28.02.2023, 03:58 ✶
Zmarszczył odrobinę brwi, przecież nie zaprzeczył, że był zainteresowany Longbottomem, po prostu nie widział powodu, aby opowiadać na tym na głos, nawet w rozmowie z nią, czy chociażby Blackiem, który również wiedział o jego preferencjach. Postanowił tego nie skomentować, przymknął jedynie oczy, upił fikuśnego drinka, który przyjął z ulgą od siostry i uniósł przed chwilą zmarszczone brwi w znaczeniu 'skoro tak uważasz'.
- Śmiech to zdrowie, powinnaś mi dziękować, że od urodzenia ci go dostarczam - parsknął, przybierając ton, jakby faktycznie wymagał czegoś od swojej bliźniaczki, chociaż zdawał sobie, że to samo w sobie byłoby błędem, bo Eden nie podziękowałaby mu nawet jeżeli uratowałby ją przed śmiercią lub gorzej, złością ojca. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo jemu byłoby trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego w jej stronę.
Zastanowił się przez chwilę nad kropkami, które zdawała się łączyć Eden i uznał, z niepokojem, że brzmi to sensownie, chociaż niewiele rzeczy mogło takimi być, jeżeli chodziło o Percy'ego. Zaraz zbył tę myśl, uznając, że lepiej temat zaniechać nim dojdą do jakiejś wielkiej konspiracji z norkami, kapibarami i Merlin wie czym u szczytu piramid.
- Sztywne imprezy, nawet jak dla nas - podsumował pogrzeby, kontynuując żart i nie widząc w tym niczego złego. Nie był przejęty śmiercią Simone i całą ideą umierania też nie, właściwie dopóki nie urodził się Nicholas, nie wydawało mu się, że za kimkolwiek by tęsknił, jeżeli dana osoba odeszłaby w chłodne objęcia śmierci; to była naturalna kolej rzeczy, czasami przyspieszana przez inne okoliczności, ale wszyscy kończyli tak samo, w rodzinnej krypcie bądź ziemi.
- Nie brzmisz na kogoś, kto chciałby, aby nie żył - rzekł jedynie, pomimo ich relacji starając się być nieoceniającym, przynajmniej w tym jednym temacie. Nie znaczyło to, że będzie winszował siostrze w jej zaślepieniu w temacie, w końcu on jako osoba postronna, mógł wnieść do tematu świeże, nowe spojrzenie. Jakby nie patrzeć obydwoje zostali wychowani przez tego samego, logicznego tyrana egzekwującego przemyślanych decyzji i odpowiedzi, nie różnili się tak bardzo, jak im się wydawało.
Zacisnął usta próbując zatkać się drinkiem, ale ledwo przełknął kolejny jego łyk, a wyrwał się z niego złośliwy śmiech rozbawienia. Nawet w przeszłości, gdy topór niezgody z Eden wciąż nie był zakopany, bawiło go poczucie humoru siostry. Prawdopodobnie dlatego że sarkazm i docinki to jedyny język miłości, których ich obydwojga nie onieśmielał, a pozwalał wyrażać odczucia niebezpośrednio, czyli tak, jak najbardziej im odpowiadało.
- Co jemu do twojej licytacji, tak właściwie? Mógł pomyśleć, że bardziej wykazałby inicjatywę jakby ci wylicytował... Coś z tych pierdół, świecidełek. Może nie były jakieś fenomenalne, acz liczy się gest - nie chciał obdarzać męża Eden nieprzyjemnymi komentarzami, bo widział, że siostra ma co do niego mieszane uczucia, a raczej, to mu się starała przekazac. Pod jej zamotaniem widział jasno, że myśli o tym, bo jej na mężczyźnie zależy. Wolał jednak zebrać wszystkie informacje, nim wyciągnie wnioski, pochopność nie była, zazwyczaj, jego cechą. No, chyba, że w ruch wchodziły traumy i dawno zakopane pod warstwą lodu i śniegu emocje, ale o tym Malfoy nie chciał aktualnie myśleć.
Ani na chwilę nie przeszło mu przez głowę, że 'później zajmę się zdecydowaniem czy jest mi przykro' brzmiało dziwnie. Sam w ten sposób działał, potrzebował przetrawić uczucia, fakty i spiąć wszystko w jedną, składną wypowiedź, aby potem nie żałował. Jeżeli ktokolwiek robił inaczej, to robił to źle.
- Sama przed sobą nie potrafisz przyznać, że zależy ci bardziej niż byś chciała. Wykazałaś inicjatywę, a nie dostałaś lub nie dostajesz nic w zamian, twoje ego cierpi, ale nie ma się co nad tym rozckliwiać, trzeba się ogarnąć, zanim bezsensownie wybuchniesz w sali pełnej ludzi i jeszcze będziesz się sama obwiniać, a po co - już miał kontynuować, ale poczuł jak ciepło siostry opiera się na jego boku, przede wszystkim na ramieniu.
Gdyby ktoś go teraz zobaczył, a raczej jego wyraz twarzy, stwierdziłby, że Elliotta Malfoya jednak zaskakują rzeczy i definitywnie potrafi to po sobie pokazać. Szybko zbył zdezorientowanie wymalowane na bladej twarzy, powstrzymał się przed odchrzaknięciem, chociaż spiął się nieco. Nie przepadał za bliskością, jeżeli nie była ona podszyta czymś romantycznym, taka... przyjacielska czy rodzinna po prostu była dla niego czymś obcym. Wciągnął powietrze, ale zamiast zareagować jakkolwiek po prostu dokończył w sporym łyku drinka.
- Zawsze mogło być gorzej, wyobrażasz sobie jakby ojcu się ubzdurało, że powinien Cię wydać za, chociażby Roberta Mulcibera? Na Merlina, czasami jak słyszę rozmowy tej dwójki to robi mi się niedobrze, a nawet nie jestem kobietą - skrzywił się teatralnie, ale głównie dlatego, że widział dno swojego drinka. Dolał sobie do kieliszka od drinka szampana, bezceremonialnie i przymykając oczy, pozwalając, aby serce zabiło mu szybciej ze stresu związanego z nowością tej sytuacji, w dziwnym skrępowaniu objął Eden ramieniem i poklepał ją lekko po odsłoniętej części skóry na ręce.
Czy tak właśnie wyglądały zdrowsze relacje rodzinne? Przedziwne.
- Śmiech to zdrowie, powinnaś mi dziękować, że od urodzenia ci go dostarczam - parsknął, przybierając ton, jakby faktycznie wymagał czegoś od swojej bliźniaczki, chociaż zdawał sobie, że to samo w sobie byłoby błędem, bo Eden nie podziękowałaby mu nawet jeżeli uratowałby ją przed śmiercią lub gorzej, złością ojca. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo jemu byłoby trudno powiedzieć cokolwiek pozytywnego w jej stronę.
Zastanowił się przez chwilę nad kropkami, które zdawała się łączyć Eden i uznał, z niepokojem, że brzmi to sensownie, chociaż niewiele rzeczy mogło takimi być, jeżeli chodziło o Percy'ego. Zaraz zbył tę myśl, uznając, że lepiej temat zaniechać nim dojdą do jakiejś wielkiej konspiracji z norkami, kapibarami i Merlin wie czym u szczytu piramid.
- Sztywne imprezy, nawet jak dla nas - podsumował pogrzeby, kontynuując żart i nie widząc w tym niczego złego. Nie był przejęty śmiercią Simone i całą ideą umierania też nie, właściwie dopóki nie urodził się Nicholas, nie wydawało mu się, że za kimkolwiek by tęsknił, jeżeli dana osoba odeszłaby w chłodne objęcia śmierci; to była naturalna kolej rzeczy, czasami przyspieszana przez inne okoliczności, ale wszyscy kończyli tak samo, w rodzinnej krypcie bądź ziemi.
- Nie brzmisz na kogoś, kto chciałby, aby nie żył - rzekł jedynie, pomimo ich relacji starając się być nieoceniającym, przynajmniej w tym jednym temacie. Nie znaczyło to, że będzie winszował siostrze w jej zaślepieniu w temacie, w końcu on jako osoba postronna, mógł wnieść do tematu świeże, nowe spojrzenie. Jakby nie patrzeć obydwoje zostali wychowani przez tego samego, logicznego tyrana egzekwującego przemyślanych decyzji i odpowiedzi, nie różnili się tak bardzo, jak im się wydawało.
Zacisnął usta próbując zatkać się drinkiem, ale ledwo przełknął kolejny jego łyk, a wyrwał się z niego złośliwy śmiech rozbawienia. Nawet w przeszłości, gdy topór niezgody z Eden wciąż nie był zakopany, bawiło go poczucie humoru siostry. Prawdopodobnie dlatego że sarkazm i docinki to jedyny język miłości, których ich obydwojga nie onieśmielał, a pozwalał wyrażać odczucia niebezpośrednio, czyli tak, jak najbardziej im odpowiadało.
- Co jemu do twojej licytacji, tak właściwie? Mógł pomyśleć, że bardziej wykazałby inicjatywę jakby ci wylicytował... Coś z tych pierdół, świecidełek. Może nie były jakieś fenomenalne, acz liczy się gest - nie chciał obdarzać męża Eden nieprzyjemnymi komentarzami, bo widział, że siostra ma co do niego mieszane uczucia, a raczej, to mu się starała przekazac. Pod jej zamotaniem widział jasno, że myśli o tym, bo jej na mężczyźnie zależy. Wolał jednak zebrać wszystkie informacje, nim wyciągnie wnioski, pochopność nie była, zazwyczaj, jego cechą. No, chyba, że w ruch wchodziły traumy i dawno zakopane pod warstwą lodu i śniegu emocje, ale o tym Malfoy nie chciał aktualnie myśleć.
Ani na chwilę nie przeszło mu przez głowę, że 'później zajmę się zdecydowaniem czy jest mi przykro' brzmiało dziwnie. Sam w ten sposób działał, potrzebował przetrawić uczucia, fakty i spiąć wszystko w jedną, składną wypowiedź, aby potem nie żałował. Jeżeli ktokolwiek robił inaczej, to robił to źle.
- Sama przed sobą nie potrafisz przyznać, że zależy ci bardziej niż byś chciała. Wykazałaś inicjatywę, a nie dostałaś lub nie dostajesz nic w zamian, twoje ego cierpi, ale nie ma się co nad tym rozckliwiać, trzeba się ogarnąć, zanim bezsensownie wybuchniesz w sali pełnej ludzi i jeszcze będziesz się sama obwiniać, a po co - już miał kontynuować, ale poczuł jak ciepło siostry opiera się na jego boku, przede wszystkim na ramieniu.
Gdyby ktoś go teraz zobaczył, a raczej jego wyraz twarzy, stwierdziłby, że Elliotta Malfoya jednak zaskakują rzeczy i definitywnie potrafi to po sobie pokazać. Szybko zbył zdezorientowanie wymalowane na bladej twarzy, powstrzymał się przed odchrzaknięciem, chociaż spiął się nieco. Nie przepadał za bliskością, jeżeli nie była ona podszyta czymś romantycznym, taka... przyjacielska czy rodzinna po prostu była dla niego czymś obcym. Wciągnął powietrze, ale zamiast zareagować jakkolwiek po prostu dokończył w sporym łyku drinka.
- Zawsze mogło być gorzej, wyobrażasz sobie jakby ojcu się ubzdurało, że powinien Cię wydać za, chociażby Roberta Mulcibera? Na Merlina, czasami jak słyszę rozmowy tej dwójki to robi mi się niedobrze, a nawet nie jestem kobietą - skrzywił się teatralnie, ale głównie dlatego, że widział dno swojego drinka. Dolał sobie do kieliszka od drinka szampana, bezceremonialnie i przymykając oczy, pozwalając, aby serce zabiło mu szybciej ze stresu związanego z nowością tej sytuacji, w dziwnym skrępowaniu objął Eden ramieniem i poklepał ją lekko po odsłoniętej części skóry na ręce.
Czy tak właśnie wyglądały zdrowsze relacje rodzinne? Przedziwne.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦