06.12.2025, 21:42 ✶
— To byłby chyba najlepszy możliwy scenariusz — odpowiedział Erik, zerkając przez ramię na Dorę. — Chociaż sądząc po tej kryjówce, którą znaleźliśmy z Heather w trakcie pierwszego zwiadu, to wygląda na to, że zabarykadowanie się przed tymi kwintopedami jest względnie dobrym rozwiązaniem. Jeśli podczas całego tego kryzysu ludzie wpadli na podobny pomysł, to nie zdziwiłbym się, gdyby sporo sali było zamkniętych na cztery spusty.
Nie był pewien, jak wiele osób było obecnych na wyspie, kiedy pojawiły się kwintopedy. Jak wiele czasu zajęło tym stworzeniom oczyszczenie wyspy? Jak długo co poniektórzy ocaleli mogli się ukrywać w murach zamku czekając na ratunek lub okazję do ucieczki?
— Może wszyscy woleli przejść dalej niż spędzić wieczność z towarzystwie tych całych kwintopedów — rzucił bez przekonania Erik słysząc słowa Jonathana. — Chociaż co prawda to prawda... Znalezienie naocznego świadka tamtych zdarzeń byłoby teraz na wagę złota. A tak, niestety, będziemy żyć z myślą, że sytuacja tutaj była tak tragiczna, że nawet duchy wolały siedzieć w zaświatach niż ryzykować powrót tutaj.
Jeśli faktycznie ktoś kiedyś zajmie się tym zamkiem, to zdecydowanie trzeba będzie wezwać ekipę deratyzacyjną i jakąś drużynę egzorcystów z kowenu, skomentował bezgłośnie. Mimowolnie nie potrafił przestać myśleć o tym, jak sam by się zajął ta budowlą. Wydawała się oferować całkiem dużo, jednak... Naprawdę musiałby wpakować w nią całą masę pieniędzy, żeby doprowadzić zamek do stanu używalność. Kto wie, może gdyby chciał tu zamieszkać, to musiały przeprowadzać remont stopniowo, skupiając się na poszczególnych skrzydłach i piętrach? Pokręcił głową. To był temat na inne czasy. Kiedy już pozbędą się głównego źródła panujących tu problemów.
— No dobra, to zobaczmy, co my tutaj mamy — zapowiedział, podchodząc nieufnie do drzwi.
Ostatnie kilka stopni pokonał wyjątkowo ostrożnie z obawy przed nagłą utratą równowagi. Kiedy znalazł się już na pozycji pozwalając mu na w miarę swobodne ruchy Erik nacisnął na klamkę, a gdy ta nie ustąpiła, spróbował pchnąć drzwi barkiem. Te odpowiedziały jedynie głuchym dudnięciem ewidentnie informując przybyszy, że nie podda się tak trywialnym próbom sforsowania. Longbottom westchnął ciężko i obejrzał się na towarzyszy.
— Czyli... Najpierw zaklęcie wyciszające, a potem próbujemy jakoś się przebić. Super.
Erik uniósł różdżkę i uderzył jej czubkiem o pobliską ścianę. Może tym razem szczęście będzie po ich stronie?
Nie był pewien, jak wiele osób było obecnych na wyspie, kiedy pojawiły się kwintopedy. Jak wiele czasu zajęło tym stworzeniom oczyszczenie wyspy? Jak długo co poniektórzy ocaleli mogli się ukrywać w murach zamku czekając na ratunek lub okazję do ucieczki?
— Może wszyscy woleli przejść dalej niż spędzić wieczność z towarzystwie tych całych kwintopedów — rzucił bez przekonania Erik słysząc słowa Jonathana. — Chociaż co prawda to prawda... Znalezienie naocznego świadka tamtych zdarzeń byłoby teraz na wagę złota. A tak, niestety, będziemy żyć z myślą, że sytuacja tutaj była tak tragiczna, że nawet duchy wolały siedzieć w zaświatach niż ryzykować powrót tutaj.
Jeśli faktycznie ktoś kiedyś zajmie się tym zamkiem, to zdecydowanie trzeba będzie wezwać ekipę deratyzacyjną i jakąś drużynę egzorcystów z kowenu, skomentował bezgłośnie. Mimowolnie nie potrafił przestać myśleć o tym, jak sam by się zajął ta budowlą. Wydawała się oferować całkiem dużo, jednak... Naprawdę musiałby wpakować w nią całą masę pieniędzy, żeby doprowadzić zamek do stanu używalność. Kto wie, może gdyby chciał tu zamieszkać, to musiały przeprowadzać remont stopniowo, skupiając się na poszczególnych skrzydłach i piętrach? Pokręcił głową. To był temat na inne czasy. Kiedy już pozbędą się głównego źródła panujących tu problemów.
— No dobra, to zobaczmy, co my tutaj mamy — zapowiedział, podchodząc nieufnie do drzwi.
Ostatnie kilka stopni pokonał wyjątkowo ostrożnie z obawy przed nagłą utratą równowagi. Kiedy znalazł się już na pozycji pozwalając mu na w miarę swobodne ruchy Erik nacisnął na klamkę, a gdy ta nie ustąpiła, spróbował pchnąć drzwi barkiem. Te odpowiedziały jedynie głuchym dudnięciem ewidentnie informując przybyszy, że nie podda się tak trywialnym próbom sforsowania. Longbottom westchnął ciężko i obejrzał się na towarzyszy.
— Czyli... Najpierw zaklęcie wyciszające, a potem próbujemy jakoś się przebić. Super.
Erik uniósł różdżkę i uderzył jej czubkiem o pobliską ścianę. Może tym razem szczęście będzie po ich stronie?
(Transmutacja) Nadanie ścianom właściwości wygłuszających x1
Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞