06.12.2025, 23:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2025, 23:50 przez Vakel Dolohov.
Powód edycji: Tak mnie ten krytyk wyjebał z kapci że zapomniałam o avku.
)
Bywały dni, w które do Dolohova docierało, że byli ze sobą z Annaleigh absurdalnie wręcz podobni. Może nie we wszystkich aspektach życia, ale na pewno w tak wielu, aby nawet po wielu latach krzywd mimowolnie zaczął budować z nią jakąś płaszczyznę porozumienia. Bywały dni, kiedy spoglądał na nią z pogardą tak wielką, z jaką ona spoglądała właśnie na jakiegoś młodzieńca w koronkowym nakryciu głowy, w którym wyglądał jakby miał zaraz tańczyć w jakimś kabarecie. Bywały też takie momenty, krótkie acz istotne, kiedy chciał wcisnąć jej twarz w miskę z kompotem i trzymać ją w tej pozycji tak długo, aż jej nogi przestaną się wierzgać.
Nie potrafił się bawić?
Nie... On potrafił się bawić, miał wybitne poczucie humoru i tryskał elokwencją, to po prostu to stado bałwanów i imbecyli nie potrafiło od jakiegoś czasu stworzyć przyjęcia, na którym nie będzie tych durnych drinków i eliksirów robiących z ludzi idiotów. Absolutna porażka jaką było wesele Perseusa i tej jego bździągwy powinno już nauczyć wszystkich, że na tego typu zabawy było miejsce na sabatach, gdzie wszyscy upijali się i bawili do upadłego skacząc wokół ogniska, a nie na sali balowej, gdzie każdy obserwował twój ruch i czekał aż się ośmieszysz.
Śpiewanie? Jakoś by to udźwignął. Jakoś by to przełknął i przetrwał. Wszystko tylko nie to, co poczuł spoglądając na jegomościa okrytego szatą, spod której wystawała jedynie... otchłań. Czy dało się pocałować kosmos? Jasnowidz zawziął się, zacisnął palce na różdżce i spróbował się temu postawić.
Nie potrafił się bawić?
Nie... On potrafił się bawić, miał wybitne poczucie humoru i tryskał elokwencją, to po prostu to stado bałwanów i imbecyli nie potrafiło od jakiegoś czasu stworzyć przyjęcia, na którym nie będzie tych durnych drinków i eliksirów robiących z ludzi idiotów. Absolutna porażka jaką było wesele Perseusa i tej jego bździągwy powinno już nauczyć wszystkich, że na tego typu zabawy było miejsce na sabatach, gdzie wszyscy upijali się i bawili do upadłego skacząc wokół ogniska, a nie na sali balowej, gdzie każdy obserwował twój ruch i czekał aż się ośmieszysz.
Śpiewanie? Jakoś by to udźwignął. Jakoś by to przełknął i przetrwał. Wszystko tylko nie to, co poczuł spoglądając na jegomościa okrytego szatą, spod której wystawała jedynie... otchłań. Czy dało się pocałować kosmos? Jasnowidz zawziął się, zacisnął palce na różdżce i spróbował się temu postawić.
Rzut N 1d100 - 1
Krytyczna porazka
Krytyczna porazka
with all due respect, which is none