28.02.2023, 04:31 ✶
'Cóż, nie jesteśmy psami, żeby wykorzystywać na nas metody wychowawcze przeznaczone dla nich.'
Elliott postanowił nie wypowiadać na głos swoich myśli, choć definitywnie miał trochę inne spojrzenie na ten temat. Tresura i wychowanie, zwłaszcza te, które wychodziło od Fortinbrasa, miałby ze sobą nazbyt dużo wspólnego, aby mógł to zignorować. Zdawał sobie jednak sprawę, że podejście rodziców do niego, a do najmłodszej siostry było zgoła inne. Chociaż wciąż byli chłodni i zdystansowani, tak posiadali o wiele mniej wymagać w jej stronę, a już na pewno ojciec. Z jednej strony zazdrościł tego kobiecie, tak samo jak zawsze pragnał wolności, która z powodu swojej płci uzyskała Eden, a z drugiej wiedział, że przychodziło to z ceną, jakiej nie byłby gotów zapłacić. Mimo, że kobiety były w ogólnym znaczeniu traktowane na równi w magicznym społeczeństwie, tak w rodzinach z tradycjami zakurzonymi przez lata niezmienności, bywało z tym różnie. Nie było dobrej opcji, zmartwienia Eunice i Elliotta były inne, ale żadne z nich nie wydawały się lepsze czy gorsze, raczej jawiły się jako jednakowo sformułowane pod postacią innych wyrazów i szyku.
- Uważam - przyznał, bo nie było tutaj miejsca na dywagacje, przynajmniej w odczuciu blondyna - Tak samo jak, moim zdaniem, czarodzieje półkrwi nie powinni się wtrącać w rzeczy, którymi zajmowaliśmy się my, czystokrwiści. Stary porządek mi odpowiada, jeżeli dalej tak pójdzie, to mugolaki przekonają wszystkich, że są nam równi, a to by było absolutnie niedorzeczne. Wyobrażasz to sobie? Wychować się w świecie bez magii i twierdzić, że wie się o niej i jej świecie więcej niż ktoś, kto się z nią wychował? Niedorzeczne. - zaśmiał się pod nosem, bo podobne wypowiedzi, jakie słyszał w murach Ministerstwa sprawiały, że miał ochotę zaniechać przyjętej neutralności i wtrącić pare knutów do każdej takiej dyskusji.
- Co, natomiast do kwestii Voldemorta, myśle, że powinniśmy uważać, to naprawdę silna osoba, nie chciałbym tracić posiadanego stanowiska tak samo na rzecz mugolaków, jak i z powodu jego wizji na świat - uściślił - Najważniejsza, mimo wszystko, jest rodzina. - dodał, bo w gruncie rzeczy, o to mu właśnie chodziło.
Upił trochę grzanego wina, bo nie chciał, aby to wystygło, wtedy jego konsystencja i smak stawały się nieznośne dla podniebienia. Po nową porcje nie chciało mu się wstać, a raczej, pstrykać palcami, aby skrzat przyniósł mu więcej. Rodzice udzielili jemu oraz Simone domowej służby, w końcu młode małżeństwo musiało jakąś mieć podczas ciąży i późniejszego witania dziedzica, które miało stać się już całkowicie niebawem. Głównie dlatego Elliott pozostawał w swoich opiniach neutralny, przynajmniej oficjalnie. Wiedział, że ojciec radykalizuje się coraz bardziej z miesiąca na miesiąc i niespecjalnie był z tego zadowolony.
- Ojciec mówił coś na ten temat? - dopytał, bo może siostra coś zasłyszała, w końcu mieszkała wciąż w rodzinnej posiadłości, nawet jeżeli nie spędzała tam większości swojego dnia.
Elliott postanowił nie wypowiadać na głos swoich myśli, choć definitywnie miał trochę inne spojrzenie na ten temat. Tresura i wychowanie, zwłaszcza te, które wychodziło od Fortinbrasa, miałby ze sobą nazbyt dużo wspólnego, aby mógł to zignorować. Zdawał sobie jednak sprawę, że podejście rodziców do niego, a do najmłodszej siostry było zgoła inne. Chociaż wciąż byli chłodni i zdystansowani, tak posiadali o wiele mniej wymagać w jej stronę, a już na pewno ojciec. Z jednej strony zazdrościł tego kobiecie, tak samo jak zawsze pragnał wolności, która z powodu swojej płci uzyskała Eden, a z drugiej wiedział, że przychodziło to z ceną, jakiej nie byłby gotów zapłacić. Mimo, że kobiety były w ogólnym znaczeniu traktowane na równi w magicznym społeczeństwie, tak w rodzinach z tradycjami zakurzonymi przez lata niezmienności, bywało z tym różnie. Nie było dobrej opcji, zmartwienia Eunice i Elliotta były inne, ale żadne z nich nie wydawały się lepsze czy gorsze, raczej jawiły się jako jednakowo sformułowane pod postacią innych wyrazów i szyku.
- Uważam - przyznał, bo nie było tutaj miejsca na dywagacje, przynajmniej w odczuciu blondyna - Tak samo jak, moim zdaniem, czarodzieje półkrwi nie powinni się wtrącać w rzeczy, którymi zajmowaliśmy się my, czystokrwiści. Stary porządek mi odpowiada, jeżeli dalej tak pójdzie, to mugolaki przekonają wszystkich, że są nam równi, a to by było absolutnie niedorzeczne. Wyobrażasz to sobie? Wychować się w świecie bez magii i twierdzić, że wie się o niej i jej świecie więcej niż ktoś, kto się z nią wychował? Niedorzeczne. - zaśmiał się pod nosem, bo podobne wypowiedzi, jakie słyszał w murach Ministerstwa sprawiały, że miał ochotę zaniechać przyjętej neutralności i wtrącić pare knutów do każdej takiej dyskusji.
- Co, natomiast do kwestii Voldemorta, myśle, że powinniśmy uważać, to naprawdę silna osoba, nie chciałbym tracić posiadanego stanowiska tak samo na rzecz mugolaków, jak i z powodu jego wizji na świat - uściślił - Najważniejsza, mimo wszystko, jest rodzina. - dodał, bo w gruncie rzeczy, o to mu właśnie chodziło.
Upił trochę grzanego wina, bo nie chciał, aby to wystygło, wtedy jego konsystencja i smak stawały się nieznośne dla podniebienia. Po nową porcje nie chciało mu się wstać, a raczej, pstrykać palcami, aby skrzat przyniósł mu więcej. Rodzice udzielili jemu oraz Simone domowej służby, w końcu młode małżeństwo musiało jakąś mieć podczas ciąży i późniejszego witania dziedzica, które miało stać się już całkowicie niebawem. Głównie dlatego Elliott pozostawał w swoich opiniach neutralny, przynajmniej oficjalnie. Wiedział, że ojciec radykalizuje się coraz bardziej z miesiąca na miesiąc i niespecjalnie był z tego zadowolony.
- Ojciec mówił coś na ten temat? - dopytał, bo może siostra coś zasłyszała, w końcu mieszkała wciąż w rodzinnej posiadłości, nawet jeżeli nie spędzała tam większości swojego dnia.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦