28.02.2023, 02:42 ✶
Kolejne odpowiedzi Longbottoma upewniły Elliotta w fakcie, że ten nie jest zainteresowany jego bliźniaczką. To wystarczyło, aby uspokoić uruchomioną na wyrost podejrzliwość. Ton głosu, spojrzenie oraz dobór słów na to wskazywały. Malfoy nie zmienił wyrazu twarzy, choć tak naprawdę wypatrywał w swoim rozmówcy chociaż najmniejszej szczeliny fałszu, czegoś, co miałoby świadczyć, że Erik po prostu gra, że tak naprawdę mówi to, co wypada. Nie odnalazł niczego takiego, nie był też pewien w jaki sposób poradzić sobie ze świadomością, że w ogóle go o coś takiego posądzał. Nie skarcił się w myślach, bo wolał być podejrzliwy, a przeprosić, niż bez pomyślunku wierzyć w wypowiadane słowa. Niestety, sam był pełen tajemnic i idealnie wyćwiczonego fałszu, który zasłaniał uśmiechem i grzecznościowymi, ułożonymi słówkami okropności jakie lawirowały w jego wnętrzu, więc zdarzało mu się posądzać o to innych częściej niż by chciał; sypiał z jednym okiem otwartym i miał ku temu powody, o jakich nigdy nie zamierzał mówić na głos.
Spojrzenie niebieskich oczu złagodniało, to samo wyraz twarzy Elliotta, a kąciki ust uniosły się zahaczając o przepraszające tony. Ostatkiem sił powstrzymał się, aby nie wywrócić oczyma na 'przecież ma męża', przypomniało mu się, że ludzie z silnym kręgosłupem moralnym pokroju Erika mogą mieć na ten temat dość mocno wyrobione zdanie.
- To, że by ci się podobała, nie znaczyłoby jeszcze, że musiałaby zdradzać z tobą swojego męża - zaznaczył, bo uznał, że jest to potrzebne, aby podkreślić sens swojego wcześniejszego pytania. Nie zapytał czy Longbottom spotyka się z Eden w ustronnych miejscach, a po prostu, o kwestię preferencji w kontekście upodobań. Przecież każdy miał prawo uważać drugą osobę za atrakcyjną, nawet jeżeli ta była w związku.
- Nie zamęczaj się zbytnio tym pytaniem - nie miał jak zwilżyć gardła, a czuł, że mu w nim zaschło. Naprawdę chciał, aby Erik poznał go jako człowieka, a nie marmurowy posąg, za który uchodził, ale odrzucenie wieloletnich przyzwyczajeń i opuszczanie gardy przychodziło z trudem, gdy podniosło się ją lata temu, aby chronić się przed zewnętrznym światem - Prawdopodobnie nie powinienem ci tego mówić, ale przecież znałeś mnie i ją jeszcze w szkole, prowadziliśmy wojnę podjazdową bardzo długo, na tyle długo, że czasem zapominam, że to już przeszłość, ona też. Nie powinienem cię w to wciągać. - zaznaczył i choć 'przepraszam' nie wychodziło z tych słów bezpośrednio, tak ton definitywnie zahaczał o pewnego rodzaju skruszenie i refleksję na temat swojego nieprzemyślanego zachowania.
Był w tym momencie wyczulony na ton wypowiedzi, w końcu zdał sobie sprawę, że zadanym pytaniem o bliźniaczkę mógł rozdrażnić rozmówcę, dlatego choć nie dane było mu zobaczyć młynka oczami, tak wypuszczone przez Erika mruknięcie, definitywnie spowodowało, ze Elliott spiął się nieco. Nie był przyzwyczajony do nie trafiania w gusta swoich rozmówców z komplementami, starał się pamiętać, że w tej relacji chce być szczery, na tyle, na ile tylko może. Nie zmieniało to faktu, że odsłanianie się w jakimkolwiek stopniu, nawet jeżeli chodziło o takie błachostki, mocno go stresowało. Pod twardą powierzchnią był tylko emocjonalnie niedojrzałym chłopcem, który musiał szukać uścisków prawdziwej troski i miłości poza granicami rodzinnej posiadłości. Czas na dorastanie już dawno minął, ale ukryte we wnętrzu słabości pozostały, nietknięte, gnijące, nieprzepracowane zatruwając codzienność, pięknie zakrywane aromatem drogich perfum.
Zamilkł, nie wiedząc co ma odpowiedzieć, nie będąc pewnym skąd takie zachowanie, a już tym bardziej, dlaczego to średnio zadowolone 'mhm' zastąpił uśmiech i poniekąd, komplement. Zamrugał, czując, że nie tylko w gardle mu zaschło. Czyżby robił przez ostatnie pare minut dokładnie to, co zawsze ludzi tak przerażało w Eden? Zapomniał mrugać? Na to by wychodziło, bo musiał przetrzeć zwilżone oczy, aby nie wyglądało to, jakby chciał płakać. Zamknął i otworzył powieki jeszcze pare razy, mrukliwie usprawiedliwiając się, że coś mu wpadło do oka, prawdopodobnie włos. Odgarnął kosmyki z twarzy, aby uwiarygodnić swój argument.
Naprawdę chciał coś powiedzieć odnośnie 'idealnego', ale już nie zdążył, bo Erik pogalopował w dalszą część rozmowy.
Może to i lepiej. Pozwolił przejąć mu kontrolę, w tym stanie (nie mając w sobie połowy barku balowego) był lepszym wodzirejem słów.
- Oh, nie zapomnij jeszcze o Departamencie Skarbu, wspomnij, że liczysz na parę ulg podatkowych, ze względu na działalność charytatywną i wspieranie edukacji, co powinno robić Ministerstwo. Może rozważą cię na kolejnego Ministra Magii - a mój ojciec się uspokoi jak cię wybiorą, bo jesteś czarodziejem czystej krwi, chciał dokończyć, ale się powstrzymał. Tak samo jak sięgnięcia po kolejna butelkę szampana, chociaż nie minęło nawet piętnaście minut odkąd stwierdził, że powinien ją odstawić. Nie było mu do twarzy ze wstrzemięźliwością tego typu, ale wolał ją niż wylądowanie twarzą w jakimś kwiatku na oczach wszystkich gości.
Pozwolił sobie na zaśmianie się, wierzył, że rzucane przez Erika propozycje to sarkazm i wolał tego w żaden sposób nie podważać.
- Skoro już o tym. Jeżeli mógłbyś wybrać, bez żadnych ograniczeń, tylko kierując się 'chcę' i 'nie chcę', to gdzie byś teraz był? W kontekście, być może nie miejsca samego w sobie, a życia ogólnie. Chyba kiedyś poruszyliśmy już taki temat, ale pamiętam tylko wniosek, że trzeba wypełniać swoje obowiązki - stwierdził szczerze, a jego pytanie miało trochę wspólnego z wcześniejszym określeniem Erika 'idealnym'. Chciał wybadać, ale nie bezpośrednio, skąd u niego taka niechęć do tego brzmienia. Świtało mu w głowie, że może chodzić o presję reprezentowania rodziny, w końcu wystawili kolację z nim na aukcję, dla grupy znajomych, acz nieznajomych ludzi. Poza tym, zahaczali już o takie sprawy, acz w odurzonym umyśle fakty mieszały się ze sobą, potrzebując doprecyzowania.
Spojrzenie niebieskich oczu złagodniało, to samo wyraz twarzy Elliotta, a kąciki ust uniosły się zahaczając o przepraszające tony. Ostatkiem sił powstrzymał się, aby nie wywrócić oczyma na 'przecież ma męża', przypomniało mu się, że ludzie z silnym kręgosłupem moralnym pokroju Erika mogą mieć na ten temat dość mocno wyrobione zdanie.
- To, że by ci się podobała, nie znaczyłoby jeszcze, że musiałaby zdradzać z tobą swojego męża - zaznaczył, bo uznał, że jest to potrzebne, aby podkreślić sens swojego wcześniejszego pytania. Nie zapytał czy Longbottom spotyka się z Eden w ustronnych miejscach, a po prostu, o kwestię preferencji w kontekście upodobań. Przecież każdy miał prawo uważać drugą osobę za atrakcyjną, nawet jeżeli ta była w związku.
- Nie zamęczaj się zbytnio tym pytaniem - nie miał jak zwilżyć gardła, a czuł, że mu w nim zaschło. Naprawdę chciał, aby Erik poznał go jako człowieka, a nie marmurowy posąg, za który uchodził, ale odrzucenie wieloletnich przyzwyczajeń i opuszczanie gardy przychodziło z trudem, gdy podniosło się ją lata temu, aby chronić się przed zewnętrznym światem - Prawdopodobnie nie powinienem ci tego mówić, ale przecież znałeś mnie i ją jeszcze w szkole, prowadziliśmy wojnę podjazdową bardzo długo, na tyle długo, że czasem zapominam, że to już przeszłość, ona też. Nie powinienem cię w to wciągać. - zaznaczył i choć 'przepraszam' nie wychodziło z tych słów bezpośrednio, tak ton definitywnie zahaczał o pewnego rodzaju skruszenie i refleksję na temat swojego nieprzemyślanego zachowania.
Był w tym momencie wyczulony na ton wypowiedzi, w końcu zdał sobie sprawę, że zadanym pytaniem o bliźniaczkę mógł rozdrażnić rozmówcę, dlatego choć nie dane było mu zobaczyć młynka oczami, tak wypuszczone przez Erika mruknięcie, definitywnie spowodowało, ze Elliott spiął się nieco. Nie był przyzwyczajony do nie trafiania w gusta swoich rozmówców z komplementami, starał się pamiętać, że w tej relacji chce być szczery, na tyle, na ile tylko może. Nie zmieniało to faktu, że odsłanianie się w jakimkolwiek stopniu, nawet jeżeli chodziło o takie błachostki, mocno go stresowało. Pod twardą powierzchnią był tylko emocjonalnie niedojrzałym chłopcem, który musiał szukać uścisków prawdziwej troski i miłości poza granicami rodzinnej posiadłości. Czas na dorastanie już dawno minął, ale ukryte we wnętrzu słabości pozostały, nietknięte, gnijące, nieprzepracowane zatruwając codzienność, pięknie zakrywane aromatem drogich perfum.
Zamilkł, nie wiedząc co ma odpowiedzieć, nie będąc pewnym skąd takie zachowanie, a już tym bardziej, dlaczego to średnio zadowolone 'mhm' zastąpił uśmiech i poniekąd, komplement. Zamrugał, czując, że nie tylko w gardle mu zaschło. Czyżby robił przez ostatnie pare minut dokładnie to, co zawsze ludzi tak przerażało w Eden? Zapomniał mrugać? Na to by wychodziło, bo musiał przetrzeć zwilżone oczy, aby nie wyglądało to, jakby chciał płakać. Zamknął i otworzył powieki jeszcze pare razy, mrukliwie usprawiedliwiając się, że coś mu wpadło do oka, prawdopodobnie włos. Odgarnął kosmyki z twarzy, aby uwiarygodnić swój argument.
Naprawdę chciał coś powiedzieć odnośnie 'idealnego', ale już nie zdążył, bo Erik pogalopował w dalszą część rozmowy.
Może to i lepiej. Pozwolił przejąć mu kontrolę, w tym stanie (nie mając w sobie połowy barku balowego) był lepszym wodzirejem słów.
- Oh, nie zapomnij jeszcze o Departamencie Skarbu, wspomnij, że liczysz na parę ulg podatkowych, ze względu na działalność charytatywną i wspieranie edukacji, co powinno robić Ministerstwo. Może rozważą cię na kolejnego Ministra Magii - a mój ojciec się uspokoi jak cię wybiorą, bo jesteś czarodziejem czystej krwi, chciał dokończyć, ale się powstrzymał. Tak samo jak sięgnięcia po kolejna butelkę szampana, chociaż nie minęło nawet piętnaście minut odkąd stwierdził, że powinien ją odstawić. Nie było mu do twarzy ze wstrzemięźliwością tego typu, ale wolał ją niż wylądowanie twarzą w jakimś kwiatku na oczach wszystkich gości.
Pozwolił sobie na zaśmianie się, wierzył, że rzucane przez Erika propozycje to sarkazm i wolał tego w żaden sposób nie podważać.
- Skoro już o tym. Jeżeli mógłbyś wybrać, bez żadnych ograniczeń, tylko kierując się 'chcę' i 'nie chcę', to gdzie byś teraz był? W kontekście, być może nie miejsca samego w sobie, a życia ogólnie. Chyba kiedyś poruszyliśmy już taki temat, ale pamiętam tylko wniosek, że trzeba wypełniać swoje obowiązki - stwierdził szczerze, a jego pytanie miało trochę wspólnego z wcześniejszym określeniem Erika 'idealnym'. Chciał wybadać, ale nie bezpośrednio, skąd u niego taka niechęć do tego brzmienia. Świtało mu w głowie, że może chodzić o presję reprezentowania rodziny, w końcu wystawili kolację z nim na aukcję, dla grupy znajomych, acz nieznajomych ludzi. Poza tym, zahaczali już o takie sprawy, acz w odurzonym umyśle fakty mieszały się ze sobą, potrzebując doprecyzowania.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦