaklęcia w tej zawierusze, lecz zanim podjął decyzję, czarownica dostrzegła coś w oddali. Musiała mieć doskonały wzrok, bo w pierwszej chwili nie był nawet w stanie zobaczyć świateł, które wskazywała. Dopiero po kolejnych kilkudziesięciu metrach zamajaczyły między drzewami przytulnym, dającym nadzieję blaskiem.
- Chodźmy - mruknął, chowając różdżkę do rękawa. Co prawda wyglądał nie bardzo po mugolsku, ale trudno, najwyżej wezmą go za ekscentrycznie ubranego i tyle. Nie bardzo mieli wyjście, burza mogła potrwać jeszcze parę godzin.
Dom był całkiem spory i trochę przypominał leśniczówkę. Kiedy weszli pod daszek nad gankiem, Lazarus zabrał swój płaszcz znad głowy Guinevere i odsunął się o krok, uświadamiając sobie niezręczność całej tej sytuacji. W butach nieprzyjemnie mu chlupało, a z brzegu mokrej szaty kapała woda. Rozpiął ją, ukazując czarne spodnie i sweter, które nosił pod spodem - może będzie udawał, że to po prostu okrycie wierzchnie.
W poświacie padającej z okien ujrzał kocie oczy towarzyszki. To wyjaśniało, w jaki sposób wypatrzyła to miejsce. Teraz, kiedy miał okazję lepiej się jej przyjrzeć, wydawała się trochę blada.
- Wszystko w porządku? - zapytał, widząc jak trzyma się za brzuch. Słyszał o ludziach, którzy wymiotowali po teleportacji - magiczny odpowiednik choroby lokomocyjnej - i domyślał się, że nie jest to nic przyjemnego. Guinevere mogła nadal odczuwać efekty i być osłabiona, powinien był to wziąć pod uwagę. W duchu skrzywił się na własną nieuwagę, ale na zewnątrz zachował neutralny wyraz twarzy.
- Tam z dużym prawdopodobieństwem mogą być mugole - przestrzegł ją, przenosząc wzrok z jej twarzy na różdżkę w jej dłoni. Rozsądnie było mieć ją na podorędziu, ale nie powinni się ujawniać.
Zanim zastukał do drzwi, zawahał się i raz jeszcze rzucił okiem na towarzyszkę.
- Oczy - przypomniał jej cicho, jeżeli sama nie przywróciła im ludzkiego wyglądu.